Facebook Google+ Twitter

Mirelle Mathieu. Przyjechała, triumfowała. Zostało nam echo jej pieśni

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2010-11-29 16:29

"Czarny Anioł" Piwnicy pod Baranami śpiewał, a Krakusy nuciły w ślad za Ewą Demarczyk: "Tańczą panowie, tańczą panie, na moście w Avignon..". Autor tekstu nie wspominał, że w tym mieście jest ktoś, ktoś śpiewa równie pięknie, jak słowik...

Śpiewa Mirelle Mathieu / Fot. Ewa KrzysiakDziewczynka z ubogiej rodziny słuchała jeszcze biedniejszej kiedyś Edith Piaf, nieustannie marząc o wydobyciu się z nędzy na powierzchnię życia. Żadne z braci i sióstr Mirelle nie mogło przypuszczać, że niebawem osiągnie ona szczyt sławy i będzie równie podziwiana, jak jej idole z dzieciństwa. Historia francuskiego Kopciuszka zwabiła na koncert w Sali Kongresowej spore grono miłośników piosenki. Zanim udało mi się przebrnąć przez tłum zmarzniętych osób oczekujących przed Pe K i N' em na wejście, rozpamiętywałem zaskakującą kwestię młodej osoby, która słysząc, gdzie się wybieram, spytała: "Mathieu... A kiedy ona była sławna?" Oniemiałem. W przeddzień koncertu Mirelle Mathieu krajowe dzienniki rozpisywały się, a główne media na cały głos trąbiły, wieszcząc sensacyjny występ Lady Gaga na Pomorzu.

O wizycie wciąż znakomitej piosenkarki w stolicy Polski z rzadka ktoś się zająknął. Jednakże nawet skromne wspomnienie (tu i ówdzie), o przyjeździe "Słowika z Avignone' u" do Warszawy wystarczyło, aby starą, wysłużoną Salę Kongresową publiczność wypełniła po brzegi, od parteru, aż po najwyższe miejsca na "jaskółkach". Największe imprezy w tym magicznym miejscu nie miały tak świetnej frekwencji, jak niedzielny koncert, który pewnie przejdzie do historii miasta ubiegającego się o miano Europejskiej Stolicy Kultury. W tym roku miałem szczęście być w Essen, które jest stolicą w 2010 roku. Zostałem niespodziewanie obdarowany podwójnym zaproszeniem na koncert, który przez jeden, jedyny wieczór stał się prawdziwym świętem francuskiej piosenki w najlepszym wydaniu... I to nie tylko dla frankofonów i miłośników kultury znad Sekwany i Loary.

Od pierwszej chwili spędzonej na scenie w Pałacu Kultury i Nauki, Mirelle Mathieu pokonała toporność wystroju Sali Kongresowej. Artystka zapewne pomyślała, że znajduje się w prawdziwym teatrze, bo chwaląc tę scenę, zwierzyła się nawet, że śpiewa się jej tutaj znakomicie. Każdy, kto choć raz usłyszy w jej wykonaniu "Paris un tango", "Mon credo", "Mille colombes", "La Paloma adieu"… uwierzy, że w każdym miejscu na świecie jest to prawda. W jednej z piosenek „Je suis nee pour chanter” artystka przyznaje, że urodziła się po to, żeby śpiewać. W Warszawie czyniła to samo, z właściwym jej wdziękiem, a jednocześnie z niebywałą werwą i rozmachem. Kiedy zbudowano Pałac Kultury i Nauki w Warszawie w domu Mathieu, rodzice rozważali konieczność wysłania małej Mirelle do pracy w fabryce. Niebawem, posłuszna ich woli, musiała na taśmie sprawnie sklejać koperty, wspomagając finansowo biedną rodzinę. Tak monotonne zajęcie mogłoby doprowadzić do rozpaczy nawet dorosłego człowieka, ale nie pełną wiary i nadziei Mirelle.

Słuchając płyt uwielbianej Marii Callas wciąż marzyła o karierze piosenkarki, ale nie śniło się jej, że wystąpi kiedyś tu, w Warszawie. Marzenia się spełniają, chociaż nie zawsze w tej postaci, jaką sobie wyśniliśmy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 04.12.2010 16:59

Piękna recenzja, taka ciepła:) 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Byłam kiedyś na koncercie M.Mathieu we Frankfurcie. Wszędzie gdzie się pokaże porywa serca, w Niemczech jest bardzo lubiana, mówi i śpiewa też po niemiecku, wystepuje czesto w programach TV. Chyba w każdym kraju jest uwielbiana.
Wspaniały tekst...dziekuje!

Komentarz został ukrytyrozwiń

W relacji jest o wszystkim , nawet męskim okiem o sukience. Czyta się! .
Pamiętam doskonale w "Przekroju" relację Lucjana Kydryńskiego z poprzedniego koncertu MM . Często słucham jej z płyt, a film o E. P. znam prawie na pamięć.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Tadeusz Aleksandrowicz
  • Tadeusz Aleksandrowicz
  • 03.12.2010 12:57

Dziękuję za piękną recenzję, tym bardziej że nie byłem na koncercie Mireille Mathieu, bo nie udało mi się zdobyć biletu ani w tym roku, ani 41 lat temu. W tym pięknym i mądrym tekście warto jednak uściślić informację o pracy MM w fabryce kopert, która (wg jej relacji) polegała na robieniu pudełek na koperty, a nie kopert. Ta druga czynność była wówczas tylko jej marzeniem. Ponadto miło byłoby mi znać tytuły wszystkich utworów wykonanych w Warszawie w niedzielę 28 listopada.

Komentarz został ukrytyrozwiń
S.
  • S.
  • 02.12.2010 00:05

Oglądałem ten koncert ze łzami w oczach , Aniołem obok i słuchałem pięknych słów piosenek M,Mathieu.
I nawet polskie dziękuję nie brzmiało w ustach gwiazdy tak ładnie jak merci... To był czarujący wieczór..

Komentarz został ukrytyrozwiń
Staszek Budzeniusz
  • Staszek Budzeniusz
  • 01.12.2010 13:28

Koncert był wyśmienity, a pozostało przecież jeszcze tyle hitów do zaśpiewania. Dziękujemy za już i prosimy o jeszcze!

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* dla autora. Jestem pod wrażeniem recenzji. Powinna na honorowym miejscu zawisnąć.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Krzysztof Łakomski
  • Krzysztof Łakomski
  • 30.11.2010 22:02

Pod tą recenzją podpisuję się obydwoma rękami. Koncert po prostu był niesamowity. Publiczność wspaniała. Mireille Mathieu jest w doskonałej formie. Prawdziwa gwiazda. Prawdziwa profesjonalistka. Wielka szkoda, że praktycznie, nie można znaleźć wzmianki o tym koncercie w żadnych mediach. To daje do myślenia jaki poziom prezentuje telewizja, radio, i dzienniki w Polsce.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.