Facebook Google+ Twitter

Miejska komunikacja to nie taksówka

Ostatni nocny autobus z Jaworzna do Katowic odjechał 5 kwietnia 2004 r. Od tamtej pory każdy, kto chce pojechać w weekend do stolicy województwa wieczorem musi albo zrobić to własnym pojazdem albo wracać przed 23. Skandal czy rozsądek?

Gdy zapada zmierzch będąc w Katowicach musisz już myśleć jak wrócić do Jaworzna do domu. / Fot. Bartek (www.jaworznianin.pl)W tygodniu ostatni kurs z dworca w Katowicach rusza o 23:15. W weekendy jest gorzej, bo ostatnia "J-ka" wyrusza już o godzinie 22:40. Jaworznianie mają jeszcze inne możliwości. Mogą zostać w Katowicach do rana, bądź też szukać jakiegoś pociągu jadącego przez Jaworzno (rzecz jasna potem trzeba jeszcze z dworca w Szczakowej dostać się do swojej dzielnicy. Pieszo.).

Dlaczego nocny autobus przestał kursować? - Bezpośrednim impulsem do jego likwidacji było zmniejszenie o ok. 15 proc. pracy przewozowej zleconej przez gminę naszej Spółce. Redukcja objęła najmniej obciążone linie i kursy, a do takich należała właśnie linia E-N. Badania napełnień wykazywały, iż z kursu z Katowic korzystało z reguły Ostatni nocny autobus jaworznickiego PKM-u odjechał z Katowic w kwietniu 2004 roku. / Fot. Bartek (www.jaworznianin.pl)ok. 10 osób, przy czym do Katowic autobus jeździł praktycznie pusty - informuje nas Przemysław Sowa, z zarządu jaworznickiego PKM-u, który podkreśla, że co prawda w weekendy pasażerów było więcej, jednak nijak nie przekładało się to na sprzedaż biletów. - Autobus najczęściej wykorzystywany był w charakterze darmowej taksówki - dodaje.

Najgorzej jest w weekendy. Wtedy ostatni autobus odjeżdża o 22:40. Następny jest dopiero rano. Tymczasem niektóre imprezy kończą się w środku nocy. Dlaczego ostatni autobus w weekend odjeżdża tak wcześnie? Bo według przedstawicieli PKM-u nie ma potrzeby, by wracał później. - Już kurs o 22:40 nie cieszy się wielkim zainteresowaniem naszych mieszkańców. Wydaje się wątpliwe, czy późniejsze odjazdy linii "J" przyciągnęłyby większą liczbę podróżnych. Z uwagi na konstrukcję umowy z gminą (stała wielkość pracy przewozowej), aby zwiększyć ilość kursów do Katowic, zmuszeni bylibyśmy do likwidacji innych połączeń - tłumaczy Sowa.
Będąc z Jaworzna, by przeżyć emocje na Stadionie Śląskim pierw trzeba pomyśleć jak potem wrócić do domu. / Fot. Andrzej Pałasz - Wiadomości24.pl
Wyjątkowe okazje nic nie zmienią


11 października 2008 roku Polska walczyła z Czechami na Stadionie Śląskim w Chorzowie o punkty w ramach eliminacji do mistrzostw świata RPA 2010. Mecz skończył się około godziny 22:20. Wniosek? By zdążyć na ostatni autobus trzeba było cudu. Albo "urwania" się z meczu mniej więcej w momencie, gdy bramkę na 2:0 dla Polaków strzelał Jakub Błaszczykowski.

Jaworznianin chcący jechać na to spotkanie musiał zadbać o powrót do domu innym środkiem lokomocji niż miejski przewoźnik. Jeśli nie miał z kim się zabrać, nie miał kto po niego przyjechać, to miał dwie możliwości. Jedną była podróż pociągiem do Szczakowej (godzina 1:22!), a potem spacerkiem w kierunku własnego domu. Innym rozwiązaniem było poczekać do rana.

Podczas odwozu uczestników Festiwalu Energii, łączna sprzedaż biletów przez kierowców i skasowania elektronicznej portmonetki nie przekroczyły 100 zł. / Fot. Marek Iwaniszyn (www.jaworznianin.pl)Nie ma co oczekiwać, że na takie specjalne okazje PKM dostawi kurs. Utrudniają to przepisy prawa. Chyba, że organizatorem jest miasto i impreza odbywa się w Jaworznie. Wtedy na autobusy można liczyć. Tak było np. podczas lipcowego Festiwalu Energii. Jednak i tu PKM wydaje się niechętny do podstawiania swoich autobusów, mając w ręku bardzo poważny argument. Jaki? Ekonomiczny. - Korzystający z takiej komunikacji z reguły nie są chętni do kasowania jakichkolwiek biletów. Przykład? Podczas odwozu uczestników Festiwalu Energii, kiedy to z Sosiny odjechało 12 pełniuteńkich autobusów, łączna sprzedaż biletów przez kierowców i skasowania elektronicznej portmonetki (w Jaworznie nie ma tradycyjnych biletów - przyp. red.) nie przekroczyły 100 zł. Pasażerowie bez większych skrupułów wypychali natomiast drzwi i okna w autobusach oraz urywali kasowniki - mówi Sowa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Chodziło mi o to, że gmina zleca spółce, więc mamy dwie strony. I spółka właśnie tłumaczy się z braku autobusów na linii polityką gminy. Przy okazji może podzielać jej zdanie, jedno nie przeczy drugiemu. Co też nie zmienia faktu, że gdyby gmina nie zmniejszyła zlecenia, kursy pewnie dalej by były.
Przedsiębiorstwo jest spółką z o.o. ale ceny biletów praktycznie ustala rada miasta. Spółka może tylko wnioskować o zmiany cen.

Komentarz został ukrytyrozwiń

art300 - ekm, o ile się orientuje to gmina w tej sytuacji nie jest po żadnej drugiej stronie a po tej samej co PKM...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aby zagłębić się w problem potrzebna jest informacja o zasadach finansowania komunikacji miejskiej, wyceny biletów itp. "Zmniejszenie o ok. 15 proc. pracy przewozowej..." niewiele mówi, tym bardziej, że brak stanowiska drugiej strony czyli gminy.
Bez tego pozostaje tylko hasło rzucone w eter: nie ma autobusu na określonej trasie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.