Facebook Google+ Twitter

MIŁOŚĆ BUDUJE, ALKOHOLIZM RUJNUJE

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2012-04-27 17:43

"Kochać to nie znaczy zawsze to samo" - przekonała się o tym Pani Maria. Jako młoda kobieta poznała mężczyznę, w którym szaleńczo się zakochała. Jej bezgraniczna miłość do człowieka, przeobraziła się w miłość do alkoholu.

"Kochać to nie znaczy zawsze to samo" - przekonała się o tym Pani Maria. Jako młoda kobieta poznała mężczyznę, w którym szaleńczo się zakochała. Jej bezgraniczna miłość do człowieka, przeobraziła się w miłość do alkoholu. Teraz, gdy jest już babcią, mimo wszelkich oporów postanowiła o tym opowiedzieć.

- Ja byłam młoda, on był wykształcony, inteligentny
i bardzo przystojny. Miał to coś, co pociągało mnie w nim do tego stopnia, że zakochałam się bez opamiętania. Nasza historia to typowe love story, niestety z dramatycznym zakończeniem.
Pan Jan jest inżynierem budownictwa, który w pracę wkładał całe serce. Poświęcał się pracy, by zapewnić dobrą przyszłość swojej rodzinie. Dużo czasu poświęcał dzieciom i żonie. Nie oczekiwał wiele, natomiast z siebie dawał bardzo dużo.
- Gdy Janek wracał z pracy, nie siadał jak typowy chłop w tamtych czasach przed telewizorem, z kuflem piwa i z założonymi rękami, czekając na obiad. On przychodził z uśmiechem na twarzy, mimo że często nie układało się w pracy tak, jakby tego chciał. Bawił się z Zosią - naszą córką, czytał jej bajki, opowiadał o pracy i zabierał na spacery. Później gdy już dorastała pomagał w lekcjach i odpowiadał na nurtujące ją pytania, dotyczące niezrozumiałej wówczas przez nią rzeczywistości.
Młoda, kochająca się para lubiła zagraniczne wycieczki, spotkania i imprezy z przyjaciółmi, a przy tym wszystkim towarzyszył im alkohol. Jako młodzi ludzie, chcieli korzystać z życia i czerpać z niego jak najwięcej. Mimo, że często dochodziło do kłótni spowodowanych zbyt dużą ilością wypitych trunków, zawsze potrafili wybrnąć z tego dzięki miłości, która budowała między nimi wspaniałą relację.
- Razem z Jankiem lubiliśmy wypady ze znajomymi, oni przychodzili do nas i odwrotnie. Zawsze była okazja, by świętować. Alkohol ułatwiał nam kontakty i uwalniał w nas "demonów śmiechu". Mieliśmy ogromną zabawę, patrząc jak jeden z pijanych przyjaciół udaje zombie czy mima. Dużą zabawę miały również nasze dzieci, które czasami uczestniczyły w spotkaniach. Niestety, nie zawsze picie alkoholu kończyło się dobrze.
Bywały imprezy, po których w domu były awantury, a na to wszystko patrzyła Zosia. Bardzo żałuję, ale wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to może mieć na nią jakikolwiek wpływ.
Z biegiem czasu Pan Jan i Pani Maria mieli kolejne dziecko, urodził im się synek - Franek. Szczęśliwy, młody tata z radości upił się. Jeszcze wtedy był wspaniałym ojcem. Opiekował się małym Frankiem, dorastającą Zosią i kochającą żoną. Pani Maria po urodzeniu drugiego dziecka zaniechała pracę. Zajmowała się domem i dziećmi. Wówczas ich życie się zmieniło. Pojawiało się coraz więcej okazji do
spotkań z przyjaciółmi, co wiązało się z kolejnymi okazjami do picia alkoholu. Początkowo zatroskana matka uczestniczyła w nich, ale po pewnym czasie zorientowała się, że coś jest nie tak, jak powinno.
- Nadszedł w moim życiu czas przemyśleń. Ciągłe imprezy, stawały się już rutyną. Zaczynało się od spotkań co dwa tygodnie, co tydzień, aż w końcu doszło do momentu, w którym spotykaliśmy się co drugi dzień. Zapaliła mi się lampka w tunelu. Świadkiem życia w alkoholu były nasze dzieci. Miałam wrażenie, że mój wspaniały Janek to zupełnie inna osoba. Nie poświęcał dzieciom już tak dużo czasu, ze mną rozmawiał tylko o kolejnych imprezach, znikał na całe dnie, zdarzało się, że nocą też go nie było. Nie wiedziałam co się dzieje. Złożył wypowiedzenie w pracy, którą tak lubił. Moje idealne życie, stawało się dramatem.
Pan Jan nigdy nie był agresywny wobec żony i dzieci. Po częstych imprezach, zaczynał krzyczeć, aż w końcu doszło do rękoczynów między żoną a nim. To sprawiło, że zaczęła zastanawiać się nad tym, czy to alkoholizm. Trudno było jej o tym myśleć, ponieważ ta choroba niszczyła ją od dzieciństwa. Jej matka była alkoholiczką, co spowodowało, że musiała bardzo szybko dorosnąć. Zawsze powtarzała sobie, że jej dzieci nigdy tego nie zaznają, że nie dowiedzą się, co to alkoholizm. Postanowiła zwrócić się o pomoc do psychologa. Bała się mówić o tym głośno, gdyż był to dla niej nie tyle drażliwy, co bardzo wstydliwy temat. Pani psycholog poradziła jej, by zapisała się na terapię AA - dla osób, które mają pośredni kontakt z alkoholizmem. Udała się tam. Poznała wielu ludzi, którzy od wielu lat walczą z tym problemem. Z czasem mówiła o tym pewniej, bez wstydu. Na terapii dowiedziała się wielu istotnych rzeczy, uczyła się jak pomóc człowiekowi walczącemu z tą chorobą. Robiła to dla męża, którego darzyła niepokonaną miłością. Mimo tego, że potencjalnie wiedziała co robić, nadal oglądała ich wspólne zdjęcia, często płakała i nie potrafiła znaleźć sobie miejsca.
- Po terapiach było mi łatwiej, ale wciąż bardzo ciężko. Janek pił, a ja chciałam mu pomóc. Czułam się bezsilna. Moje dzieci w tym wszystkim się bardzo gubiły, a ja odsuwałam się od nich z każdym dniem. Do dziś nie mamy dobrego kontaktu, bo ja skupiłam się na tym, by pomagać Jankowi. Frankiem zajmowała się Zosia, wzajemnie się wychowywali.
Ja w pewnym okresie życia byłam zupełnie nieobecna. To jakby wyrwał dwa lata z życia młodej kobiety. Nadal go kochałam i kocham do dziś. Tylko wtedy to byłam miłość do mężczyzny, do mojego Janka, a teraz to miłość do wódki. Ona zawładnęła jego światem. Zawładnęła moim kochanym Jankiem. Jestem już starą, pomarszczoną kobietą. Żyję pod jednym dachem z alkoholikiem, który pijąc jest bardzo agresywny. Gdyby nie ten alkohol, moje życie wyglądałoby inaczej. Teraz patrząc w przeszłość, widzę tylko dobre chwile. Nie chcę pamiętać tych wszystkich krzywd, tego bólu. Do dziś płaczę i zadaje pytanie "dlaczego ja?".
Pani Maria po wszystkim co ją spotkało zbliżyła się do Boga. To jemu powierzała wszystkie swoje troski i błagania, a jedyne o co prosiła to, żeby jej mąż, przestał pić. Franek i Zosia, są dorośli, mają swoje rodziny, ale to co zadziało się w ich życiu, gdy byli mali odbija się na nich do teraz.
- Jestem córką alkoholika.
Pani Zofia zanosiła się płaczem, gdy pytałam o jej ojca. Bardzo ciężko mówić jej o tym, co było, ponieważ ta historia nie ma końca. Pan Jan, ojciec dwójki dzieci, mąż i dziadek nadal pije. Nie ma go w życiu najbliższych, dla niego liczy się tylko wódka.
- Tata był dobrym człowiekiem, bardzo dużo się od niego nauczyłam. On pokazał mi jak funkcjonuje świat i jak ważne w życiu jest to, by dążyć do obranych celów. Powtarzał mi, że bez walki niczego nie osiągnę, że silna wolna i chęci są najważniejsze. Był obecny w moim życiu do czasu, gdy urodził się Franek. Pamiętam, że mama wtedy często płakała i nie opiekowała się nami tak jak inne matki. Nie chodziła z nami na spacery, lody ani do lunaparku. Przez jakiś czas praktycznie wcale jej nie było, to ja wychowywałam małego Franka, sprzątałam i gotowałam dla taty alkoholika i zagubionej mamy. Ona myślała, że ja nie wiem co się dzieje. Doskonale wiedziałam, że ojciec pije. Słyszałam jak się kłócą i
wyzywają. Miałam wrażenie, że to moja wina, że ten cały problem, który towarzyszy mojej rodzinie to głupi żart losu. Dziś, gdy jestem już dorosła, mam swoje dzieci i
wspaniałą rodzinę, modlę się o to, by historia się nie powtórzyła. Ta choroba zniszczyła moją mamę, ale również mnie i moją rodzinę. To okropne uczucie, gdy o 2 nad ranem dzwoni telefon, a w słuchawce słyszę płacz matki. Wtedy wiem, że ojciec jest w krytycznym stanie i trzeba do niej jechać. Świadkiem alkoholizmu mojego ojca nie jestem tylko ja i Franek, ale również moje dzieci, które nigdy nie miały prawdziwego dziadka. Czasami zdarza się, że nie ma go podczas świąt.


