Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3371 miejsce

Mirosław Hermaszewski: W kosmosie byłem ponad marzeniami

  • Źródło: ngo.pl
  • Data dodania: 2006-06-18 09:02

Gen. Mirosław Hermaszewski, jedyny polski kosmonauta: Śnią mi się takie sceny, że znów wsiadam, że znów lecę w kosmos, że coś tam zapomniałem, że zrobię coś lepiej niż poprzednio...

Panie generale, czy wiek XXI będzie nadal epoką podboju, poznawania kosmosu, czy też czasem jego eksploatacji?

No, ten wiek już się zaczął. Wie pan, porównując do tego, co przeszliśmy, to nad morzami panujemy już dość długo, ale ciągle stanowią one dla nas tajemnicę. Tajemnicę stanowi las, tajemnicę stanowi wnętrze Ziemi, tajemnicę stanowi przyroda w ogóle. Także kosmos. Myślę, że jeszcze długo będziemy go poznawali, a o tak zwanym opanowaniu kosmosu mogę mówić tylko poeci.

Jak dużo dziś wiemy o kosmosie i czy tę wiedzę da się w ogóle zmierzyć?

Nie, to jest niedefiniowalne, bo kosmos jest bezkresny, ogromny, niezmierzony... Natomiast my w zasadzie to dotknęliśmy tylko kosmosu. Przypomnmę, rozmiary wszechświata - a to jest pojęcie synonimiczne względem kosmosu - to jest dwanaście, a niekórzy uczeni mówię czternaście a nawet piętnaście miliardów lat świetlnych. Czyli tyle czasu leci ten promień świetlny. Ze Słońca do Ziemi ten promień leci 8 minut, do najdalszej planety, czyli do Plutona, sześć godzin a do najdalszej gwiazdy Alfa Centauri już trzy i pół roku. A my jako ludzie, dolatując do Księżyca, byliśmy na odległości jednej sekundy lotu tego promienia. To jest bardzo blisko, ale jednocześnie bardzo daleko. I rodzi się czasem takie pytanie - to gdzie jest miejsce ludzi? Odpowiem krótko - tu, na Ziemi i wokół Ziemi. Myślę, że poza Układ Słoneczny się nie wybierzemy. Przynajmniej moja wyobraźnia aż tak daleko nie sięga. Oczywiście sę plany marzenia, niektóre nawet realne i trzymam za to kciuki, żeby niebawem, czyli w ciągu najbliższych piętnastu lat, człowiek postawił stopę na Marsie. Ktoś zapyta: a po co tam poleci? Z tej samej przyczyny, dla której poleciał na Księżyc, z tej samej przyczyny, dla której kiedyś przepłynęł rzekę, bo go interesowało, co jest za tę rzekę. Poleci z tej samej przyczyny, dla której szukał drogi do Indii i z tej samej przyczyny, dla której młody człowiek zawsze stara się zobaczyć: a co jest dalej za moim podwórkiem, za moję ulicę, za moim miastem... To jest ta odwieczna chęć poznania. Wydaje mi sie niezwykle cenne, że posiadamy w sobie takę niepokorość. I kończąc poprzedni wątek, ponieważ myślę, że jesteśmy częścią przyrody, częścią Ziemi, to ja sobie nie wyobrażam, żebyśmy mieli się rodzić gdzieś indziej niż poza Ziemią, żyć gdzie indziej niż poza
Ziemią i udawać, że jesteśmy Ziemianami. To niemożliwe.


Czy penetracja kosmosu w naszym stuleciu ograniczy się jedynie do badań Księżyca, Jowisza, czy też ciekawość naukowców podąży w stronę Saturna, Uranu, jeszcze dalej...

