Facebook Google+ Twitter

Miłości dowód

O tym, że dzieci rodzą dzieci napisano już opasłe tomy. Jakoś tylko nie znaleziono pomysłu na skuteczną edukację.

Dla zainteresowanych link. Sama spróbuję wystukać na klawiaturze "coś z tej półki", ale jakby inaczej...

1993 r.

W ten parny, lipcowy, wieczór brakowało jej tygodnia do piętnastych urodzin... Poznała go w zeszły weekend, na dyskotece. Był zabójczo przystojny. Oplótł jej niewinność pajęczyną wysublimowanych słów i lepkich dłoni. Przekonał, że "kocham" odwinąć z papierka należy i skonsumować, na dowód słodyczy...

Wtulone w siebie języki, czule tańczyły, raz po raz rytm zmieniając. Przystani dla zmęczonych słów szukały. Brodziły, niespokojnie, po rafie koralowej perłowych zębów. Razem modelowały najskrytsze wyznania. Wymlaskiwały bezgraniczne szepty. Różowi tancerze śliskiego parkietu, w parującej przestrzeni, uczący się na pamięć swoich ust. Nosy ocierały się o siebie, jak - rozpalone - dwa krzemienie, spragnione iskier żaru.
Całował jej oczy, ścierając - przycupnięte, pod powiekami - pisklęta sennych fantazji. Długie rzęsy muskały marzeń piórami.

Jego język, niczym morska fala, pieścił, łagodnie, muszelki jej uszu. Szumiał w nich miłości zaklęciami.
Odciski palców oplatał włosiem anielskim. Mięciutkie opuszki ubierał w - pokładającą się na głowie - kasztanową trawę. Wdychał aromat jabłecznej zieleni szamponu. Nozdrza - zatkane wonią jej warkoczy - ogłuchły na zapachy reszty świata. Dziewczęce włosy, pieszczotliwie, łaskotały każdy jego nerw.
Szyja tonęła w całusów szemraniu. Dreszcz oplótł rękoma ciarek erogenny kark.

Dłonie zdobywały szczyty kobiecości. Znacząc swą bytność, uzurpując wyłączności prawo, paznokcie powiewały na masztach sutków. Zanurkował przy atolu pępka. Poślizgnął się na - aksamitnie gładkiej - tafli brzucha i zaparkował, tuż, przed rozkoszy sezamem. Spijał miłosny napój z jej łona; jak łakomy, spragniony, motyl, kosztujący - z lubością - najsłodszego nektaru.

Ud wewnętrzna strona przeszyta grotem namiętnie spazmatycznych jęków. Ze stóp zlizywał ślady odnalezionego uczucia. Język urządził, subtelny, slalom pomiędzy zdziwionymi palcami. Podeszwa w uniesieniu zastygła. Podszczypywaniem pobudzał obłoki pośladków, by nieba sięgały. Paznokciami wyrysowywał, na jej plecach, tajemne hieroglify.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 21.03.2009 01:49

+ duży :)
masz ciekawy sposób opisu nie nachalny i nie nazbyt delikatny bardzo ulotny :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.