
Duży ruch panował wieczorem na "Wiślance" z Wisły i Ustronia oraz krajowej "Jedynce" od strony Szczyrku i Żywiecczyzny. Wcześniej ruch można było określić nawet jako mały, w województwie śląskim nie doszło z tego powodu do jakiegoś poważniejszego wypadku.
Choć był to wspólny, ostatni już, termin ferii dla uczniów z Lubelszczyzny, Pomorza, Podkarpacia oraz Warmii i Mazur, to oczywiście najliczniej wracali mieszkańcy województwa śląskiego. - Na drogach ustawiliśmy więcej patroli, było też więcej kontroli pojazdów, zwłaszcza autobusów, dokonywanych przez policję drogową - powiedział nam komisarz Janusz Jończyk z zespołu prasowego Śląskiej Komendy Policji w Katowicach.
W sobotę i niedzielę do południa goście wykorzystywali ostatnie chwile wypoczynku. Na ulicach beskidzkich kurortów zaroiło się od wczasowiczów. - To już chyba ostatni nasz spacer w czasie ferii. Za chwilę pojedziemy jeszcze na narty i to będzie już koniec - powiedziała nam Władysława Wylecioł z Katowic, która w Beskidach spędzała ferie z rodziną.
W sobotę przyjechała do Szczyrku. - Śnieg nie dopisał, ale odpoczęliśmy sobie i nie nudziliśmy się. Mieszkaliśmy pod Szczyrkiem i podróżowaliśmy po całych Beskidach - wyjaśnia swój sposób na ferie. - Nieźle było. Jak już nie dało się jeździć na nartach, to zjeżdżaliśmy na jabłuszkach, aż woda się nam z butów wylewała - dodaje jej syn Jerzy.
Brak śniegu dał się we znaki zwłaszcza mieszkańcom Beskidów żyjącym z turystyki. - Turystów było przynajmniej o 30 proc. mniej, niż w latach poprzednich - powiedział nam Mirosław Bator, szef Szczyrkowskiej Izby Gospodarczej. Pod Skrzycznym sezon był podwójnie mało udany. Na początku, w pierwszym terminie ferii, gdy odpoczywali mieszkańcy województwa małopolskiego, brakowało śniegu. A sąsiedzi z Małopolski, obok warszawiaków, łodzian i oczywiście mieszkańców województwa śląskiego, zawsze stanowią pokaźną grupę wczasowiczów odpoczywających w Beskidach.
Potem śnieg spadł, ale zaczęły się coroczne problemy z wyciągami na Czyrnej, toteż przez ostatni tydzień można było korzystać tylko z niewielkiej części stoków. - Na pewno przez to stracili i właściciele wypożyczalni sprzętu narciarskiego, i same wyciągi. Ale już w gastronomii, czy w hotelach nie było tak źle - wyjaśnia Bator. Gości może nie było tyle, co zazwyczaj, ale wszędzie były prawie komplety. - Zima mogła być lepsza, ale obeszło się bez katastrofy - dodaje Bator.
Mirosław Łukaszuk
-
Dziennik Zachodni