Wie pan, my już sięgnęliśmy tego głebokiego kosmosu. Bo ja Wszechświat rozumiem tak: nasz Układ Słoneczny - jest pierwszym stopniem kosmosu; my jeteśmy w składzie galaktyki - i to jest ten drugi stopień, zaś trzeci stopień - to są skupiska galaktyk, a więc cały Wszechświat. My, ludzie, wyszliśmy już poza nasz Układ Słoneczny, bo przecież dwa próbniki amerykańskie Voyager już przez wiele lat penetrują ten daleki kosmos, są daleko, daleko poza orbitę Plutona i otrzymały takę ogromnę prędkość, że wyrwały się spod kurateli Słońca i wędrują gdzieś w bezkresie kosmosu. Myślę, że człowiek zapragnie postawić nogę na Marsie - przedtem wróci na Księżyc, bo Księżyc bedzie potrzebny do realizacji tej misji - ale nie sądzę, żebyśmy próbowali wypraw na inne planety. Natomiast na ich księżyce - z pewnością tak. Ale przewiduję raczej, że będą to robiły automaty, stacje czy zaprogramowane pojazdy. Co nie zmienia faktu, że chęć człowieka, żeby tam być będzie naprawdę duża. To będzie coś nieokiełznanego. Jak pan wie, już nawet turyści za gigantyczne pieniądze próbują sięgnąć kosmosu. Zatem mamy gdzieś w sobie tę iskierkę, ona tli się w nas - żebyśmy nie ustawali na tym, co już osiągnęliśmy. Nie chcę powiedzieć, że już w tym wieku wrócimy na Księżyc, polecimy na Marsa i kropka. Bo człowiek jest tak niepokornę duszę, że kiedy coś osiągnie, to będzie myślał dalej. I za pięćdziesiąt lat jak, kiedy pan ponowi ten wywiad, już pewnie z kimś innym, to wizja, o której teraz mówię będzie już pewnie zupełnie inna.

A propos turystyki kosmicznej. Co zrobić, żeby zostać turnusowym kosmonautą?

Przede wszystkim niech pan zacznie odkładać pieniędze, i to najlepiej od wczoraj. Ale dla pocieszenia powiem, że nie zawsze te loty będę kosztowały miliony dolarów. Bo proszę zobaczyć, nie tak dawno, gdzieś około sto lat temu, rozpoczęła się era lotnictwa. I na tych, którzy unosili się w powietrze, patrzono jak na ekscentryków i dziwaków. A teraz nie wyobrażamy sobie życia bez lotnictwa. Przeciętny człowiek może kupić sobie bilet na samolot i taki wydatek go nie zrujnuje. I myślę, że za wiele lat loty kosmiczne nie chcę powiedzieć, że spowszednieję, ale staną sie popularne, ponieważ w tej chwili budowane są już nowe pojazdy kosmiczne, które pozwolę na krótki pobyt w kosmosie w celach turystycznych. To musi byś tanie, bo taki statek nie bedzie zabierał jakiejś specjalistycznej aparatury, lot bedzie trwał krótko, czyli w jakimś zakresie odpada sprawa higieny i wyżywienia, nie będę potrzebne skafandry, bo to bardzo podraża. Zatem wszystko idzie w tym kierunku, aby pozwolić ludziom spojrzeć na nasz glob z dystansu. Wiadomo, że te badania nie są prowadzone z filantropii, ale to czysty biznes. I takie pierwsze próby turystyki kosmicznej, o których słyszymy nie są jeszcze dotknięciem kosmosu, nie są byciem w kosmosie, ale tylko zajrzeniem tam na chwilę.

Zatem co to znaczy "byś w kosmosie"?

W naszym środowisku kosmonautów i astronautów mamy takę organizację, do której przyjmiemy każdego, podkreślam, każdego nieprofesjonalnego astronautę czy kosmonautę, ale pod pewnymi warunkami. Nie może on polecieś lotem suborbitalnym, czyli takim, że na chwilę wyleci poza atmosferę i wróci lotem balistycznym. Musi wykonać minimum jedno okrążenie wokół Ziemi. Czyli: osięgnęć pierwszę prędkość kosmiczną - 7,9 kilometra na sekundę, po drugie - przeżyś przez 90 minut, bo tyle trwa obieg satelity wokół Ziemi. Co przeżyć? To, że zobaczysz wtedy wschód i zachód Słońca. Będziesz widział noc i dzień, czyli de facto za 90 minut przeżyjesz cała dobę. Ale mając na uwadze fakt, że lata się po orbitach nachylonych do równika pod jakimś tam kątem - to raz będziesz na północy, przetniesz równik, pójdziesz na południe i za te 90 minut zobaczysz też wszystkie cztery pory roku. Umownie przeżyjesz rok. A jak sobie zdasz sprawę, że będziesz przelatywał gdzieś nad Azję, Syberię, Kamczatkę, nad Oceanię, Amerykę jednę i drugę i lecęc nad Antypodami przypomnisz sobie, że w Australii czy Nowej Gwinei żyją ludzie, którzy nie rozumieję dzisiejszej cywilizacji. Ba, nawet się z nię nie zetknęli i żyję w epoce kamienia. Tylko, że jedno jest pewne. Wiem, że oni żyją szczęśliwie, chociaż nie zajmuję sie kosmosem...

