Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5373 miejsce

Mirek Antoniewicz o sobie

Pasje, pragnienia, sukcesy, inspiracje i warsztat artysty w wywiadzie z wrocławskim malarzem Mirkiem Antoniewiczem.

Mirek Antoniewicz / Fot. Piotr RaszewskiMirek Antoniewicz (ur.1954 r.) mieszka i pracuje we Wrocławiu. Zajmuje się malarstwem sztalugowym. Na stałe współpracuje z Galerią M, gdzie wystawia i sprzedaje swoje prace.

Mirek Antoniewicz o sobie


- Gdyby mnie zapytał ktoś - czym jest bycie malarzem? Odpowiedziałbym, że samotnością. Spędzane w pracowni setki samotnych godzin, dają wiele czasu na refleksje i rozmyślanie. Powstające obrazy są wypadkową tak wielu różnych elementów, o różnych podłożach. Malarstwo wydaje mi się ciągłym poszukiwaniem i nadawaniem sensu odkrywanym bytom. Badaniem nad uniwersalnym językiem, jakim jest obraz. Zarazem jest ciągłym poszukiwaniem własnego języka, własnego przynależnego nam sposobu obrazowania.

Galeria M we Wrocławiu, gdzie odbyła się wystawa Mirka Antoniewicza / Fot. Piotr Raszewski
Czy było coś, co wpłynęło na pana decyzję o zostaniu malarzem?
- W mojej świadomości malarstwo jest zawsze pojmowane jako proces, którego mam wielkie szczęście, być uczestnikiem. Wspaniała jest świadomość konstatowania, że jest się małą chwilką wielkiego procesu, który trwa na Ziemi od kilkudziesięciu tysięcy lat. Podobnie jak tysiące lat temu ważne są: pigment, spoiwo i podłoże.

Czy namalował Pan obraz, którego nigdy pan nie sprzeda?
- Nie mam takich myśli, zawsze najbardziej interesuje mnie ten obraz i temat, który aktualnie maluje. Poza tym nie jestem zbieraczem, nie gromadzę niczego. Np. książki, płyty z muzyką często przekazuję innym osobom. Sprawia mi przyjemność dzielenie się upodobaniami.

Jak traktuje Pan swoje obrazy? Podobnie do ojca, który pomaga dorosnąć swemu dziecku, a następnie raduje się samodzielnością latorośli? A może zupełnie inaczej?
Obrazy Mirka Antoniewicza w Galerii M / Fot. Piotr Raszewski- Nie przywiązuję się do obrazów. Cieszę się, gdy znajdują nabywców i mieszkają w domach różnych osób na całym świecie.

Od wieków malarze szukali mecenasów i przynajmniej po części spełniali ich prośby. Jak wygląda ta sytuacja u Pana? Uważa się pan za twórcę niezależnego?
- Malarstwo jest Życiem, trochę tak jest. Ale istnieje zawsze w związku z odbiorcą. Byłem kiedyś zaproszony na obiad w domu osoby kolekcjonującej moje obrazy. Ciekawe było zobaczenie kilkunastu swoich prac, w innych wnętrzach, w innej kulturze. W jadalni odkryłem dwie maleńkie martwe natury, namalowane przeze mnie bardzo dawno, dodatkowo nie wiedziałem, do kogo trafiły. I tutaj usłyszałem historię: Gospodarz opowiedział, że dzięki tym obrazkom przypomina mu się jego matka, napływa wspomnienie odległego dzieciństwa, gdy siedział w kuchni a jego matka robiła na zimę konfitury. Nigdy bym czegoś takiego nie wymyślił.
obrazy Mirka Antoniewicza wystawione we wrocławskiej Galerii M / Fot. Piotr Raszewski
Druga historia. Po wielkiej powodzi we Wrocławiu, w Galerii M spotkałem młodą osobę, która akurat kupowała mój mały obrazek. Osobiście raczej unikam kontaktu z nabywcami moich prac. Ale… oto, co usłyszałem: W powodzi straciłam wszystko, całe wyposażenie mieszkania uległo zniszczeniu, postanowiłam budowanie nowego zacząć od kupna tego małego obrazka, jest ciepły i optymistyczny, wierzę, że doda mi sił. Miałem wówczas ochotę podarować większą pracę, ale pomyślałem, że tak postępując, chyba jednak bym coś zepsuł...

