Facebook Google+ Twitter

Miłośnicy terenówek i quadów, czyli uzależnieni od adrenaliny

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-07-08 08:54

Dreszcz emocji, walka z samym sobą, pogodą i rywalami. Rajd Poland Trophy to wyzwanie dla prawdziwych twardzieli. Jeżdżą po drogach, po których trudno jest czasami przejść pieszo. Pokonują ścieżki pełne kamieni, korzeni i drzew. Za pomocą stalowych lin wspinają się na podjazdach. Kiedy trzeba, jadą w ulewnym deszczu.

Po kolejnym etapie mają niewiele czasu na to, żeby wysuszyć ubrania i trochę odpocząć. Niedługo ruszają bowiem na kolejny odcinek specjalny. O uczestnikach ekstremalnych rajdów przeprawowych można by banalnie powiedzieć, że to prawdziwi twardziele. To jednak za mało. Żeby za własne i to całkiem spore pieniądze, ryzykując nierzadko zdrowie, ścigać się z innymi, trzeba jeszcze mieć w sobie pasję. Ci faceci ją mają. / Fot. Dziennik Zachodni

Każdy jest mechanikiem


Kilka dni temu miłośnicy terenówek i quadów po raz kolejny zmierzyli się z własnymi możliwościami i rywalami. Okazją była druga edycja rajdu Poland Trophy, który odbył się w malowniczej miejscowości Walim koło Wałbrzycha. To co zobaczyliśmy w Górach Sowich, mogło zrobić wrażenie nawet na stałych bywalcach podobnych rajdów.

Tuż po starcie elity off-roadu, czyli klasy No Limit, doszło do groźnie wyglądającej wywrotki. Jeden z samochodów podskoczył na nierówności, a potem przekoziołkował. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a po usunięciu awarii Artur Kołodziej i Wojciech Zębala (Kraków) wrócili na trasę. – W tego typu imprezach musimy być przygotowani na takie sytuacje. Urwały nam się dwa koła, pasek klinowy i rozpadł się reduktor. Niestety, z powodu wypadku mogliśmy jechać już tylko rekreacyjnie – powiedział Kołodziej. Awarie samochodów to w rajdach przeprawowych codzienność. Dlatego zarówno kierowcy, jak i ich piloci muszą być niezłymi mechanikami.

Podczas rajdu w Walimiu te umiejętności przydały się szczególnie po nocnym etapie. Jazda po kamieniach, korzeniach i podjazd pod bardzo strome zbocze dały się we znaki samochodom i quadom. – Mieliśmy kilka awarii. Zgięliśmy drążek i widełki do odblokowywania wyciągarki mechanicznej. Mamy jednak całą noc do szykowania samochodu i na pewno zdążymy – mówili po dotarciu na metę pierwszego etapu Wielkopolanie Piotr Płocki i Wojciech Głowacki, który zajęli w rajdzie czwarte miejsce.

Ewa Prowadzisz i wszystko jasne


Co sprawia, że ludzie decydują się sprostać temu trudnemu wyzwaniu? Adrenalina, dreszcz emocji, chęć zmierzenia się z możliwościami własnymi i swoich maszyn. Poza tym to świetna rozrywka – zgodnie odpowiadają ekstremalni rajdowcy. – Dlaczego to robię? Bo od adrenaliny jestem po prostu uzależniony. Zawsze lubiłem ekstremalne przygody – przyznaje Marcin Szynkiewicz z Piaseczna, szósty w klasie Quad Extreme. – Kiedyś jeździłem na motocyklu, ale po ciężkim wypadku dałem sobie spokój. Dwa lata temu przesiadłem się na quada. To męska rzecz – nie tylko przetrwać w ciężkich warunkach, ale i przyjechać na jak najwyższej pozycji.

Męska rzecz? To co w takim razie powiedzieć o kobietach, które w tych ciężkich warunkach skutecznie przeciwstawiają się dominacji panów? Przykład? Ewa Prowadzisz. Jak sama przyznaje, z takim nazwiskiem, nie miała problemu z wyborem swojej dyscypliny sportu. W Walimiu była jedyną przedstawicielką płci pięknej, która usiadła za kierownicą. Rolę pilota pełnił jej mąż Jacek. Na mecie stawili się na siódmej pozycji.

– Kobieta też potrzebuje czasem mocnych wrażeń – mówiła Ewa, przekrzykując warkot potężnego silnika swojego suzuki.
Duże wrażenie na rywalach zrobił również najmłodszy uczestnik Poland Trophy, zaledwie 15-letni Paweł Hulewicz z Bielska-Białej, który rywalizował w klasie Quad Sport. Oczywiście za zgodą rodziców. – To dla mnie żadna nowość, bo na quadach jeżdżę już jakieś sześć lat – tłumaczył Paweł, który zajął ostatecznie bardzo dobre, czwarte miejsce w swojej kategorii. – W tak prestiżowej imprezie startowałem jednak po raz pierwszy. Trochę musiałem namawiać ojca, żeby się zgodził, ale w końcu go przekonałem. Moi rówieśnicy grają w piłkę albo w kosza, a ja jeżdżę na rajdy.

Katowiczanie Jacek Cholewa i Adam Pawlik przyjechali w Góry Sowie 32-letnim, znakomicie utrzymanym land-roverem. W Poland Trophy wystartowali po raz drugi i w porównaniu z kwietniowym debiutem w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej poprawili się o sześć pozycji. W Walimiu zajęli czwarte miejsce w klasie Tourist. – Jazda w takim rajdzie uczy człowieka pokory. Ale po przejechaniu satysfakcja jest nieziemska – podkreślali katowiczanie.

Do zobaczenia w Morągu


Pomysłodawcami Poland Trophy są Maciej i Agnieszka Rachtanowie z Chorzowa i Świętochłowic, brat i siostra prowadzący rodzinną firmę, prywatnie zagorzali miłośnicy off-roadu.
– Czujemy ogromną satysfakcję. W przygotowanie tego rajdu włożyliśmy wiele pracy. To było prawdziwe wyzwanie – podkreśla Maciej Rachtan. – W Polsce jest wielu pasjonatów tego sportu. My również się do nich zaliczamy. Mamy nadzieję, że już niebawem Poland Trophy będzie imprezą liczącą się w Europie.
Kolejna edycja ekstremalnego rajdu już za dwa miesiące (7-9 września) w Morągu na Mazurach. Możemy być pewni, że i tam nie zabraknie emocji.
Grzegorz Żądło, Marcin Zasada

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.