Facebook Google+ Twitter

Mirosław Tłokiński - Oszczędziliśmy sobie wstydu – wywiad

Znany piłkarz Mirosław Tłokiński, odpowiedział na moje pytania dotyczące tegorocznych Mistrzostw Świata, wspomnieniach z Mundialu w 1970 r., faworytach i kadrze Polski. Zapraszam do przeczytania wywiadu.

 / Fot. Mirosław TłokińskiJustyna Borowiecka: Już za tydzień rozpocznie się wielkie święto w piłce nożnej. Mundial 2014, którym w tym roku odbędzie się w Brazylii. Pamięta Pan swój pierwszy mundial? (Pytam tutaj również jak był Pan małym chłopcem).
Mirosław Tłokiński: -Pamiętam szczególnie ten z roku 1970 w Meksyku i jeśli mnie pamięć nie myli to po raz pierwszy można było go oglądać w kolorze!
Nie zapomnę finału w wykonaniu dwóch wspaniałych drużyn Brazylii i Włoch oraz zwycięstwo tych pierwszych 4 : 1. Wtedy Brazylijczycy sięgnęli po raz trzeci po tytuł i zdobyli go na własność. Jakby to było dzisiaj widzę bramki strzelone przez Pelego, Gersona, Jairzinho i Carlos Alberto oraz gola na 1 : 1 Włocha Boninsegna. Zdjęcia pokazujące bramkę Pelego można było zobaczyć wszędzie.
Oprócz wymienionych zawodników nie zapomnę także gry pomocników Tostao a zwłaszcza Rivelino i jego wspaniałe popisy techniczne na jednym metrze kwadratowym. To był zespół jedenastu gwiazd.
Dotyczyło to nie tylko finału, ale także wspaniałego i dramatycznego półfinału miedzy drużyną RFN i „Squadra Azzura” wygranego przez Włochów 4 : 3 .

Jakoś szczególnie się Pan do mistrzostw przygotowywał / przygotowuje?
-Nie przygotowuję się do tych mistrzostw w jakiś szczególny sposób oraz z wielkim oczekiwaniem i napięciem emocjonalnym, jak zawodnik czy kibic jednej konkretnej drużyny. Raczej spokojnie jak obserwator wszystkiego, co dotyczy nie tylko meczy, ale tego, co będzie się działo dookoła tego wielkiego wydarzenia piłkarskiego.

Nie udało się reprezentacji Polski zakwalifikować do Mistrzostw Świata w tym roku. Jak Pan myśli, dlaczego?
-Odpowiedz jest bardzo prosta. Jest to efekt braku zorganizowanej, krajowej strategii pracy z młodzieżą i niższych klas rozgrywkowych. Pomimo tego, że nastąpiła zmiana prezesa PZPN i powstał nowy Zarząd, to od 2012 roku, czyli od dwóch lat nic nie zrobiono w tej kwestii! W sportach indywidualnych można liczyć na to, że narodzi się nam jakaś jedna gwiazda i osiągnie sukces planetarny, z którego będziemy wszyscy dumni. W grach zespołowych nawet trzech, czterech zawodników takich jak Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek czy Szczęsny nie są w stanie wygrać rywalizacji z liczącymi się potęgami piłkarskimi. Jeden mecz tak, ale nie turniej. Dlatego dobrze, że nas tam nie ma. Oszczędziliśmy sobie wstydu.

Początek eliminacji wyglądał obiecująco w roku 2012, zremisowaliśmy z Czarnogórą (2:2 (2:1*)) i Anglią (1:1 (0:1*)), z Mołdawią (2:0 (1:0*))przegraliśmy.
-Szanowna Pani redaktor. Tu nie chodzi o wyliczanie punktów czy nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, ale o styl gry drużyny narodowej. Gdybyśmy chcieli tak podchodzić do sprawy to w ostatnich dwóch meczach towarzyskich reprezentacji przeciwko Niemcom i Litwie zdobyliśmy cztery punkty na sześć. Czyli powinniśmy się cieszyć, bo nie przegraliśmy meczu. Gdy weźmiemy pod uwagę styl gry polskiej reprezentacji i to, że graliśmy tak naprawdę przeciwko „młodzieżówce” Niemiec (red. - śr.wieku około 21 lat) oraz nieliczącej się w Europie Litwie to wnioski są bardzo smutne. Powiem więcej – tych meczy nie dało się oglądać z pryzmatu pasjonata pięknej gry. Chyba, że się jest nie „fanem”, ale „fanatykiem” drużyny narodowej. Wtedy można wszystko oglądać i wszystko wybaczyć.

