Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15176 miejsce

Mirona Białoszewskiego fragmenty "Tajnego dziennika" - recenzja

Spojrzenie Białoszewskiego na świat i ludzi, tych rzec by można "ze świecznika", jak i tych zupełnie zwyczajnych. Przyjaciół, znajomych i całkowicie obcych. Ale to także spojrzenie na samego siebie i bynajmniej nie przez różowe okulary.

 / Fot. Okładka książkiMiron opowiada o przygodzie swojego życia trochę jak przybysz, który został "wstawiony w ten świat". Jawa, sen i wspomnienia – wszystko to, przywołane z niesamowitą wyrazistością, splątane w jeden węzeł tworzy rodzaj wielowątkowej powieści o sobie samym. Ten dziennik dzieje się przed nami.
Tak najkrócej i najprościej charakteryzuje książkę Mirona Białoszewskiego, Tadeusz Sobolewski. Zresztą autor, który sam pokusił się o nakreślenie wspomnień o poecie, ukazując nie jedno a wiele jego wcieleń w książce "Człowiek Miron".

17 grudnia 1981 r.
"Był Jot. Skarżył się, że po przyjściu z pracy, czyli z Sejmu, po południu, ledwie wszedł do mieszkania, pukanie, wchodzi dwóch drabów w milicyjnych mundurach, od razu do niego po imieniu, jak się nazywasz, daj dowód. On sięga po dowód, a oni mu nakładają kajdanki, do samochodu i wiozą go na komisariat na Wilczą..."

Trochę z tym recenzenckim egzemplarzem "Dzienników" jest tak, jak z oglądaniem przez Białoszewskiego w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia roku 80., filmu z Busterem Keatonem, co tak ujmuje: "Okazał się [film] zresztą nudny, więc wyszedłem w jednej trzeciej filmu." Ale przy tej okazji mógł się przekonać, że na takich seansach pojawia się też Zygmunt Kałużyński, znany krytyk filmowy, co nie powinno raczej nikogo dziwić, ale jak dodaje poeta: "Dowiedziałem się później, że zawsze tak wpada i przysiada się z boku, żeby go nikt nie rozpoznał."
I nie śmiem bynajmniej tych fragmentów "Dzienników" nazwać nudnymi, chodzi mi jednak o ich edytorską zawartość, która zaczyna się Wigilią 1978 roku, kończy zaś - 22 kwietnia roku 1983. Tak więc z grubsza licząc po ilości zawartych stron w egzemplarzu, także i ja zaliczyłem jedną trzecią "seansu."
A dzieje się sporo w "Dzienniku" za sprawą pióra Białoszewskiego. Masa postaci - przyjaciół, znajomych i całkowicie obcych ludzi, także rodzina, ukazanych na tle spraw życia codziennego, ale także w kręgach kulturalnych, co nie powinno dziwić zważywszy na fakt nieustannego obcowania autora w tym towarzystwie.
Sama lektura może zdać się początkowo niezbyt ciekawa, co niektórych czytelników może nawet nużyć, jednak z biegiem pochłanianych stronic dostrzegamy ogrom różnorakiej formy i treści. Co ciekawe Białoszewski, pomimo że tak uważnie śledził zdarzenia bądź postacie następnie utrwalone w książce, prawie zupełnie odciął się od masowych środków przekazu, prasy, radia,telewizji.
Bardzo ciekawie natomiast postrzegał swoją długoletnią sekretarkę, dziennikarkę i pisarkę Jadwigę Stańczakową. Jadwigę, osobę ociemniałą traktował nierzadko z matczyną opiekuńczością.
Fragment zapisu z 2 lipca 1982 r.:
"…Rozumiem Jadzię, że ją smuci żołądek, niemożność jedzenia tego, co lubi. Owoców, surówek. Nie dość, że nie widzi, musi jeszcze być na pokucie smakowej."
Z końcem "Dzienników" jesienią 82 roku, czytelnik ląduje za Atlantykiem i poznaje wrażeniami pisarza z pobytu w Stanach Zjednoczonych. Tam też w Nowym Jorku Białoszewski odebrał nagrodę Fundacji Alfreda Jurzykowskiego, przyznawanej (lata 1964 - 1998) twórcom pochodzenia polskiego za wybitne osiągnięcia, m.in. w dziedzinie literatury.

Wielkim plusem publikacji jest spora ilość przypisów, które pozwalają czytelnikowi - nie tylko temu stykającemu się po raz pierwszy z twórczością Białoszewskiego - na szybsze przyswajanie języka literackiego poety.

Miron Białoszewski - Tajny dziennik
Fragmenty przed ostateczną korektą
Wydawnictwo Znak - Kraków 2012

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.