Jak traktuje Pan krytykę swoich obrazów?
- Jest wiele rodzajów spojrzeń na malarstwo. Inaczej patrzy malarz, inaczej krytyk, inaczej kolekcjoner, czy przechodzień. Myślę, że wypowiadać się może każdy. Oceny jednak pozostają subiektywne i chyba tak powinno być.

Pana największy sukces malarski.
obraz Mirka Antoniewicza z wystawy we Wrocławskiej Galerii M / Fot. Piotr Raszewski - Malarstwo jest samo w sobie sukcesem. Jest pasją, ale i zawodem. Daje radość, ale uczy również pokory. W 2000 roku moja wystawa miała miejsce w Muzeum Historii Miasta w Łodzi. Zabawne w tej historii było, że w równoległych salach prezentowano grafiki Maxa Ernsta i Juana Miro, a na zewnątrz był wielki transparent – Najwybitniejsi Malarze XX w.

Czy malarstwo jest jedyną dziedziną sztuki, w jakiej się Pan realizuje?
- Malując rozmyślam o kruchości naszego życia, o ulotności chwili. O tym, że jesteśmy szczęśliwi, często dowiadujemy się, gdy ten stan minie. O potrzebie zatrzymania chwili, o zawsze istniejącej nadziei. Jest, więc malarstwo również i filozofią.

Warsztat.



Ilu używa Pan pędzli przy malowaniu i gdzie podziewają się te, których pan w danej chwili nie używa?
- Jest mnóstwo pędzli i tub z farbami, dwa duże blaty, pełne różności. Myślę ok. 2 m kw. Raczej nie lubię, gdy je ktoś dotyka.

Czy pędzle są jedynymi przedmiotami, którymi posługuje się Pan malując? Jeżeli używa pan innych przedmiotów to, jakich?
- Lubię różne pędzle, szpachelki malarskie i jednorazowe papierowe palety do rozrabiania farb.

Niektórzy malarze wspomagali swój zasób narzędzi własnym ciałem. Malowali dłońmi, palcami, nadgarstkami. Jaki jest Pana pogląd na coś takiego?
obrazy z wystawy Mirka Antoniewicza we wrocławskiej Galerii M / Fot. Piotr Raszewski- Dzisiaj jest to naturalne, jak również używanie ciała jako podkładu np. do Body Painting.
Kiedyś widziałem film, gdzie Salvador Dali „dyrygował” odbijaniem ciał unurzanych w farbie kobiet na płótnie. Musi to być nadal ekscytujące. W malarstwie pewnie każdy środek jest dobry, jeżeli spełnia oczekiwania.
Jednak... jestem malarzem w tradycyjnym pojęciu. Pamiętajmy, ze dzisiaj malarstwem jest również sfera pojęć i film i inne współczesne media.

Zauważyłem, że Pana obrazy mają niezwykłą, chropowatą fakturę. Dlaczego
zdecydował się pan na taki podkład?

- Lubię faktury, tworzą tkankę obrazów, wzmagają wyraz.

Jak określiłby pan tonację swoich obrazów oraz dlaczego właśnie taka, a nie inna?
- Tonację tworzy i temat, i pora roku, i mój stosunek do tematu.

Weranda, jasny pokój, pracownia ocieniona szelestem światło-chwytnych dębów, a może zupełnie inne miejsce? Jak wygląda Pana pracownia?
- Jest to duże, jasne pomieszczenie z balkonem, na którym kwitną kaktusy. Wypełnione światłem i muzyką, za oknem są drzewa i aktualnie rechot żab.

Malując korzysta Pan ze światła dziennego, czy stosuje sztuczne, które będąc odporne na kaprysy chmur, wiatru i pory dnia jest znacznie stabilniejsze?
- Staram się zawsze zaczynać obraz i ustawiać końcowe akcenty przy świetle dziennym.