Rok 2013 nie wyglądał już tak różowo. Pierwsza przegrana z Ukrainą (1:3 (1:3*)), remis z Mołdawią (1:1 (1:1*)) i Czarnogórą (1:1 (1:1)). Skromna wygrana ze słabym przeciwnikiem San Marino (5:0 (2:0*)) i dwie porażki z Anglią (2:0 (1:0*)) i ponownie z Ukrainą (1:0 (0:0*)).
-Jak już wspomniałem w poprzednim pytaniu - jeśli nie ma się dobrego zespołu w jego całości, to wygrywa się tylko ze słabeuszem (San Marino) remisuje ze średniakami ( Mołdawia i Czarnogórą) oraz przegrywa z zespołami, które umieją trochę grać w piłkę ( Ukraina i Anglia). I uwaga, to nie są wcale piłkarskie potęgi europejskie, a już na pewno nie światowe.


Dla przypomnienia drugi mecz z San Marino (1:5 (1:3*)) i pierwsza zdobyta bramka przez rywali. Przeciwnicy byli szczęśliwi, ale o nas mówiono „wstyd”. Pan również tak myśli?
-Grając przeciwko tak słabej reprezentacji jak San Marino trzeba postawić sobie konkretny cel. Nie powinien nim być tylko korzystny rezultat, ale coś większego. Chociażby na przykład nie stracenie bramki. Chodzi tu o aspekt nie tylko zespołowy, ale także koncentracji i odpowiedzialności indywidualnej. Mam tu na myśli stałe fragmenty gry, takie jak rzuty wolne czy rożne w wykonaniu przeciwnika. Z tego punktu widzenia plan nie został wykonany, ale ja nie podchodziłem do tego w sposób tak dramatyczny jak polscy dziennikarze.


To, że nam się tak nie wiedzie, w mediach krążą informację o tzw. teorii spiskowej, że ciągle, ktoś próbuje nam przeszkodzić, że wszyscy są przeciwko kadrze biało-czerwonych.
-Nie wiem, o jaką teorię spiskową chodzi. Jedyną, którą znam to tą między najbardziej do tej pory znanymi i wpływowymi przedstawicielami mediów w Polsce a PZPN i dotyczącą powołania w grudniu 2012 roku Komisji ds. Mediów i Marketingu przy PZPN. Jeśli ma Pani redaktor na myśli brak odporności piłkarzy na dziennikarską krytykę ich gry, to są dwa wyjścia dla każdego reprezentanta Polski. Pierwsze - zacząć dobrze grać. A drugie – przestać w ogóle grać.


Prawdziwi kibice i cały świat futbolowy, żyje teraz tymi mistrzostwami. A jak jest u Pana, czy Pan to też jakoś przeżywa?
-Nawet, jako zawodnik podchodziłem do każdego meczu bardzo merytorycznie poprzez analizę zespołową gry przeciwnika i indywidualną zawodników w obrębie, których miałem najczęściej przebywać. Z wiekiem tego typu podejście do każdego meczu jeszcze bardziej się wzmocniło. Dlatego też oglądam spotkania głównie od strony strategicznej, a w tym przypadku zbyt duże emocje trzeba umieć kontrolować. Czyli oglądanie meczów nie w grupie, ale samotnie lub w towarzystwie kogoś, kto ma ten sam sposób podejścia do sprawy (co ja).
 / Fot. Mirosław Tłokiński

