Facebook Google+ Twitter

Miejsce dla artysty. Rozmowa z Joanną Rajkowską

Burzycielka spokoju miejskiej przestrzeni. Nieszablonowa? Z pewnością. Niepokorna? Czasami. Człowiek, artystka, kobieta - Joanna Rajkowska opowiada o swoich twórczych inspiracjach, artystycznych dokonaniach i najnowszym projekcie.

Joanna Rajkowska podczas wystawy "Rewolucja 1905" prezentowanej w Łodzi w ramach Festiwalu Dialogu Czterech Kultur / Fot. Karolina AlbińskaPani projekty artystyczne często nawiązują do idei dialogu, wzajemnego zrozumienia, budowania więzi międzyludzkich i międzykulturowych, jednocześnie wywołują wiele zamieszania, budzą kontrowersje jak np. słynna "Palma" stojąca na Rondzie de Gaulle’a . Może więc prawdą jest, „że gdzie diabeł nie może tam babę pośle” i celowo pani prowokuje?
- Ja zwyczajnie pracuję. Moje działania nie są obliczone na prowokację. Nie robię tego z wyrachowania, dla rozgłosu czy reklamy. Ufam instynktowi. Jeśli mi podpowiada, że mam się czymś zająć, to się tym zajmuję, bez względu na konsekwencje. To kwestia współpracy ze sobą i zaufania do siebie. Kwestia otworzenia pola tak żeby instynkt, który się posiada mógł bez skrępowania działać. Ja mu ufam całkowicie. Jeśli
coś mi mówi, że mam stawiać palmę to stawiam, jeśli coś mi mówi, że mam robić "Rewolucję" to robię. Pierwszy moment jest decydujący. Do niego zwykle się wraca, po różnych permutacjach i z reguły okazuje się, że pierwszy wybór był trafny, że to była dobra decyzja.

Właśnie tak pani pracuje? Wiedziona instynktem?
- Najpierw pochylam się nad pomysłem, próbuję rozpoznać jego konsekwencje. Potem buduję konstrukcję intelektualną. I to już jest praca na zimno. Jednak to ten pierwszy impuls mnie prowadzi. Trzeba mu ufać.

Czy to, że jest pani kobietą ma wpływ na pani sztukę?
- Absolutnie nie. Nie ma żadnego.

Jakie zatem słowo przychodzi pani na myśl, gdy słyszy pani wyraz „kobieta”?
- Dla mnie kobieta to po prostu człowiek.

Moim zdaniem w pani projektach widać kobiecą rękę. "Satysfakcja gwarantowana" to wręcz kwintesencja kobiecości. Wyprodukowała pani wazelinę, perfumy i mydła na bazie m. in wyciągu z gruczołu mlekowego, śluzu z pochwy, pani - a więc kobiecego - DNA . Przynajmniej tak głosi etykieta umieszczona na produktach.
- Gdybym była mężczyzną także mogłabym zrobić ten projekt. Inne byłyby tylko składniki.

W naszej kulturze to kobieta jest od, mówiąc brzydko, „przynieś, odnieś, pozamiataj”, a pani zgodziła się w projekcie "Artysta do wynajęcia" wykonywać różne prace zlecone. To też nie jest przejaw kobiecego sposobu myślenia?
- Żyjemy w patriarchacie, więc tak pojmowana jest rola kobiety. Jednak mnie nie prowadzi myśl, że nią jestem. Kobiecość, która wychodzi w moich projektach to skutek uboczny. Ja nie myślę w takich kategoriach, choć czasami żałuję, że nie potrafię.

Czy to oznacza, że artystka, kobieta żadnej pracy się nie boi? Czy podczas realizacji tego projektu obowiązywały jakieś nieprzekraczalne granice?
- Oczywiście przemoc i seks. Seks był nie na miejscu nie dlatego, że czułabym się wykorzystana, ale dlatego, że czułabym się idiotycznie w takiej sytuacji. Zwyczajnie po ludzku głupio. Przemocy po prostu nie trawię.

Wydaje się, że przed artystą tworzącym w dzisiejszych czasach rysuje się niezbyt ciekawa perspektywa. Albo chałturzy, dobrowolnie wciska się w tryby machiny popkultury i dosłownie jest artystą do wynajęcia albo na co dzień zajmuje się czymś innym i artystą jest tylko od święta. Czy w erze komercji jest miejsce na artyzm, miejsce dla artystów?
- To zależy jak się pojmuje tę rolę. Artyści mają inne narzędzia do rozpoznawania rzeczywistości. Czy jest dla nich miejsce? Jeśli artyści sami sobie je wykopią to jest. Niestety to miejsce nie jest dane raz na zawsze. Nie jest tak, że jest przygotowane i zwyczajnie się je zajmuje. Musimy ostro postępować, stwarzać sytuacje w których będziemy mogli przetrwać finansowo, a jednocześnie z całą konsekwencją robić swoje. Warto zapłacić pewną cenę.

