Facebook Google+ Twitter

Migracyjny zawrót głowy

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2014-10-16 22:41

Ostatnie szanse na rozwój nie zostały wykorzystane i patrząc na to, co teraz prezentują nasze zawodniczki, trudno z optymizmem mówić o przyszłości kobiecej siatkówki w Polsce – nie ukrywa Krystyna Jakubowska, medalistka IO, MŚ i ME.

Mistrzostwo świata wywalczone przez Mariusza Wlazłego i spółkę pomoże także kobiecej siatkówce w naszym kraju? Czy, paradoksalnie, może jej tylko zaszkodzić?
Za czasów trenerskiej kadencji Andrzeja Niemczyka zaczęłam wierzyć, że coś z tej naszej żeńskiej siatkówki może wyjść coś ciekawego. Wtedy ta gra wyglądała naprawdę fajnie, ale na tym niestety się skończyło. I teraz nie widzę tej naszej kobiecej siatkówki w różowych barwach. Nie potrafię przy tym powiedzieć, jaka jest tego główna przyczyna. Nie wiem, czy problem tkwi w niedociągnięciach po stronie klubów, czy może w innym miejscu. W każdym razie w reprezentacji nikt nikogo nie będzie uczył grać w siatkówkę. Tam selekcjoner musi tylko „posklejać” zawodniczki w możliwie najsilniejszą drużynę narodową. Być może wszystko rozbija się o zbyt częste zmiany przynależności klubowej. Czołowe zawodniczki nie potrafią teraz nigdzie zagrzać na dłużej miejsca. Niedawno oglądałam mecz Muszynianki i zobaczyłam całkiem nowy zespół. Bo najlepsze do niedawna siatkarki stanowią obecnie o sile drużyny z Polic. I tak to wygląda. Migracje między klubami są tak częste, że ciężko za nimi nadążyć.
Rozszerzenie Orlen Ligi z 10 do 12 drużyn nie obniży poziomu rozgrywek?
Na razie pozostaje nam obserwować to, co zaprezentują ligowi nowicjusze. Jeśli jednak najsłabsze zespoły będą z czasem wyraźnie odstawać w tabeli od reszty, to taka zmiana nie ma sensu. Bo będzie trochę tak jak na mistrzostwach świata w pierwszej fazie – dla najsłabszych możliwość gry z czołówką będzie fajnym przeżyciem, ale tym najlepszym takie spotkanie niczego nie da i będzie się tylko równało konieczności „odbębnienia” meczu, aby dopisać sobie kolejne punkty. Poza tym, przy dużej dysproporcji poziomów ci słabsi z czasem przestają walczyć, bo widzą, że nie ma to sensu. Takie jednostronne mecze nie dają nic żadnemu z zespołów i nie wpływają też dobrze na psychikę zawodniczek. Pozostaje mieć nadzieję, że tegoroczni beniaminkowie będą jednak potrafili nawiązać w miarę wyrównaną walkę z większością rywalek. Pożyjemy, sprawdzimy…
Kto jest dla pani głównym kandydatem do złotego medalu i dlaczego Chemik?
Klub z Polic rzeczywiście jest zdecydowanym faworytem. Pokupowali tam tyle zawodniczek, że nie może być inaczej, a wartością dodaną tej drużyny pozostaje Gosia Glinka. Ile by nie miała ona lat, swoje na boisku zawsze zrobi i nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Jest zawodniczką wszechstronnie wyszkoloną i te umiejętności jej zostały. Zresztą ona samą swoją rutyną potrafi wiele zdziałać i pociągnąć zespół. A partnerki ma przecież znakomite, wystarczy rzut oka na listę ze składem. Na pewno Chemik nie odpuści takiej szansy na obronę tytułu.
Ktoś może zagrozić „Chemiczkom”?
No właśnie na razie nie dostrzegam ekipy, która mogłaby zrobić krzywdę policzankom. Może Atom Trefl Sopot, do którego przed sezonem też trafiło sporo nowych zawodniczek? Bo z tego, co widzę, taka Muszynianka raczej nie zagrozi. Niewykluczone, że liga w tym sezonie będzie przebiegała według scenariusza: Police, potem nikt, a później dopiero kilka równorzędnych zespołów. Jest też grupa drużyn, w których brakuje mi zdecydowanej liderki – takiej „lokomotywy”, która pociągnie za sobą resztę.
A kto będzie „czarnym koniem” rozgrywek?
