Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15535 miejsce

Mieszkanie za 70 tysięcy symbolicznych złotówek

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-09-05 08:49

Mieszkania za złotówkę to fikcja dla tysięcy spółdzielców, których bloki wybudowano na początku lat 90. Żeby wykupić swoje "M" muszą zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych! Nie takiego prezentu spodziewali się od posłów, którzy obiecali powszechne "uwłaszczenie".

W 30 blokach na łódzkim osiedlu Radogoszcz Wschód za wykupienie mieszkania lokatorzy będą musieli zapłacić średnio 30- 40 tys. zł / Fot. Dziennik ŁódzkiLokatorzy łódzkich bloków wybudowanych na początku lat 90. czują się oszukani. Nowelizacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych, która weszła w życie 31 lipca, pozwala na wykup mieszkań za symboliczne pieniądze - najczęściej kilkadziesiąt złotych. Z tych dobrodziejstw skorzystać może 900 tys. rodzin mieszkających w starszych blokach. Niestety, lokatorzy nowszych domów muszą się liczyć z zupełnie innymi kosztami.

Najgorzej sytuacja wygląda na łódzkim osiedlu Radogoszcz Wschód, które w dużej części zostało wybudowane w latach 1990 - 1991.

- Mamy 30 bloków, 500 mieszkań pochodzących z tego okresu - mówi Jolanta Podorska, prezes spółdzielni ds. ekonomicznych. - Żeby wykupić mieszkania na własność, ich lokatorzy muszą średnio zapłacić po 30 - 40 tysięcy złotych. Rekordzistów będzie to kosztowało nawet 70 tysięcy - dodaje Podorska.

Na osiedlu Słonecznym w Bełchatowie większość mieszkań pochodzących z przełomu lat 80. i 90. można nabyć za ok. 12 tys. zł. Mieszkańcy są bardzo rozczarowani. - Nie jest tak różowo, jak zapowiadali posłowie. Nie wiem, czy się zdecyduję na wykup - narzeka Grażyna Wędzik, lokatorka Słonecznego.

Dla porównania, w spółdzielni Batory na łódzkim Widzewie, zapłacić trzeba będzie za wykup mieszkania sprzed 20, 30 lat jedynie 15 do 20 zł. Ewentualnie - o kilkadziesiąt złotych więcej w przypadku bloków stojących na gruntach wykupionych przez spółdzielnię.

Skąd takie różnice w kosztach wykupu starych i nowych mieszkań? - Żeby zostać właścicielem, spółdzielca musi spłacić wszystkie ciążące na nim kredyty, odsetki, a także zwrócić nominalną kwotę umorzenia części kredytu przez państwo. To proste - przekonuje Ryszard Jajszczyk, dyrektor Biura Zarządu Rewizyjnego Spółdzielni RP, choć wyjaśnienie z pewnością dla przeciętnego spółdzielcy proste nie jest.

O co więc chodzi? W czasach PRL spółdzielnie budowały mieszkania za kredyty z państwowego banku. Połowę pożyczki lokatorzy oddawali w czynszu - o tych pieniądzach można zapomnieć, one już dawno zostały zapłacone. Drugą połowę państwo umarzało spółdzielni. Dziś osoby, które chcą wykupić mieszkanie, muszą zwrócić nominalną kwotę tego właśnie umorzenia. Po latach kwoty są jednak symboliczne. Dawne 200-300 tys. zł daje, po denominacji, 20 - 30 zł. Jest to, nie licząc notariusza i opłat sądowych, cały koszt wykupu mieszkania.

Inaczej sytuacja wygląda w przypadku mieszkań wybudowanych po 1989 r., zwłaszcza w pierwszych latach transformacji ustrojowej. W Polsce szalała gigantyczna inflacja, odsetki od zaciąganych wtedy kredytów rosły lawinowo. Według szacunków banków, zaciągnięte w latach 1990 - 1992 kredyty ciążą do dziś na 119 tys. mieszkań spółdzielczych. Żeby ich lokatorzy mogli zostać właścicielami, muszą najpierw oddać resztę pożyczki - wypada po kilkadziesiąt tysięcy złotych za lokal. Jak mówi Ryszard Jajszczyk, inaczej też wyglądają, w przypadku mieszkań nowych, kwoty umorzeń. Na początku lat 90. pomoc państwa mogła sięgać 100 mln zł na jedno mieszkanie. Nawet po denominacji daje to dziś całkiem pokaźną sumkę - 10 tys. zł.
Piotr Brzózka, (emd)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.