Tworzenie sztuki, wymaga ujawnienia przez artystę kawałeczka swojej duszy. Ujawnienie najgłębszej części siebie jest nieodzowne. Jaki jest Pana stosunek do tego poglądu?
- Malarstwo jest rodzajem szczerości. Bliski mi jest pogląd, że co w głowie to i na obrazie.

Nawiązując do poprzedniego pytania. Wprawdzie intymność obrazu jest niemożliwa, ale akt tworzenia w dużej mierze zależny od twórcy. Malując wymaga Pan samotności, a może potrzebuje pan towarzystwa? Jaki ma Pan stosunek do tworzenia przed publicznością?
- Maluje zawsze w skupieniu i samotności.
Mirek Antoniewicz / Fot. Piotr Raszewski

Źródła inspiracji



Co Pana inspiruje?
- Znajdowanie tematów i fascynujących kierunków poszukiwań, nigdy nie było problemem w moim malarstwie. Potrafię czerpać z malarstwa naskalnego, ale również z muzyki Arvo Part.

Czy ma Pan swój ulubiony okres malarstwa?
- Tak, malarstwo barokowe.

Czy jest malarz - mistrz, którego Pan podziwia?
- Francisco de Goya y Lucientes.

Dlaczego maluje Pan byki?
- Dotknięcie Hioba. Hiob był szczęśliwym i bogatym człowiekiem. Niespodziewanie został poddany próbie. Z dnia na dzień, utracił wszystko. Pozostał sam. Nie stracił jednak nadziei. Powszechnie znane są wyobrażenia byków w kulturze. Począwszy od malarstwa jaskiniowego, poprzez byki w mitologii greckiej, po sztukę Francisco Goi, czy prozę Ernesto Hemingwaya. Malowane przeze mnie byki, są symbolem chęci życia. Poddaję je świadomie procesowi uczłowieczenia. Pomimo, iż są naznaczone piętnem Tanathos, nie tracą ciekawości istnienia. Znajdujemy je w punkcie przecięcia ogromu swojego upadku i wiary w lepsze jutro. Upadki i odrodzenia wydają się być źródłem naszego humanizmu. Malując byki nie zapominam o przesłaniu Hioba, wspieram się również doświadczeniem własnym. Staram się moimi obrazami mówić o nadziei. Malując byki, pytam - Kim jest człowiek? Znając nieuchronność przemijania, pytam - Co jest sensem ludzkiego życia? Nazywam moje byki - Symbolicznym motywem nadziei.

Obrazy Mirka Antoniewicza w Galerii M / Fot. Piotr Raszewski

Pięć "zielonych pytań"



Pana ulubiona potrawa?
- Sushi.

Ulubione słowo?
- Życie.

Ulubiony film?
- "Arizona Dream".

Gdzie jest pana środek świata?
- Wrocław.

Gdyby istniały trzy światy równoległe do naszego, czym zajmowałby się Mirek Antoniewicz w owych światach?
- Zawodowy wojownik sumo
- Pisarz bajek dla dzieci
- Kucharz we własnej restauracji

Dziękuję za rozmowę.

Obrazy Mirka Antoniewicza można zobaczyć we wrocławskiej Galerii M na Starych Jatkach 10 oraz przy ul. Świdnickiej 38A

Ważniejsze, ostatnie wystawy zbiorowe:
2008 Galerie Bram, Hobro, Denmark, Prémio Extéril 2008 Galerie Exteril, Porto, 7th International Art Competition, Stuttgart, Primavera Art Fair, Rotterdam, Embracing Our Differences Sarasota, Florida 2007 WinterArt, Wiesbaden, AMCA Act - Museum for Contemporary Art, Vienna, XIV International Events of Art, Portugal, Palm Art Award, Art Domain Galerie, Leipzig, 7. Biennial of Small Form Painting, Torun, European Masters of Modern Art, Burgau, Austria.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

gratuluje pomysłu:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystkim bardzo dziękuję za ciepłe słowa.

Pan Mirek okazał się być miłym otwartym człowiekiem, który ma ten szczególny dar sprawiający, że rozmawiając z nim czuło się "dobre powietrze".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawy wywiad. Miło się czytało.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy rozmówca i świetny materiał!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.