Facebook Google+ Twitter

Miłosny masochizm

"Sąd w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej orzeka o zupełnym i trwałym rozkładzie pożycia małżeńskiego pomiędzy (...)" - coraz częściej słychać te słowa w salach polskich sądów.

Niewątpliwie instytucja małżeństwa przechodzi kryzys. Czasami jedną lub dwiema rozprawami kończy się bezpowrotnie pewien ważny, wydawałoby się, etap ludzkiego życia.

To już nie chodzi o fakt, że znacznie zwiększyła się liczba rozwodów. Cała sprawa dotyczy rzeczywistych powodów rozstania się dwojga ludzi.

- Już nigdy więcej mnie nie uderzysz! To koniec. Idź do diabła! Ochodzę od Ciebie! – to zrozumiem, życie ze skurwysynem jest nie do zniesienia. -Znów mnie zdradzasz, prawda? I nie zaprzeczaj, chociaż tyle okaż mi szacunku. Klasyka! Świat kręci się wokół seksu i kasy. -Mnie też się należy! Jestem Twoją żoną to musisz mnie utrzymywać! Ja mam wydatki: manicure, pedicure, fryzjer, kosmetyczka i solarium! -klasyka w wykonaniu rasowej materialistki z umysłowym brodzikiem. -To mama nie wie, że teraz w modzie jest brać rozwód po roku małżeństwa?! - a to sposób myślenia coraz młodszego pokolenia.

Najpierw jest piękny dzień. Jeden z kilku najważniejszych w życiu. Jest wyśniona biała suknia. Ta wymarzona i najpiękniejsza w tym dniu. Jest ona i on. Dwoje ludzi, którzy przyrzekają sobie kochać się i szanować po sam grób. Jest ten, który skradł jej serce. Dzisiaj jest jeszcze bardziej przystojny niż zawsze. I ona, ta która wpuściła go wtedy do swojego mieszkania. Dwoje szczęśliwych i zakochanych w sobie bez pamięci ludzi. A jak patrzą na siebie... Widać, że się kochają. Tak ładnie razem wyglądają. W obecności Boga ślubują sobie wierność i uczciwość małżeńską oraz, że się nie opuszczą aż do śmierci.

Po pewnym czasie przychodzi ten jeden dzień, który wszystko zmienia. Jedno popołudnie. Jedna godzina. Jedna chwila. Wszystko, co do tej pory jeszcze się trzymało, runie jak domek z kart. Będzie krzyk! Będzie roztrzaskana z hukiem ślubna porcelana! Trzasną dębowe drzwi, które tak długo razem wybierali do salonu. I nie będzie już nic poza bólem, cierpieniem, rozczarowaniem, żalem i tym okropnym poczuciem, że skrzywdziła mnie najbliższa mi osoba. W głowie kołatać się będzie jedno pytanie: dlaczego to się stało?

Co pozostało z małżeńskiej przysięgi? Co pozostało z tego najważniejszego w życiu zobowiązania, jakie złożyło się drugiemu człowiekowi? Przecież: „miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą. Nie unosi się gniewem, nie szuka złego. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieje, wszystko przetrzyma. Miłość nigdy nie ustaje” - jak czytamy w Hymnie do miłości w Pierwszym Liście św. Pawła z Tarsu do Koryntian.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Także obserwuję swoich rówieśników. Część koleżanek ściga się między sobą, która pierwsza dorwie faceta i zaprowadzi go przed ołtarz -> śmieję się z tego, bo raz, że moje koleżanki mają mnóstwo wymagań (odpowiedni wygląd, wykształcenie, kontakty z rodziną, zarobki!, itd.itp.), a dwa, że potrafią codziennie spotykać się z innym mężczyzną. Oczywiście nic z tego nie wychodzi, a bywa że przez 3 lata ciągłych spotkań i szukania miłości okazuje się, że miłości nie ma :) Śmieję się z tego, śmieję.. Moim zdaniem miłość sama przychodzi i warto zapamiętać, że NIC NA SIŁĘ :) Na siłę to tylko sami sobie życie zniszczymy, nie będziemy szczęśliwi z osobą, której nie jesteśmy pewni w 100 procentach. A paranoją jest branie ślubu na pokaz.. + za paprotkę, bo to bardzo dobry pomysł :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Takie jest źycie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadziu, no nie zawsze. Ja tam do tej pory wściekam się na... samą siebie. Bo własne skarpetki znajduję dosłownie wszędzie, hihi :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pisze Autor: " Kochamy wciąż za mało i stale za późno."

Gorzkie przemyslenia dotyczą zaobserwowanych(a może i przezytych- któz to wie?) sytuacji, kiedy miłość nie była miłością a fascynacją. Zwieńczoną piękna celebrą, suknią, Lincolnem i czym tam jeszcze w tej chwili sie dekoruje te kilka słów, wypowiedzianych przd ołtarzem.
Fascynacja jest krucha jak slubna porcelana - mija na widok rozrzuconych skarpetek, nie toleruje nawet drobnego przymusu pogodzenia się z nawykami drugiej osoby i przeradza sie w nienawiść, kiedy partnerzy nie są w stanie zaspokoić osobistych zachcianek, bo te kolidują z zachciankami drugiej osoby.
Na szczeście, przecież nie zawsze tak jest.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przed chwilą, podobnie, jak Pani Barbara - zadumałam się nad tekstem młodego Człowieka, dochodząc do podobnych wniosków.
To dobrze, kiedy młodzi ludzie przekazują rówieśnikom swoje wnioski i przemyślenia - jeżeli przesłaniem jest zrównoważona ocena, bez cieni malkontenctwa i wiecznego rozczarowania, ale z nutą nadziei, że jest w życiu coś, co może być azylem dla codzienności pięknej i spokojnej.
Z takim przesłaniem nawet rozczarowania wśród labiryntów życiowych ścieżek nie pozwolą zagubić drogi właściwej.
W tekście przebija dojrzałość młodego Człowieka na tle skutków niedojrzałych emocji.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.02.2010 20:47

5* Z drobiazgów składa się nasze życie. Każde małżeństwo jest zgodne do pewnego stopnia - jak powiedział Celsjusz:-)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* Cenny materiał, przypominający o odpowiedzialności za podjęte zobowiązanie. O potrzebie rozwagi, przemyśleń, uzgodnień zanim się to zobowiązanie podejmie. Obserwuję, że przedślubne rozmowy dotyczą najczęściej ślubu, wesela, ewentualnie wyposażenia wspólnego gniazdka. Nie mówi się o sprawach codziennych, przyziemnych - i w gruncie rzeczy najważniejszych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Łatwiej wymienić na nowszy model, niż naprawić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.