Facebook Google+ Twitter

Miłość i wojna w operze. Recenzja Senso

Namiętność do wroga w czasach walki narodu o niepodległość. Pieniądze i wielka polityka oplatające losy bohaterów. Włoski klimat w scenografii i kostiumach. A całość..."z lekką taką nutką" chaosu i krzątania się po scenie w niespiesznej akcji - oto Senso wystawiane na deskach Teatru Wielkiego.

Klimat Włoch z XIX wieku znakomicie podkreślała scenografia. / Fot. fot. archiwum TWON"Pani Nicola Beller Carbone, śpiewająca partię hrabiny Livi Serepieri, jest dziś chora i prosi Państwa o wyrozumiałość" - mniej więcej tej treści komunikat przywitał publiczność pierwszego w marcu spektaklu. To zrozumiałe - niedysponowana w pełni śpiewaczka uprzedza melomanów, że możliwe niedoskonałości wokalu spowodowała choroba, a nie brak przygotowania. Jak się jednak okazało z rozmów w antrakcie - mało kto ze zgromadzonych miał na tyle wprawne i wyczulone ucho, by te niedyspozycję usłyszeć.

Gdy podniosła się przeźroczysta kurtyna, oczom widzów ukazała się smętna postać w białej, zwiewnej koszuli. Kobieta wyraźnie cierpiała - ale w zgodzie z librettem, a nie w wyniku przeziębienia.

Już w prologu pojawiła się także postać zagadkowa, a towarzysząca nam do samego końca przedstawienia - mężczyzny w czerni. Koncepcja tej postaci, jako "głosu z zewnątrz" - czasem komentującego poszczególne wydarzenia, czasem wcielającego się w epizodyczne role - przywodzi nieco na myśl chór starców z antycznego dramatu. Chociaż funkcja tego "bohatera-niebohatera" bywa pożyteczna, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu sztuczności jego obecności na scenie.

Hrabina Livia - postać tragiczna czy... żałosna? / Fot. fot. archiwum TWONMotywem głównym libretta jest oczywiście miłość - a raczej pożądanie w relacji weneckiej hrabiny i jej austriackiego kochanka. Przyglądając się temu wątkowi, trudno nie zgodzić się, że tragiczna Livia powinna mieć raczej na imię Naiwność. Chciała wierzyć w szczerość uczuć mężczyzny, który ni mniej, ni więcej - był po prostu jej utrzymankiem. Cynicznym i niewiernym na dodatek.

Trochę ciekawszy i nieco mniej banalny może wydawać się wątek polityczny, podejmowany przez autora libretta. W usta śpiewaków rozprawiających o narodowowyzwoleńczej walce włożono wiele uniwersalnych prawd o światowej polityce, prawdziwym obliczu wojny, partykularnych interesach środowisk i jednostek.

Wśród bohaterów nie zabrakło rozwiązłej arystokratki i romantycznego patrioty. / Fot. for. archiwum TWONGorzko zaśpiewał, w odpowiedzi na postawy swoich rodaków, markiz Roberto Donà, wenecki patriota organizujący narodowe oddziały: "Szukamy wolnych Włoch, ale nie znaleźliśmy jeszcze Włochów" (wybaczcie, jeśli cytat nie jest dokładny, ale oddaje sens). I choć nuta odrobinę zbyt patetyczna wybrzmiewa kilkakrotnie w trakcie wieczoru, to nie odstręcza jednak od pochylenia się nad smutnymi obserwacjami markiza i poszukania analogii do współczesności.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.