Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

120720 miejsce

Mieszkańcy Rudy Śląskiej pamiętają o sylwestrowej tradycji

Mieszkańcy Rudy Śląskiej co roku przed północą spotykają się na placu Jana Pawła II. Wraz z władzami samorządowymi zaczynamy odliczanie, a kiedy zaczynają bić dzwony Kościoła św. Pawła, strzelają korki od szampana. W tym roku było inaczej.

Ruda Śląska to zlepek dzielnic, gdzie do niedawna ciężko było określić centrum miasta. Poprzedni Prezydent Andrzej Stania kilka lat temu postanowił zaprosić wszystkich na ówczesny plac Wolności, obecny Jana Pawła II na wspólną sylwestrową zabawę. Scenariusz co roku ten sam: od godz. 21 z balkonu Urzędu Miasta DJ zaczynał rozkręcać publiczność. Ludzie zazwyczaj schodzili się kilkanaście minut przed północą po to, aby wspólnie witać Nowy Rok. W głośnikach rozlegał się specyficzny głos Andrzeja Stania, który po krótkim przywitaniu zaczynał odliczanie: 3, 2, 1 i już nić innego nie było słychać. Lawina konfetti, fajerwerków, korków od szampana, toastów zagłuszało wszystko. Oficjalny pokaz sztucznych ogni często zacierał się z racami mieszkańców. Po pokazie, kiedy już umilkły dzwony przyległego do placu kościoła nadchodził czas na oficjalne życzenia. Po krótkim przemówieniu DJ bawił nas jeszcze kilka godzin. To był pewniak, jeżeli ktoś nie miał planów na sylwestra.

W tym Roku było inaczej. Niestety, w tym roku nie wypalił mi sylwester ze znajomymi w Warszawie. Szybko zorganizowana domówka to jedyne, co nam zostało. Plan był prosty: do 23 zabawa w domu, później wyjście pod Urząd. Wychodząc na zewnątrz, zaskoczył mnie podobny widok do tego, którego widziałem kilka dni temu w wigilię. Tłumy ludzi podążają na plac Jana Pawła II, każdy pod pachą trzyma pokaźny zapas zabawek pirotechnicznych, w dłoni szampan. Ze śpiewem na ustach, radośnie, nierzadko w przebraniach zmierzają na "rynek". Trzeba zaznaczyć, że często miałem wrażenie, że poprzednio organizowane imprezy to był "spontan" władz samorządowych. Nigdy nie widziałem plakatów. W tym roku też nikomu przez myśl nie przeszło, że imprezy może nie być. Wszyscy, którzy dochodzili do placu, czuli się lekko zaskoczeni. 23.45, a balkon UM ciemny, z tłumu wydobywają się śpiewy acapella podchwytywane przez coraz większe grupy.

Jak co roku, plac został zapełniony. Na kilka sekund przed północą, grupa kibiców zaczęła głośne odliczanie. Kiedy krzyknęli "zero" nad naszymi głowami pojawiła się salwa sztucznych ogni. Strzeliły korki, rozpoczęły się toasty. Mam wrażenie, że wszystkie choroby zakaźne przestały istnieć, bo każdy z każdym się całuje, pije z jednej butelki. Wielka brać. Kilku młodych ludzi postanowiło wziąć sprawę w swoje ręce, zjawili się z bongosami i zaczęli wybijać rytm. Jak już była muzyka, to pojawiły się tańczące pary. Można powiedzieć, że impreza się udała. Rudzka tradycja spotkań sylwestrowych przetrwała.

Ta sama grupa, która przed kilko minutami odliczała czas do nadejścia nowego 2011 roku zaczęła skandować dość nurtujące pytanie. Cały plac zadawał sobie, również to samo pytanie: "Gdzie jest Dziedzic?". Niestety, Pani Prezydent Grażyna Dziedzic nie podtrzymała tradycji swojego poprzednika. Pocieszam się tym, że może o niej nie słyszała. Mam nadzieję, że to zadawane pytanie będzie się długo odbijać echem po pokoju Pani Prezydent, a kiedy spojrzy przez okno balkonowe, będzie widziała bawiący się tłum, który nie wymaga najwspanialszego pokazu sztucznych ogni, koncertów najwybitniejszych gwiazd, który liczy na to, że po prostu się o nim nie zapomni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.