Od jakiegoś czasu mówi się o przemyśle kosmicznym. Cóż to takiego?

Przemysł kosmiczny to może za dużo powiedziane. Ale rzeczywiście, w kosmosie powstaje możliwość stworzenia czegoś, czego nie sposób zrobiś na Ziemi. Niektóre eksperymenty sam ja wykonywałem w kosmosie. Myślę o produkcji kryształów, która jest możliwa tylko w warunkach mikrograwitacji. Rosjanie budowali specjalne moduły, w których ta produkcja była prowadzona przemysłowo. A skoro to nie są już eksperymentalne, tylko seryjne produkty, to można mówiś o produkcie przemysłowym. To samo dotyczy pewnych preparatów białkowych, które prowadzę do powstania leków - co ciekawe - antyrakowych. Dalej, można fotografować - i to się robi - różne połacie Ziemi przy pomocy specjalnych kamer i specjalnych filtrów, dzięki czemu produkuje się nie tylko zdjęcia, ale i informacje. Zatem wachalrz pozyskania kosmosu dla nas, dla ludzi, jest bardzo duży. Nie chodzi tylko o produkcję czysto technicznę, przemysłowę, ale także tę intelektualna, pewnej wiedzy, którę możemy posiąść tylko dlatego, że jesteśmy właśnie tam.

Jak kosmos i technologie kosmiczne sa obecne w naszym życiu codziennym?

O, ten minidysk, na którym pan nagrywa, ta komórka, z której przed chwilę rozmawiałem. Za chwilę pojadę do domu i będę smażył jajecznicę na teflonie. To jest naprawdę duże spektrum... Ale trudno jest przypisać coś konkretnie wyłęcznie technice kosmicznej. Wie pan, pamiętam, jak wielu pytało się: no i co dał ludzkości ten lot na Księżyc? Poleciało kilku facecików, przywieźli trochę kamienia i gruzu księzycowego. Być może niewiele nam to dało z punktu widzenia nauki. Ale przy okazji przebadano i wprowadzono za czas jakiś setki nowinek technicznych. Poznano nowe zjawiska. Nie można zatem mówić o takich bezpośrednich korzyściach. Dalej, proszę popatrzeć jak rozwinęła się teledetekcja, czyli obserwacja, analiza geologiczna powierzchni Ziemi, mórz, oceanów, wszystko to, co jest związane z meteorologię. Nie wszystko zrobi automat. Ludzkie oko jest bardziej precyzyjne, a człowiek jest elastyczny w działaniu. Maszynę natomiast pan zaprogramuje i nie zwróci ona uwagi na coś, co nas zaintryguje i zaciekawi. Idźmy dalej, rozwój nawigacji, medycyny kosmicznej - tych dziedzin jest bez liku. Wspomniałem o tej nawigacji. Może to dla nas odległe słowo, ale przecież statki na morzu muszę się jakoś orientować, takoż i samoloty. Ale już w samochodach pojawiaję się systemy GPS, które nie tylko stanowią jakąś ciekawostkę i gadżecik dla leniuchów, którzy nie chcę znaś swojego miasta czy dla wygodnych, którzy chcę się szybko poruszać w obcym mieście. Ale to także sprawa bezpieczeństwa, bo możemy wiedzieć, gdzie jest karetka pogotowia, straż pożarna i dyspozytor może dobrze tym pokierować. I tak na dobrę sprawę, jak bedziemy się obawiali o bezpieczeństwo własnych dzieci, to też, dzięki temu systemowi dyskretnie bedziemy mogli je "śledzić". Wachlarz jest bardzo szeroki i temat nie do wyczerpania przez cały dzień rozmowy.