Córka Pana Jana, do dnia dzisiejszego nie potrafi zapomnieć horroru jaki przeżywała jako dziecko. Jak sama mówi, ta choroba rujnuje życie nie tylko osoby, która na nią choruje, ale również wszystkich dookoła. Syn Pani Marii, nie potrafi o tym rozmawiać, ponieważ stara się nie uczestniczyć w rodzinnych problemach. Odkąd zaczął swoje życie, odsunął od siebie ojca, matkę, a z siostra widuje się tylko podczas świąt.
To straszne jak wódka może zawładnąć człowiekiem. Ta wspaniała i bezgraniczna miłość, która zdawałoby się jest nieskazitelna, zostaje zburzona z dnia na dzień. Jak budowla, którą po zburzeniu trzeba odbudować. Pani Maria tkwi w tym problemie od początku i będzie tkwiła do końca. Sama mówi, że miłość wszystko wybaczy. Jakiej miary musi być to uczucie, że jest w stanie tyle poświęcić.
Być może miłości nie można zmierzyć, być może nie ma miary, która byłaby w stanie to opisać. Jedną nadzieją Pani Marii jest to, że jej córka, która uczestniczy w tym wszystkim, będzie szczęśliwa i
odbuduje swoją budowlę na nowo.
"Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje." - po dzisiejszej rozmowie z rodziną Pana Jana, jestem pewna, że słowa Pisma Świętego są jak najbardziej prawdziwe.
(Agata Machowska)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.