Czego Pan oczekuje po tych mistrzostwach? Jakie Pana zdaniem one będą?
-Z jednej strony będą one rozgrywane w kraju, w którym piłka nożna traktowana jest jak religia. W przypadku zespołu Brazylii każdy mecz będzie musiał być potwierdzony nie tylko zwycięstwem, ale także ładnym stylem gry. To wielka odpowiedzialność i presja. Oczekuję, więc w pierwszym rzędzie pięknej gry na miarę ambicji oraz nadziei kibiców brazylijskich i wszystkich miłośników piłki nożnej. Jakie one będą? Z tego, co widzę i czuję, będą konfrontacją dwóch światów, których dzieli ogromna przepaść. Z jednej strony „bogactwa” i życia w przepychu ich uczestników, gladiatorów, czyli zawodników, a z drugiej „ubóstwa” i życia w skrajnej biedzie ich miłośników, czyli kibiców. Myślę, że bez względu na wynik końcowy, te mistrzostwa będą w swej kulminacyjnej fazie smutne oraz niemoralne dla ich fanów i wielbicieli, szczególnie brazylijskich. Ale mogą być też dramatyczne podczas ich rozgrywania. Wszystko zależy od osiąganych wyników zespołu Brazylii. Obawiam się także, że z powodu zbyt wielkiej eksploatacji zawodników w ciągu całego roku, mogą to być także Mistrzostwa wyjątkowo dużej ilości kontuzji. Odpukajmy jednak w niemalowane drewno.

Ma Pan faworyta?. Kogo pan obstawia w półfinale a później w finale?
-Logicznych faworytów jest kilku. Sentymentalny może być jeden.
Do moich faworytów matematycznych należą: Brazylia, Argentyna, Urugwaj, Hiszpania, Niemcy i Włosi. Jak widać, będą to według mnie Mistrzostwa - Ameryka Południowa kontra Europa.
Chcąc odpowiedzieć na Pani pytanie muszę wyeliminować jeszcze dwie drużyny. Dlatego widziałbym w półfinale takie drużyny jak Brazylia, Argentyna, Niemcy i Hiszpania. W takiej sytuacji jest możliwość trzech konfiguracji w finale. Finał Południowo-Amerykański Brazylia-Argentyna. Finał Europejski Hiszpania-Niemcy oraz finał Ameryka Południowa przeciw Europie. Ponieważ jestem sobie w stanie wyobrazić rozczarowanie, rozgoryczenie, rozpacz, smutek i ból w sercu kibiców brazylijskich w przypadku nie zdobycia Mistrzostwa Świata na własnym podwórku. Dlatego też sentymentalnie będę za udziałem w finale Brazylii. A jako Europejczyk postawię na? (chwila zadumy) Hiszpanię.
Jest to mój finał sentymentalny, ale boję się, że może to być finał Południowo- Amerykański.

Czy Hiszpanie mają szanse powtórzyć sukces z 2010 r.?
Mając nadal tak wspaniały zespół nie tylko mają szanse powtórzyć sukces, ale są jednym z logicznych faworytów. Gdyby tak się stało, to długo czekalibyśmy na powtórzenie przez jakąkolwiek drużynę narodową takiego wyczynu tzn. zdobycia z rzędu dwukrotnego Mistrzostwa Świata i dwukrotnego Mistrzostwa Europy. Dlatego, samej motywacji Hiszpanom na pewno nie zabraknie. Jedynej rzeczy, której się obawiam i która może przeszkodzić w osiągnięciu tego celu, to ich ewentualne zmęczenie a nawet wyczerpanie po minionym sezonie zarówno w rozgrywkach krajowych jak i europejskich!

