Facebook Google+ Twitter

Mike Resnick jak dobre wino

Space opera w najlepszym wydaniu. Tak najkrócej można podsumować nową książkę Mike'a Resnicka, który na scenie science-fiction panuje niepodzielnie od lat 80. "Starship: Bunt" to jedna z najlepszych książek w jego życiu.

okładka / Fot. Materiały promocyjne"Bohaterstwo nie popłaca" - mógłby powiedzieć główny bohater space opery Starship - Wilson Cole. Najczęściej odznaczany żołnierz w siłach Republiki i dwukrotny kapitan statków wojennych, za swą niesubordynację zesłany zostaje na najdalsze obrzeża galaktyki na pokład przerdzewiałego statku "Teodor Roosvelt". Okazuje się, że sam krążownik trzyma się wyłącznie na rdzy i już dawno powinien zostać przerobiony na żyletki, a załoga składa się z różnej maści zabijaków, wyrzutków i marginesu społecznego. Cole ma za zadanie objąć stanowisko Drugiego Oficera na statku, który nie widział jednostki nieprzyjaciele od wielu, wielu miesięcy. Od razu wiadomo, że weteran tak wielu działań wojenny przyniesie na tę kupę złomu wiele akcji. Podczas pierwszej wachty zauważa on statek Federacji Teroni z którą są w stanie wojny. Pomimo, że załoga na statku od walki ceniła sobie przez lata bardziej ćpanie i powolną wegetację, Cole zaczyna działać.

Świat stworzony przez Mike'a Resnicka to jeden z bardziej barwnych, plastycznych i wciągających uniwersów science-fiction w historii. Akcja powieści dzieje się w 1966 roku Ery Galaktycznej, czyli u schyłku rządów Republiki. Wraz z końcem cyklu "Starship" najprawdopodobniej oglądać będziemy wielkie zmiany, które doprowadzą ponad sto lat później do utworzenia Demokracji. Resnick nie boi się wprowadzić również kolejnej rasy do swojego uniwersum, tym razem jest to Polonoi, której przedstawicielką jest bezpośrednia zwierzchnik Cole'a, Pierwsza Oficer Podok. Wracają również znani z wcześniejszych jego książek członkowie innych gatunków, jak np. Molarianie.

"Starship: Bunt" pochłania się w mgnieniu oka. Akcja gna w iście szalonym tempie, a dzięki mistrzowsko poprowadzonej narracji, zagłębiając się w historię oficera Cole'a mamy wrażenie oglądania filmu, którego reżyserem z pewnością mógłby być Michael Bay. Bitwy pomiędzy ogromnymi krążownikami, podróże w czasoprzestrzeni i infiltracja wroga na powierzchni planety. Wszystko to podane zostało z wielkim smakiem, dzięki czemu czytanie "Starship: Bunt" to prawdziwa przyjemność.

Trudno nie zgodzić się z opinią Orsona Scott Card, autora "Gry Endera", który napisał "nikt nie potrafi snuć opowieści lepiej od Mike'a Resnicka". Druga część cyklu, zatytułowana "Starship: Pirat" bezsprzecznie będzie jednym z najważniejszych wydarzeń pierwszego kwartału 2010r. dla wszystkich fanów dobrego s-f. A jestem niemal pewien, że Resnik zaskoczy swoich czytelników jeszcze niejedną rzeczą.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.