Był Pan Twardowski w kosmosie, był tam także Mirosław Hermaszewski. A kiedy następni Polacy polecą do gwiazd?

O, ten Twardowski to muszę panu powiedzieć, że bardzo mnie zaintrygował. Miałem przed wyprawą jego postać zrobionę przez artystów z Cepelii. Był przepiękny, ubrany w polski strój szlachecki. Niestety, był za duży, żeby móc go zabrać w kosmos. Ale kiedy na orbicie zajrzałem do rzeczy, które mi żona spakowała, była tam między innymi pierwsza strona mojej ulubionej księżki. I żona napisała na niej coś w tym sensie, że bardzo mi życzy szczęśliwego wykonania lotu, tylko żebym nie zrobił takiego numeru jak Twardowski, który uciekł przed własną żoną w kosmos na kogucie (śmiech). A co do następców. Kiedyś prasa rozpisywała się, że był w kosmosie jakiś Polak, ale z tego, co wiem, to po polsku umiał on powiedzieć: bigos i kiełbasa. Ale oczywiście to dobrze, że przyznawał się do korzeni, chociaż za chwilę dodawał, że jest Amerykaninem polskiego pochodzenia.
Ale takich kosmonautůw majĻcych polskie korzenie znam bardzo wielu. To jest Aleksiandr Sieriebrow z Rosji, ktorego mama nazywała się Kuligowska i była sanitariuszką w czasie wojny - on był cztery razy w kosmosie. To jest Carl Bobko, który trzy razy był w przestrzeni, John Fabian - dwa loty - którego dziadek był też Polakiem. Dalej, Franz Viehbock, Austriak, którego matka była Polskę. To jest czterokrotny kosmonauta John Parazynski, James Pawelczyk. Tak, że już tej polskiej krwi to w kosmosie już pokrążyło...

No tak, ale mnie chodzi o Polaków z krwi i kości.

To już nie do mnie pytanie. Byś może znajdzie się ktoś, kto wyasygnuje parę groszy i poleci jako turysta. I też bedzie fajnie - to będzie dla mnie kolega-astronauta. Oczekuje tego już prawie trzydzieści lat.

A Pan się nie wybiera? Przecież wiek to nie jest już bariera - John Glenn miał 77 lat, gdy poleciał w kosmos. Panu jeszcze trochę do tych lat trochę brakuje.

No tak, wiek nie jest barierę, ale trzeba patrzeć realnie. Wie pan, śnią mi się takie sceny, że znów wsiadam, że znów lecę, że coś tam zapomniałem, że zrobię coś lepiej niż poprzednio... I powiem panu, że często mam takie sny. Niektórzy mówię, że marzenia się spełniają. Ale nie wiem, czy jedno marzenie może się spełnić dwa razy. Ja marzyłem, żeby w życiu być blisko lotnictwa. Byłem i jestem. Później marzyłem, żeby latać na szybowcach - spełniło się. Później na samolotach - spełniło się. Później chciałem być pilotem wojskowym - zostałem. Chciałem latać na nadźwiękowcach - latałem i to na najnowszych, jakie wówczas były. Chciałem być wysoko ponad chmurami - byłem nawet na 21 000 metrów z hakiem na MIG 21. Ale ja naprawdę nigdy nie marzyłem, że będę w kosmosie, bo w życiu jestem realistą. Mogę panu powiedzieć, że moje marzenia się spełniły. Nawet więcej - tak naprawdę, to ja byłem ponad marzeniami.

"Kiedy tam byłem, to miałem wrażenie, że ktoś tam jest i stale nas podgląda" - tak. Pan powiedział w jednym z wywiadów...

Tak jak tu siedzę z panem i tym mikrofonem, to czuję, że nie tylko my dwaj tu jesteśmy, ale jeszcze coś.

Poznamy ich w naszym stuleciu?

Może nawet prędzej, bo taka szansa jest w każdej chwili. Może za dziesięć lat, a może jutro, a może... kiedyś. Ale ja liczę, że i tę zagadkę potrafimy rozwiązać. I życzę panu, żeby pan był pierwszym, który z takim facecikiem przeprowadzi wywiad.

Łukasz Winczura

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

fajna rozmowa z fajnym czlowiekiem

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.