Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1152 miejsce

Milczenie kardynała Dziwisza

  • Źródło: Głos Wielkopolski
  • Data dodania: 2007-01-26 09:52

Kardynał Stanisław Dziwisz utrudnia ujawnianie ciemnych stron życia niektórych duchownych. Z naszych ustaleń wynika, że robił tak już, gdy był w Watykanie – między innymi w sprawie arcybiskupa Juliusza Paetza - pisze "Głos Wielkopolski"

 

Przez kilka miesięcy byliśmy świadkami podejmowanych przez kardynała Stanisława Dziwisza prób uciszania księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Były kapelan NSZZ „Solidarność” w Nowej Hucie stara się wyjaśnić kwestie współpracy duchownych ze Służbą Bezpieczeństwa. Był za to karany przez kardynała, który między innymi zakazał mu kontaktować się z mediami. Chociaż pracę nad książką poświęconą współpracy kleru z bezpieką ksiądz Zaleski zakończył we wrześniu, do tej pory nie została ona wydrukowana. Co więcej, krakowski kardynał nie zabrania swoim podwładnym publicznie dyskredytować kapłana. Powrót na scenę publiczną arcybiskupa Paetza wiąże się z powrotem kardynała Dziwisza do Polski Fot. Maciej Nowaczyk

Takie postępowanie nie przystaje do wizerunku dobrodusznego „Stasia” – jak zwykł nazywać swojego sekretarza Jana Paweł II. Z naszych ustaleń wynika, że Stanisław Dziwisz, jeszcze pracując w Watykanie, miał swój udział w tuszowaniu skandali, w które byli zamieszani duchowni, w tym sprawy arcybiskupa Juliusza Paetza.


List zlekceważony


W 2002 roku „Rzeczpospolita” w artykule „Grzech w pałacu arcybiskupim” poinformowała, że metropolita poznański abp Paetz molestował kleryków. Publikacja ta była konsekwencją niechęci władz kościelnych do zajęcia się tym problemem. Ponad dwa lata lokalne środowisko katolickie próbowało rozwiązać sprawę homoseksualnych skłonności arcybiskupa bez jej upubliczniania. Na nic się zdały jednak rozmowy z metropolitą podejmowane przez kilku poznańskich duchownych. Ponieważ nie było żadnej reakcji z jego strony, w sierpniu 2000 roku grupa kapłanów i świeckich katolików napisała list do władz kościelnych. Zawieziono go do Rzymu i wręczono biskupowi Dziwiszowi. Z uwagi na jego bliski kontakt z Janem Pawłem II liczono na interwencję, zanim dojdzie do medialnego skandalu.
Osobisty sekretarz papieża otrzymał udokumentowane sygnały o nagannym zachowaniu ówczesnego poznańskiego metropolity, ale – wszystko na to wskazuje – nie przekazał ich papieżowi. Jan Paweł II znacznie później dowiedział się o molestowaniu kleryków przez poznańskiego arcybiskupa.
Dlaczego papieski sekretarz zlekceważył problem? Dlaczego prawdopodobnie nie poinformował o sprawie Jana Pawła II? Trudno rozstrzygnąć. Nie był to wypadek odosobniony.


Tragedia bez reakcji


Dotarliśmy do wstrząsającego dokumentu, który budzi wątpliwości co do postawy Dziwisza wobec skandali obyczajowych z udziałem księży. 5 grudnia 2002 roku list do biskupa Dziwisza wysłał ojciec Antonio Ornelas – meksykański duchowny. Nie był to zwykły kapłan, lecz doktor praw kościelnych, wieloletni członek trybunału kościelnego (sądu duchownego) w Meksyku. Ojciec Antonio zwrócił się do sekretarza papieskiego z prośbąo interwencję w sprawie ojca Marciala Maciela Degollady, założyciela i przełożonego zgromadzenia Legio Christi (Legionistów Chrystusa). Miał on się dopuścić „licznych nadużyć seksualnych” wobec ośmiu nieletnich członków zgromadzenia. Klerycy byli też „świadkami ciężkich przestępstw przeciwko moralności ludzkiej i religijnej” – „większość z nich walczy o zachowanie wiary”. Jeden z nich miał być wykorzystany przez o. Marciala 40 razy.

List zawiera także informacje o czynach kryminalnych wobec ofiar molestowania, którym „o. Marcial i jego przyjaciele grożą śmiercią i agresją fizyczną”. Kapłan wspomniał też o prześladowaniu go z powodu próby postawienia ojca Marciala przed kościelnym sądem. Napisał, że w „Kurii Rzymskiej kardynałowie jeżdżą samochodami podarowanymi przez o. Marciala”.

Co ciekawe, wstrząsający list napisany został po polsku. Meksykańskiemu duchownemu zależało, żeby trafił do Dziwisza, który był w Watykanie znany z tego, że ceni polskie akcenty w zachowaniach wobec niego. Niestety, podobnie jak w wypadku listu dotyczącego abp. Paetza, interwencja Ornelasa u Stanisława Dziwisza nic nie pomogła. Kapłan prawdopodobnie nie otrzymał odpowiedzi. Niemal na pewno Jan Paweł II nie został o sprawie poinformowany, bo zapewne podjąłby kroki wyjaśniające (tak zrobił natychmiast, gdy dowiedział się o abp. Paetzu). Przełożony Legionistów Chrystusa, o. Maciel został skłoniony do rezygnacji z funkcji i ukarany dopiero ponad trzy lata później, w maju ubiegłego roku przez Benedykta XVI.