Pani projekty artystyczne są dość wieloznaczne. Nie boi się pani, że ludzie przeinaczą pani intencje, że ich nie zrozumieją? Może trzeba im dać jakiś klucz?
- To są bardzo proste projekty. Klucz jest zupełnie zbędny. Ludzie są na tyle inteligentni, że każdy znajdzie swój klucz zgodnie ze swoim poziomem wykształcenia i świadomości.

Co panią inspiruje?
- Nie mam pojęcia. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.

Może miejsca? W jednym z wywiadów powiedziała pani, że to projekty i miejsca wybierają panią a nie odwrotnie. Czy Łódź aż tak bardzo potrzebuje artystycznej interwencji, ze zdecydowała się pani zrobić tu swój projekt?
- To zwykle odbywa się o wiele prościej. Instytucje mnie zapraszają. Inaczej było z "Palmą" i "Dotleniaczem", bo ja w Warszawie żyłam. Są oczywiście miejsca do których jadę specjalnie, żeby za własne pieniądze zrobić
projekt. Pracuję poza sztuką, żeby być niezależną finansowo i móc pozwolić sobie na takie wydatki. Często jest tak jak podczas tego pobytu w Łodzi, że to instytucja mnie zaprasza. Tym razem Agata Siwiak organizująca Festiwal Dialogu Czterech Kultur powiedziała: „przyjedź i zrób projekt”.

Wiem, że początkowo miał nawiązywać do łódzkich rzek. Czemu zrezygnowała pani z tego pomysłu?
- Tu nie ma rzek, tu jest szambo. Jest nieefektywnie rozdzielony system kanalizacji. Gdyby była mała stróżka, ale czysta, to zapewne bym nie zrezygnowała. W tej sytuacji mój pomysł nie miał sensu. Łódzkie rzeki to jeden cuchnący, tragiczny ściek.

Jeden z wcześniejszych projektów "Hello" (artystka stała na dachu i machała białą chustką) dedykowała pani matce. Czy "Rewolucja 1905" to zgodnie z hasłem przewodnim tegorocznej edycji Festiwalu Dialogu Czterech Kultur ukłon w stronę pani ojca?
- Nie [śmiech]. Mojego ojca strasznie kocham, ale to śmierdzący burżuj. Nie ma nic wspólnego z proletariatem.

Czyli ojcostwa Łodzi poszukiwała pani na gruncie robotniczym. Próbowała pani na fotografii jeszcze raz odtworzyć tragizm tamtych czasów.
- Tak, choć nie udało nam się znaleźć w sobie energii, którą posiadali robotnicy skazani w tamtych latach.

Czego pani oczekuje po tym projekcie? Co ma zmienić?
- Nic. On nie ma ludzi prowadzić, mówić jak mają myśleć. Fajnie byłoby, gdyby jeszcze raz zastanowili się nad aktualnością tamtych wydarzeń i filmu z 1973 roku, który pokazujemy w ramach wystawy. Nikt tej propagandy nie bierze teraz na poważnie, ale może właśnie dlatego, że mamy dystans do tego rodzaju obrazów i opowieści refleksje są trafne i bardzo dzisiejsze. To propaganda, ale bardziej chcę oglądać ten film, niż słuchać języka współczesnej prawicy. Ten język jest o wiele bardziej mój.

Do swoich projektów wnosi pani dużo siebie zarówno dosłownie jak i w przenośni. Nie boi się pani, że w końcu cała się pani zużyje, artystyczne wypali?
- Ostatnio byłam u psychiatry [śmiech] i zapisał mi tabletki na sen - jak zwykle. Powiedział, że absolutnie grozi mi tzw. burnout …[wypalenie zawodowe] ale myślę, że się mylił.

Ludzie oczekują od pani działań w przestrzeni publicznej na miarę "Palmy" czy "Dotleniacza". Czuje pani presję?
- Czuję i to jest dość nieprzyjemne. W Łodzi organizatorzy podeszli do projektu odpowiedzialnie. Zaprosili mnie wcześniej, zapewnili pomoc w rozpoznaniu miasta. Pomoc Joanny Podolskiej z "Gazety Wyborczej" i antropolożki. To byli ludzie, którzy prowadzili mnie za rękę. Do archiwum mnie nie zaprowadzili [śmiech], ale przy okazji tam wpadłam. Czasami galerie zapraszają mnie na tydzień i oczekują, że w tym czasie stworzę drugą "Palmę". Wtedy powstają takie małe, żałosne projekty jak "Hello".

