Facebook Google+ Twitter

Milo Djukanović. Niepewna przyszłość czarnogórskiego ulubieńca UE

Przypadek byłego szefa chorwackiego rządu Ivo Sanadera pokazuje, że Bałkany przestały żartować w kwestii rozprawy z korupcją. Na kolejnego po Sanaderze typuje się Czarnogórca Milo Djukanovića.

Milo Djukanović / Fot. Robert D. Ward (US Department of Defence)/Public domainMilo Djukanović, to ostatni na bałkańskiej scenie politycznej lider z czasów wojen lat 90. Lider to dziś najwłaściwsze określenie, bo formalno-prawnie Djukanović nie sprawuje żadnej istotnej funkcji państwowej. Owszem, jest przewodniczącym rządzącej Demokratycznej Partii Socjalistów (DPS), ale dużo istotniejsza jest jego rola szarej eminencji praktycznie każdej czarnogórskiej instytucji.

Mówić o korupcji w przypadku Djukanovića byłoby banałem. Zarówno on, jak i jego rodzina łączeni są z tak ogromną ilością etycznie wątpliwych przedsięwzięć,
do tego stopnia, że tydzień w tydzień udaje im się zapełniać większość stron jednego z niewielu niezależnych czarnogórskich pism „Monitora”.

Sporo do powiedzenia na ten temat miałaby na przykład neapolitańska prokuratura antymafijna, która jeszcze w 2001 roku rozpoczęła dochodzenie w sprawie współpracy byłego prezydenta, premiera z mafią przy przemycie papierosów. Śledztwo zostało wprawdzie umorzone w 2009 roku, ale bynajmniej nie ze względu na brak dowodów w sprawie, a z powodu immunitetu ówczesnego premiera. Nie jest zresztą wykluczone, że Djukanović pomógł włoskim władzom w podjęciu tej decyzji zawierając z premierem Berlusconim kilka korzystnych umów energetycznych, których treść do dziś pozostaje tajna.

Djukanović rozpoczął swoją błyskotliwą karierę w latach 80., w Lidze Komunistów Jugosławii. Ambitny aktywista pierwszej płatnej posady dorobił się dopiero w 1991 roku, w wieku 29 lat, ale nie była to praca byle jaka: wtedy to został on bowiem mianowany premierem Republiki Czarnogóry wchodzącej w skład szczątkowej Jugosławii.

Podgorica / Fot. Paulina JanuszSam zainteresowany dziś wydaje się o tym nie pamiętać, ale jako premier, Djukanović nie był bezstronnym obserwatorem wydarzeń tego okresu. Czarnogórskie wojsko było aktywne w okolicach Dubrownika, bombardowało też samo miasto. Djukanović, wytrawny oportunista, nie miał wprawdzie absolutnie żadnych problemów, aby przeprosić Chorwatów za te działania, na ile jednak przeprosiny te były szczere pozostaje wiele wątpliwości, wciąż bowiem do najchętniej cytowanych przez przeciwników czarnogórskiego władcy wypowiedzi należy jego uwaga o szachach, w które przestał grać, gdyż szachownica zbyt przypominała mu wzór chorwackiej flagi. Ponadto, rachunek sumienia czarnogórskiego numeru jeden, wciąż jeszcze nie objął innej, dużo poważniejszej zbrodni ówczesnego reżimu: deportacji Bośniaków przebywających na terenie republiki do serbskiej część Bośni, gdzie zostali zamordowani w 1992 roku. Zbrodni, którą usilnie stara się on zamaskować utrudniając działania sądu i mediów zajmujących się tą sprawą.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Skąd się tacy biorą?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Robert Kamiński
  • Robert Kamiński
  • 24.08.2011 07:41

Skąd my to znamy. Analogie są oczywiste.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.