Facebook Google+ Twitter

Minister środowiska wyruszył w Polskę naprawiać śmieciowy bałagan

Ministerstwo chce wiedzieć, jak wygląda wdrażanie ustawy śmieciowej i jak nowe regulacje działają w samorządach. Minister postanowił sprawdzić czy władze lokalne mają jakieś oczekiwania wobec resortu. Dziś wyruszył w drogę po kraju.

 / Fot. Wikimedia CommonsPrawnym zadaniem władz i Polaków jest pełne wdrożenie w kraju, zgodnie z zaleceniem Komisji Europejskiej, ustawy o śmieciach. Tu nie ma żartów. Jeśli nie zrobimy tego, w dodatku tak, jak każe unijne prawo, czekają nas ogromne kary – większe niż przed tygodniami góry śmieci na ulicach Neapolu.

Aby nikt, zwłaszcza z opozycji, nie miał odwagi zrzucić ewentualną winę za istniejące zaniedbania w tej sprawie, minister środowiska Marcin Korolec wyrusza w Polskę. Jedzie zaglądać do wszystkich zakamarków naszej pięknej polskiej ziemi, czy nie ma na niej nadal dzikich wysypisk w rowach, lasach, parkach, jeziorach.

Przede wszystkim spotka się, na różnych szczeblach rządzącej drabiny, z władzami samorządów w całej Polsce, aby zbadać sprawę wdrażania nowego systemu śmieciowego. Jak informuje rzecznik resortu środowiska - minister zaplanował spotkania w terenie od 11 lipca.

- Ministerstwo chce wiedzieć, jak wygląda wdrażanie, tzw. ustawy śmieciowej i jak nowe regulacje działają w samorządach – poinformował rzecznik. - Minister chce też wiedzieć, czy władze lokalne mają jakieś oczekiwania wobec nas. Oprócz samorządowców, będziemy także rozmawiali m.in. z wojewódzkimi funduszami ochrony środowiska – powiedział, o czym donosi rusza.

W czwartek, 11 lipca, minister Korolec odwiedzi Toruń, w piątek będzie w Katowicach. Wszędzie będzie rozmawiał również z samorządowcami, w pierwszej kolejności, m.in. w Krakowie, Poznaniu, Białymstoku, Łodzi, Olsztynie i we Wrocławiu. Marcin Korolec zapowiedział na konferencji prasowej, że rozmowy z władzami lokalnymi będą mogły zaowocować zmianami w prawie. Nowe regulacje prawne mogłyby nastąpić pod koniec roku.

Nowa ustawa śmieciowa, obowiązująca od 1 lipca 2013 r. zobowiązuje gminy do przejęcia obowiązku "gospodarki odpadami komunalnymi". Samorządy lokalne miały czas 1,5 roku na przygotowanie się do nowego systemu - na zorganizowanie przetargów na odbiór śmieci, wprowadzenie nowej taryfy opłat śmieciowych, zebranie od właścicieli nieruchomości deklaracji o liczbie mieszkańców w ich lokalach.

Wojewodowie "monitorują i sprawdzają"

Przed wejściem ustawy, badania sondażowe przeprowadzone na zlecenie resortu środowiska pokazały, że reforma śmieciowa znalazła dość dobrą popularność wśród obywateli. Blisko trzy czwarte (68 proc.) Polaków przyznało, że jej rozwiązania są dobre, lub bardzo dobre. Po wejściu ustawy, pojawiły się narzekania na brak pojemników na śmieci, albo na zbyt małą ich liczbę. W wielu gminach i miejscach brakuje kontenerów na odpady segregowane. Są jednak gminy, w których rewolucja śmieciowa działa prawidłowo i bez zastrzeżeń.

Ale i są takie gminy, w których "lecą głowy za bałagan". Dla przykładu - zarząd spółki komunalnej ProNatura w Bydgoszczy, został odwołany za zaniedbania oraz z powodu nieudolności i opóźnień w wywożeniu śmieci z miasta. Bydgoska firma ProNatura, wzięła na siebie odpowiedzialność za odbiór odpadów z kilku dzielnic Bydgoszczy. Dzielnice te aktualnie zamieszkuje blisko 150 tys. ludzi. Rada Nadzorcza ratuszowej spółki ProNatura (100 proc. udziałów miasta) poinformowała burmistrza i mieszkańców, że podjęła decyzję o odwołaniu ze stanowisk prezesa zarządu spółki i jego zastępcy.

Według informacji resortu administracji i cyfryzacji, jedynie 18 gmin, spośród ok. 2,5 tys. w Polsce, nie przeprowadziło przetargów na odbiór śmieci. Szef ministerstwa administracji zapewnia, że wojewodowie na bieżąco "monitorują sytuację i sprawdzają, czy śmieci są odbierane". Wiadomo z mediów, że są takie miasta, w tym głównie większe, w których panuje totalny bałagan śmieciowy. Niebawem będą sprawdzone gminy, w których od 1 lipca obowiązują tzw. systemy przejściowe (dotyczy to np. Warszawy).