Wsparcie dla Paetza


Trudno nie zauważyć, że powrót na scenę publiczną emerytowanego w trybie nagłym poznańskiego arcybiskupa wiąże się z powrotem papieskiego sekretarza do Polski. Paetz uczestniczył w sierpniu 2005 roku w ingresie arcybiskupim Stanisława Dziwisza po jego przyjeździe do kraju. W marcu 2006 roku był natomiast gościem na przyjęciu wydanym na cześć kardynała w Krakowie. Nie bez wiedzy tego dostojnika kościelnego Paetz uczestniczył także w Krakowie w oficjalnych spotkaniach z Benedyktem XVI podczas jego wizyty w Polsce.
Dziwisz i Paetz dobrze się znają. Spędzili wiele lat w Watykanie, pełniąc ważne funkcje w otoczeniu papieskim. Czy znajomość uprawnia jednak grającego teraz pierwsze skrzypce w polskim Kościele kardynała do legitymizacji bohatera największego obyczajowego skandalu kościelnego w Polsce?

– Chrystus mówił, że prawda nas wyzwoli, ale niestety, wielu hierarchom brakuje odwagi, by się zmierzyć z prawdą. Dlatego ukrywa się kłopotliwe sprawy, zamiast je wyjaśniać – mówi jeden z poznańskich katolików. – A przecież historia pokazuje, że zamiatanie śmieci pod dywan daje przeciwny skutek do zamierzonego. Gdyby list przekazany w 2000 roku Dziwiszowi nie został zlekceważony, pewnie w 2002 roku sprawa Paetza nie pojawiłaby się w mediach. Podobnie będzie zapewne ze sprawą ks. Zaleskiego. Kneblowanie go przez Dziwisza ma opłakane skutki dla polskiego Kościoła. Przykre jest to, że takie działania wyglądają na popieranie przez kardynała tych, którzy złamali prawo i obyczaje.


Kardynał nie odpowiada


Na początku grudnia ubiegłego roku zwróciliśmy się do kardynała Dziwisza za pośrednictwem jego rzecznika o odpowiedź na następujące pytania:

1. Czy latem 2000 roku otrzymał ksiądz kardynał list od poznańskich duchownych i katolików świeckich w sprawie abp. Juliusza Paetza w związku z jego kontrowersyjnymi zachowaniami wobec kleryków? Jeśli tak, to czy interweniował ksiądz kardynał w tej sprawie u ś.p. Jana Pawła II?

2. Czy po śmierci Papieża, po swoim powrocie do Polski, podejmował ksiądz kardynał abp. Paetza? Jeśli zaś doszło do takiego spotkania, to czy zabiegał o nie abp Paetz?

3. Czy w 2002 roku otrzymał ksiądz kardynał od ojca Antonia Ornelasa list w sprawie ojca Marciala Maciela Degollady, założyciela i przełożonego zgromadzenia Legio Christi? Jeśli tak, to czy podjął ksiądz kardynał interwencję w tej sprawie u Jana Pawła II?

15 grudnia rzecznik kardynała ks. Robert Nocek napisał do nas: „Temat ten wymaga poważnych przemyśleń i przypomnień, gdyż pytania są prowokacyjne i każda odpowiedź – zarówno pozytywna, jak i negatywna – może być w różnoraki sposób interpretowana. Niekoniecznie zgodnie z prawdą”.
Minęły prawie dwa miesiące, a mimo wielokrotnych przypomnień żadnej odpowiedzi na nasze pytania nie otrzymaliśmy.

Krzysztof M. Kaźmierczak

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

http://info.wiara.pl/index.php?grupa=6&art=1169805913&dzi=1124703879

Komentarz jakoby z drugiej strony. Osobiście podpisuję się pod dwoma zdaniami z artykułu na portalu wiara.pl: "Niedawno prezydent Lech Kaczyński uzasadniał swoją nowelizację ustawy lustracyjnej koniecznością zachowania zasady, że oskarżanemu trzeba udowodnić winę, a nie że oskarżony ma udowadniać swoją niewinność. Jak widać, coraz liczniejsi są pracownicy mediów, którzy hołdują zasadzie dokładnie przeciwnej. "

Milczenie kurii nie jest dowodem na czyjąkolwiek winę. Poniekąd ich milczenie można zrozumieć jako niedostarczanie mediom żadnych materiałów do spekulacji (co można wnioskować po pierwszej odpowiedzi). Równie dobrze być może, że osoby odpowiedzialne za przygotowanie oświadczenia zaniedbały swój obowiązek. Ale na pewno nie można milczenia traktować jako potwierdzenia winy kardynała.

Artykuł moim zdaniem mocno jednostronny i nierzetelny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.