Nie widziałam jeszcze w akcji łodzianek, natomiast miło zaskoczyły mnie ostatnio dziewczyny z Legionowa. Czuło się u nich fajną atmosferę w zespole i widać było, że ta drużyna może niebawem wychować kogoś ciekawego dla polskiej siatkówki. Wiadomo, że przed Legionovią jeszcze mnóstwo pracy, ale można dostrzec w tej ekipie potencjał. Trzymam kciuki za ten klub, bo skoro nie ma w Warszawie żadnego klubu w ekstraklasie, to niech chociaż ten podwarszawski ośrodek odnosi sukcesy. Widać, że dziewczynom się chce i może naprawdę coś z nich będzie? Chciałabym bardzo, aby ten sezon ogólnie wykreował trochę nowych twarzy w lidze. Gdyby w każdym zespole pojawiły się po 2-3 młode, dobrze rokujące zawodniczki, byłoby super. Tego mi najbardziej brakuje w polityce klubów – myślenia o przyszłości i wychowywania następczyń. Ich systematycznego ogrywania. Młode zwykle przesiadują na ławce i wchodzą na boisko, dopiero jak nie ma już innego wyjścia. Dlatego później trudno też z optymizmem mówić o przyszłości reprezentacji…
Władze Pałacu Bydgoszcz zaryzykowały i funkcję trenera powierzyły Agacie Kopczyk. Jeśli jej się powiedzie, czy czeka nas wysyp kobiet-szkoleniowców?
Należy zacząć od tego, że kobiece zespoły ogólnie bardzo ciężko się prowadzi. Nie wystarczy być tylko dobrym trenerem, trzeba być jeszcze znakomitym psychologiem i umieć rozmawiać z podopiecznymi. U panów jest łatwiej, bo zwykle „rzucenie mięsem” załatwia sprawę i pozwala rozładować sytuację. Tymczasem u pań trzeba okiełznać wiele różnych charakterów – nie wystarczy tylko opieprzyć, czasem trzeba też powiedzieć miłe słówko. Potrzebna jest większa delikatność w działaniu. Jeśli kobieta ma odpowiednią smykałkę i wiedzę, również może być świetnym trenerem. Przy dobrym rozeznaniu możliwości swoich podopiecznych jak najbardziej może jej się udać. W przeszłości znakomitymi trenerkami na poziomie klubowym były przecież: Krysia Wleciał, Krysia Czajkowska czy Zosia Wojewódzka.
W najbliższej kolejce najciekawiej zapowiada się spotkanie medalistek poprzedniego sezonu: Chemika Police i Atomu Trefl Sopot. Jak wynika z notowań formy Fortuna, faworytkami poniedziałkowego starcia są zawodniczki z Pomorza Zachodniego. Podpisuje się pani pod tym?
Na razie Police radzą sobie bardzo dobrze i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miało się coś zmienić. Nawet jeśli jedna czy druga zawodniczka Chemika będzie tego dnia akurat w słabszej dyspozycji, to trener tej drużyny ma na tyle duże pole manewru, że na pewno coś wymyśli.
A propo Chemika i największej gwiazdy tego klubu… W jednym z niedawnym wywiadów Małgorzata Glinka przyznała, że nie wierzy w szybki powrót reprezentacji do europejskiej czołówki, bo uwaga PZPS skupia się tylko na mężczyznach. Co pani na to?
Mam mieszane uczucie wobec tej wypowiedzi. Z jednej strony Gosia rozegrała w kadrze mnóstwo meczów i wie, jak to wszystko wyglądało, więc nie sposób jej odmówić racji. Ale z drugiej strony czymś naturalnym jest, że więcej uwagi siłą rzeczy poświęca się drużynie, która rokuje w danej chwili większe nadzieje. A w ostatnim czasie niewątpliwie takim zespołem była w Polsce kadra mężczyzn. Kiedy „Złotka” zdobywały mistrzostwa Europy, uwaga skupiała się na nich. Tyle że później nie poszły za tym kolejne dobre wyniki…
Za cztery lata kobiecy mundial ponownie odbędzie się w Japonii. A czy ponownie zobaczymy w nim reprezentację Polski?
Szczerze? Nie wierzę w to. Może za rok lub dwa zmienię zdanie, ale na ten moment nie widzę realnych szans, żeby dziewczyny, które obecnie grają w lidze i chcą grać w kadrze, zagrały na mistrzostwach świata. A już na pewno trudno mówić o tym, że miałyby tam one zająć jakieś przyzwoite miejsce. Oglądałam zakończony kilka dni temu mundial we Włoszech i muszę przyznać, że jestem nieco zaskoczona końcowymi rozstrzygnięciami. Poniżej możliwości na pewno zagrały gospodynie, ale miło rozczarowały za to Chinki – młodziutkie dziewczyny, które cieszyły się grą i po prostu grały swoje. Na najwyższych obrotach. Warto też zwrócić uwagę, że Kimberly Hill, najlepsza zawodniczka turnieju, ma za sobą występy u nas w Sopocie. I jakoś potrafiła się wyszkolić. A my tymczasem ciągle nie potrafimy wychować sobie zawodniczek tej klasy…
(Mat Pras)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.