Pozycja materiału w rankingach:
Kardynał Stanisław Dziwisz utrudnia ujawnianie ciemnych stron życia niektórych duchownych. Z naszych ustaleń wynika, że robił tak już, gdy był w Watykanie – między innymi w sprawie arcybiskupa Juliusza Paetza - pisze "Głos Wielkopolski"

Takie postępowanie nie przystaje do wizerunku dobrodusznego „Stasia” – jak zwykł nazywać swojego sekretarza Jana Paweł II. Z naszych ustaleń wynika, że Stanisław Dziwisz, jeszcze pracując w Watykanie, miał swój udział w tuszowaniu skandali, w które byli zamieszani duchowni, w tym sprawy arcybiskupa Juliusza Paetza.
W 2002 roku „Rzeczpospolita” w artykule „Grzech w pałacu
arcybiskupim” poinformowała, że metropolita poznański abp Paetz
molestował kleryków. Publikacja ta była konsekwencją niechęci władz
kościelnych do zajęcia się tym problemem. Ponad dwa lata lokalne
środowisko katolickie próbowało rozwiązać sprawę homoseksualnych
skłonności arcybiskupa bez jej upubliczniania. Na nic się zdały jednak
rozmowy z metropolitą podejmowane przez kilku poznańskich duchownych.
Ponieważ nie było żadnej reakcji z jego strony, w sierpniu 2000 roku
grupa kapłanów i świeckich katolików napisała list do władz
kościelnych. Zawieziono go do Rzymu i wręczono biskupowi Dziwiszowi. Z
uwagi na jego bliski kontakt z Janem Pawłem II liczono na interwencję,
zanim dojdzie do medialnego skandalu.
Osobisty sekretarz papieża
otrzymał udokumentowane sygnały o nagannym zachowaniu ówczesnego
poznańskiego metropolity, ale – wszystko na to wskazuje – nie przekazał
ich papieżowi. Jan Paweł II znacznie później dowiedział się o
molestowaniu kleryków przez poznańskiego arcybiskupa.
Dlaczego
papieski sekretarz zlekceważył problem? Dlaczego prawdopodobnie nie
poinformował o sprawie Jana Pawła II? Trudno rozstrzygnąć. Nie był to
wypadek odosobniony.
Dotarliśmy do wstrząsającego dokumentu, który budzi wątpliwości co
do postawy Dziwisza wobec skandali obyczajowych z udziałem księży. 5
grudnia 2002 roku list do biskupa Dziwisza wysłał ojciec Antonio
Ornelas – meksykański duchowny. Nie był to zwykły kapłan, lecz doktor
praw kościelnych, wieloletni członek trybunału kościelnego (sądu
duchownego) w Meksyku. Ojciec Antonio zwrócił się do sekretarza
papieskiego z prośbąo interwencję w sprawie ojca Marciala Maciela
Degollady, założyciela i przełożonego zgromadzenia Legio Christi
(Legionistów Chrystusa). Miał on się dopuścić „licznych nadużyć
seksualnych” wobec ośmiu nieletnich członków zgromadzenia. Klerycy byli
też „świadkami ciężkich przestępstw przeciwko moralności ludzkiej i
religijnej” – „większość z nich walczy o zachowanie wiary”. Jeden z
nich miał być wykorzystany przez o. Marciala 40 razy.
List zawiera
także informacje o czynach kryminalnych wobec ofiar molestowania,
którym „o. Marcial i jego przyjaciele grożą śmiercią i agresją
fizyczną”. Kapłan wspomniał też o prześladowaniu go z powodu próby
postawienia ojca Marciala przed kościelnym sądem. Napisał, że w „Kurii
Rzymskiej kardynałowie jeżdżą samochodami podarowanymi przez o.
Marciala”.
Co ciekawe, wstrząsający list napisany został po polsku. Meksykańskiemu duchownemu zależało, żeby trafił do Dziwisza, który był w Watykanie znany z tego, że ceni polskie akcenty w zachowaniach wobec niego. Niestety, podobnie jak w wypadku listu dotyczącego abp. Paetza, interwencja Ornelasa u Stanisława Dziwisza nic nie pomogła. Kapłan prawdopodobnie nie otrzymał odpowiedzi. Niemal na pewno Jan Paweł II nie został o sprawie poinformowany, bo zapewne podjąłby kroki wyjaśniające (tak zrobił natychmiast, gdy dowiedział się o abp. Paetzu). Przełożony Legionistów Chrystusa, o. Maciel został skłoniony do rezygnacji z funkcji i ukarany dopiero ponad trzy lata później, w maju ubiegłego roku przez Benedykta XVI.