Chroniczny brak kubłów na śmieci

Ogólnie chodzi o te samorządy, w których wciąż jeszcze trwają ustawowe przetargi i zwycięskie firmy przygotowane i chętne do wywozu śmieci, nie zostały wyłonione. Teraz gminom, które nie ogłosiły i nie przeprowadziły w porę przetargów na odbiór śmieci, grozi kara od 10 tys. zł do 50 tys. złotych.

Założeniem nowej ustawy jest m.in. to, aby śmieci zniknęły z dzikich wysypisk, z lasów, rzek, krzewów, czy przydrożnych rowów. Mniej śmieci powinno też trafiać na wysypiska, a recykling (ponowne wykorzystanie) odpadów - "plastików, szkła, metali, papieru - ma wzrosnąć". W okresie 8 lat (do 2020 r.) poziom recyklingu i przygotowania racjonalnego do ponownego użycia odpadów, ma sięgnąć najmniej 50 proc., w stosunku do ogólnej masy tych odpadów wytworzonych w 1995 roku. W 2011 roku, ponad 70 proc. śmieci w Polsce trafiało na wysypiska, a np. w Niemczech - tylko ok. 0,5 proc., to najmniej w całej Europie.

Jednym z głównych problemów firm z podpisanymi umowami na wywóz zanieczyszczeń, był – na kilkanaście dni przed wejściem ustawy - chroniczny brak kubłów na śmieci. - Kłopoty z kupieniem pojemników do segregacji odpadów są ogromne - skarżył się przed wejściem ustawy w życie, prezes olsztyńskiego oddziału firmy Remondis. Prezes podpisał z miastem umowę, w sprawie odbioru odpadów komunalnych w pięciu, z sześciu okręgów Olsztyna.

Zbiórka, segregacja i recykling

Podobny kłopot miała firma Altvater, odpowiedzialna za wywóz odpadów z 15 gmin północnej Wielkopolski, zrzeszonych w Związku Międzygminnym w Pile. Dopiero w końcu zeszłego tygodnia zakupiono i ustawiono w gminach odpowiednie kubły. Brak pojemników w innych gminach wynikał i nadal wynika z tego, że stara firma wywozu odpadów, po zakończeniu współpracy z gminą, nie zabrała wszystkich swoich kontenerów, a nowa nie zdążyła przez to podstawić w terminie swoich.

W niektórych gminach podstawione kubły na śmieci stały się towarem wyjątkowej potrzeby i bezcennym. Nagle zaczęły ginąć. W Gdańsku, przez tydzień przepadło bez wieści 400 plastikowych wściekle pomarańczowych, pojemników. Na niektórych osiedlach w Gdyni, pojawiły się do złudzenia podobne. Problem w tym, że w Gdańsku ludzie otrzymują je za darmo, a w Gdyni muszą kupić sami. Cena niebagatelna – sztuka 100 zł.

Nie ma wyjścia – trzeba stawiać straże w ochronie tego, co w dzień śmierdzi, a nocą ginie. Inaczej, śmieci zaczną znów lądować w lasach. W niektórych miastach straże już stoją pod śmietnikami. A w Łodzi, gdzie z wywozem śmieci ratusz sobie nie radzi, cuchnących śmietników pilnuje policja. W innych miastach nikt nie pilnuje, bo kubłów z górą odpadów złodzieje nie chcą, a hałd śmieciowych nie ukradną. Na szczęście tylko w nielicznych gminach bałagan z odbiorem śmieci, a smród uliczny zatyka ludziom i władzom, łapanie zdrowego oddechu i nie mniej zdrowego rozsądku, z wypełnieniem wykonania ustawy śmieciowej.

Koniecznie należy usprawnić utylizację

W końcu czerwca portal Money.pl pisał, że – według CBOS - 78 procent Polaków uważa, iż nowe regulacje prawne o śmieciach, zmobilizują nas do segregacji odpadów, co wpłynie na poprawę poziomu recyklingu. Pisał w tonie wyraźnie wątpiącym. Z tradycji wiemy przecież prawie wszystko "o Polaku, który potrafi". Potrafi znać i omijać prawo. Optymistyczna wizja ekologicznej przyszłości zbiórki, segregacji i recyklingu odpadów komunalnych w kraju, wcale nie musi być zgodna z badaniem CBOS. A może jednak musi. Zbada to i oceni minister. Po to wyruszył w daleką podróż po polskich drogach.

Segregacja odpadów – to nie utylizacja, ani recykling. A to, że ludzie segregują odpady komunalne, nie oznacza odzyskiwanie ich dla celów ponownej przeróbki. Nie wszyscy zapewne wiedzą o tym, że odpady są jednym z najważniejszych problemów środowiska naturalnego w Polsce, Europie i na świecie.

Wszędzie ludzie produkują ich całe góry i co roku większe. W naszym kraju aktualnie wytwarza się 135 mln ton odpadów. W tym jest 124 mln ton odpadów przemysłowych i 11 milionów ton odpadów komunalnych. Średnio każdy z nas wytwarza rocznie ok. 300 kg odpadów komunalnych, a w Unii Europejskiej więcej - średnio każdy mieszkaniec rocznie wytwarza 360-620 kg.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Sądząc po odpadach niebezpiecznych znalezionych przez dziennikarzy w kuble śmieciowym rodziny ministerialnej - to chce uczyć Marcin Marcina - a sam...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.