Jest pani laureatką Paszportu Polityki 2007. Czy ta nagroda była dla pani przepustką? Czy artysta z takim paszportem na więcej może sobie pozwolić?
- Nie. To jest nagroda medialna. Działa tak długo jak długo roztacza się czar takich nagród. To nagroda lokalna, polska. Szlaku nie przetarł mi Paszport Polityki tylko "Dotleniacz" – ku mojemu zaskoczeniu. Ta nagroda niewiele zmieniła. Kupiłam sobie kamerę i to byłoby na tyle.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

*********************

Joanna Rajkowska - urodzona 14 października 1968 r.w Bydgoszczy. W latach 1987-1992 studiowała historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jest także absolwentką krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie rozwijała artystyczne zamiłowania w pracowni malarstwa pod okiem prof. Jerzego Nowosielskiego. Artystka wszechstronna. W swoich pracach wykorzystuje różne tworzywa kreując rzeźby, obiekty, instalacje, fotografie i rysunki. Jej niebanalne spojrzenie na świat przekłada się na kontrowersyjne prace, które prezentowano dotychczas na wielu indywidualnych i zbiorowych wystawach w Polsce i poza granicami naszego kraju.

Jednak sławę przyniosły jej artystyczne działania w przestrzeni publicznej, która od kilku lat stała się polem jej artystycznych eksperymentów. Laureatka wielu prestiżowych nagród i stypendiów m.in. Nagrody Prezydenta Miasta Krakowa 1996, Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego 2001, Stypendium Fundacji IASPIS 2006, Stypendium Funduszu Wyszehradzkiego 2007, nagrody Paszportu Polityki w kategorii "sztuki wizualne" 2007.

Do najbardziej znanych projektów Joanny Rajkowskiej należą:

"Satysfakcja gwarantowana" - artystka stworzyła serię unikalnych produktów konsumpcyjnych (napojów i kosmetyków) w których skład wchodzą - zgodnie z treścią informacji umieszczonej na opakowaniach -substancje pochodzące z jej ciała.

"Pozdrowienia z Aleji Jerozolimskich" - głównym elementem działań w przestrzeni miejskiej stała się instalacja sztucznej palmy daktylowej na warszawskim Rondzie de Gaulle'a.

"Artysta do wynajęcia" - Joanna Rajkowska stworzyła serię ulotek-ogłoszeń z napisem "Artysta do wynajęcia" i przez 25 dni wykonywała prace, które wymyślali dla niej łodzianie.

"Dotleniacz" - zainstalowanie sztucznego zbiornika z którego wydobywa się ozon na Placu Grzybowskim w Warszawie.

"Rewolucja 1905" - artystka w Muzeum Tradycji Niepodległościowych odnalazła zdjęcia z czasów Rewolucji 1905-1907 prezentujące przyszłych straceńców i ich katów w zaskakujących sytuacjach np. w momencie zawierania ślubu tuż przed egzekucją. Odtworzyła te sytuacje przy pomocy statystów w ówczesnej scenografii i ponownie zrobiła zdjęcia.

Zobacz także:
Najsłynniejsza prywatna palma czeka na nowe liście
Dotleniające jeziorko w centrum Warszawy

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

+ gratuluję pomysłu i wykonania, Miło przeczytać wywiad z artystką a nie produktami typu Andrzejewicz,czy serialowe aktoreczki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Żeby być Artystą, trzeba się nim urodzić! Trzeba od kołyski oddychać jak artysta, myśleć jak artysta, kochać jak artysta, nienawidzić jak artysta i spełniać nakaz duszy, dyktujący jak patrzeć na świat, aby w o tym świecie widzieć więcej od innych i aby uwierzyć przeczuciu, że to co się zrobi będzie użyteczne w sensie mistycznym, a nie materialnym. Dopiero tak ukształtowany człowiek może podjąć trud bycia artystą.
Bo bycie artystą to wielka próba szczerości wobec samego siebie. To najdoskonalszy dialog z samym sobą, w którym praktycyzm ściera się z mistycyzmem. Trudny i nieraz bolesny jest ten wewnętrzny spór, dlatego artysta żyje w ciągłej rozterce. Jakby stał na rozdrożu i dróg miał wiele do wyboru, ale tylko jedna była dla niego właściwa. I wtedy odzywa się w nim głos talentu, który bezbłędnie podpowiada, którą drogą podążać do celu, by myśl twórczą zmaterializować w dziele sztuki. Dlatego ktoś pozbawiony talentu jest z góry skazany na artystyczną tułaczkę lub artystyczny niebyt. Dla niego każda droga wydaje właściwa, dlatego błądzi po niej jak ślepiec.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podoba mi się. +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.