Trudno nie zauważyć, że powrót na scenę publiczną emerytowanego w
trybie nagłym poznańskiego arcybiskupa wiąże się z powrotem papieskiego
sekretarza do Polski. Paetz uczestniczył w sierpniu 2005 roku w
ingresie arcybiskupim Stanisława Dziwisza po jego przyjeździe do kraju.
W marcu 2006 roku był natomiast gościem na przyjęciu wydanym na cześć
kardynała w Krakowie. Nie bez wiedzy tego dostojnika kościelnego Paetz
uczestniczył także w Krakowie w oficjalnych spotkaniach z Benedyktem
XVI podczas jego wizyty w Polsce.
Dziwisz i Paetz dobrze się znają.
Spędzili wiele lat w Watykanie, pełniąc ważne funkcje w otoczeniu
papieskim. Czy znajomość uprawnia jednak grającego teraz pierwsze
skrzypce w polskim Kościele kardynała do legitymizacji bohatera
największego obyczajowego skandalu kościelnego w Polsce?
– Chrystus mówił, że prawda nas wyzwoli, ale niestety, wielu hierarchom brakuje odwagi, by się zmierzyć z prawdą. Dlatego ukrywa się kłopotliwe sprawy, zamiast je wyjaśniać – mówi jeden z poznańskich katolików. – A przecież historia pokazuje, że zamiatanie śmieci pod dywan daje przeciwny skutek do zamierzonego. Gdyby list przekazany w 2000 roku Dziwiszowi nie został zlekceważony, pewnie w 2002 roku sprawa Paetza nie pojawiłaby się w mediach. Podobnie będzie zapewne ze sprawą ks. Zaleskiego. Kneblowanie go przez Dziwisza ma opłakane skutki dla polskiego Kościoła. Przykre jest to, że takie działania wyglądają na popieranie przez kardynała tych, którzy złamali prawo i obyczaje.
Na początku grudnia ubiegłego roku zwróciliśmy się do kardynała Dziwisza za pośrednictwem jego rzecznika o odpowiedź na następujące pytania:
1. Czy latem 2000 roku otrzymał ksiądz kardynał list od poznańskich duchownych i katolików świeckich w sprawie abp. Juliusza Paetza w związku z jego kontrowersyjnymi zachowaniami wobec kleryków? Jeśli tak, to czy interweniował ksiądz kardynał w tej sprawie u ś.p. Jana Pawła II?
2. Czy po śmierci Papieża, po swoim powrocie do Polski, podejmował ksiądz kardynał abp. Paetza? Jeśli zaś doszło do takiego spotkania, to czy zabiegał o nie abp Paetz?
3. Czy w 2002 roku otrzymał ksiądz kardynał od ojca Antonia Ornelasa list w sprawie ojca Marciala Maciela Degollady, założyciela i przełożonego zgromadzenia Legio Christi? Jeśli tak, to czy podjął ksiądz kardynał interwencję w tej sprawie u Jana Pawła II?
15 grudnia rzecznik kardynała ks. Robert Nocek napisał do nas:
„Temat ten wymaga poważnych przemyśleń i przypomnień, gdyż pytania są
prowokacyjne i każda odpowiedź – zarówno pozytywna, jak i negatywna –
może być w różnoraki sposób interpretowana. Niekoniecznie zgodnie z
prawdą”.
Minęły prawie dwa miesiące, a mimo wielokrotnych przypomnień żadnej odpowiedzi na nasze pytania nie otrzymaliśmy.
Krzysztof M. Kaźmierczak
Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Andrzej Anonim 26.01.2007 12:20
http://info.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1169805913&dzi=1124703879
Komentarz jakoby z drugiej strony. Osobiście podpisuję się pod dwoma zdaniami z artykułu na portalu wiara.pl: "Niedawno prezydent Lech Kaczyński uzasadniał swoją nowelizację ustawy lustracyjnej koniecznością zachowania zasady, że oskarżanemu trzeba udowodnić winę, a nie że oskarżony ma udowadniać swoją niewinność. Jak widać, coraz liczniejsi są pracownicy mediów, którzy hołdują zasadzie dokładnie przeciwnej. "
Milczenie kurii nie jest dowodem na czyjąkolwiek winę. Poniekąd ich milczenie można zrozumieć jako niedostarczanie mediom żadnych materiałów do spekulacji (co można wnioskować po pierwszej odpowiedzi). Równie dobrze być może, że osoby odpowiedzialne za przygotowanie oświadczenia zaniedbały swój obowiązek. Ale na pewno nie można milczenia traktować jako potwierdzenia winy kardynała.
Artykuł moim zdaniem mocno jednostronny i nierzetelny.
Tomaszewski zawieszony ! Teraz:"Hulaj dusza piekła nie ma"!
(odsłon: +1943)