Jak pisze prasa, będę to mistrzostwa przede wszystkim, trzech wielkich gwiazd, Messiego, Ronaldo i Neymara, ale mówi się też o nich, że z kadrą nie zdobyli nic wielkiego. Czy z drużyną, jaką reprezentują (Argentyna, Portugalia, Brazylia), może być w tym roku podobnie jak np., z Włochami, którzy w 2006 r. doszli do finału i wygrali, choć jak to niektórzy mówią niby niczego nie grają, nie pokazują na boisku a mają sposób, aby w finale zagrać.
-Typując półfinalistów i finalistów Mistrzostw Świata w Brazylii kierowałem się zarówno logiką jak i sentymentem. Ale piłką nie rządzą te elementy, tylko aktualne predyspozycje fizyczne, techniczne a zwłaszcza mentalne określonego zespołu oraz ich indywidualności w określonym dniu i określonym miejscu. Predyspozycje techniczne tych indywidualności i ich zespołów znamy. Są znakomite. Problemem będzie forma mentalna a zwłaszcza - jak już wspomniałem - przygotowanie fizyczne w globalnym jego kontekście. Wielu ludzi uważa Messiego za najlepszego aktualnie piłkarza na świecie, ale żeby zostać najlepszym piłkarzem w historii Argentyny i pokonać Maradonę musi zdobyć tytuł Mistrza Świata z Argentyną. W jego przypadku znakiem zapytania będzie jego dyspozycja fizyczna. Jeśli chodzi o Ronaldo, którego wielka rzesza kibiców uważa za najlepszego na świecie to problem widzę dwojaki. Fundamentem przekazu jego własnych umiejętności na boisku jest gladiatorskie przygotowanie fizyczne. Szczególnie, jeśli chodzi o szybkość. Jakie ono będzie zobaczymy. Drugim problemem jest odporność psychiczna całego zespołu Portugalii, która do tej pory była bardzo słaba i porównywana do mentalności Francuzów. Jeśli ten dwa elementy „zaskoczą” to Portugalia może być niespodzianką turnieju. Najtrudniejsze zadanie do wykonania będzie miała Brazylia i jej największa gwiazda Neymar. Presja i odpowiedzialność stojąca przed nim i zespołem jest tak ogromna, że trudno to sobie wyobrazić. Osobiście uważam, że Neymar nie jest jeszcze „owocem” w pełni dojrzałym i przereklamowanym w stosunku do piłkarzy brazylijskich poprzednich generacji czy też pokoleń. Życzę mu tego, aby właśnie w tym turnieju, u siebie w Brazylii nastąpiła pełnia rozwoju i dojrzałości jego talentu. Jeśli nie, to będziemy mieli do czynienia z wielkim dramatem indywidualnym i narodowym.
Brazylia może zdobyć tytuł MŚ w stylu Włoch z roku 2006, ponieważ jednym z podstawowych warunków wygrania turnieju jest solidna obrona. Brazylia - jak nigdy w swoje historii - posiada silną formację obronną, ale w ataku poprzednie reprezentacje były bardziej spektakularne. Ale one nie zdobyły tytułu Mistrza Świata.

Kto Pana zdaniem będzie czarnym koniem? Mówi się o kilku kandydatach m.in. o Belgii i Szwajcarii, w której Pan, na co dzień mieszka. Czy mieszkańcy Szwajcarii, też tak uważają? (może Pan np. opowiedzieć, czy jakoś się przygotowują kibice, wywieszają flagi, tak jak to bywa w Polsce, kiedy biało-czerwoni grają na mistrzostwach itp.)
-Nie wiem, kto będzie czarnym koniem, ale wiem, od kogo będę oczekiwał i kogo widziałbym, jako drużynę niespodziankę. Mam tu na myśli nie tylko Belgię, Szwajcarię, ale także Japonię, Holandię czy Francję.

Dlaczego?
-Ponieważ wymienione przeze mnie kraje wprowadziły od wielu lat ogólnokrajowy program szkolenia młodzieży. Holandia i Francja były pionierami w tym temacie a Szwajcaria od ponad 12 lat wzorowała się na swoich sąsiadach. Belgia od 8 lat oraz Japonia, jako najmłodszy nowicjusz. Od Holandii i Francji oczekuję powrotu do dawnych sukcesów. Japonia zebrała już owoce swojego planu w piłce kobiecej. Ciekawy jestem, z jakiej strony pokaże się w Brazylii ich płeć brzydsza. Szwajcaria natomiast zebrała owoce swojej wieloletniej strategii pracy z młodzieżą zdobywając Mistrzostwo Świata do lat 17 w roku 2009, w Nigerii, a dwa lata później z tą sama grupą znalazła się w finale Mistrzostw Europy do lat 21 przegrywając w Danii z Hiszpanią. Teraz przyszedł czas na pokazanie wartości seniorskiej. Ich atutem jest bardzo solidna obrona ( 8 straconych bramek w 10 ostatnich meczach) oraz ich trener Ottmar Hitzfeld. Jeśli chodzi o świętowanie to już od tygodnia przygotowywane są w każdym mieście specjalne miejsca publiczne z zainstalowanymi wielkim ekranami i punktami sprzedaży napoi i żywności. Nie trzeba zapomnieć, że Genewa, w której mieszkam jest miastem specyficznym, bo międzynarodowym i wielokulturowym. Klaksony, trąbki i śpiewy będzie słychać po meczu obojętnie, jakiej drużyny z czterech kontynentów. Belgia ma najkrótszy staż programu pracy z młodzieżą, ale efekty praktyczne w postaci meczy eliminacyjnych i towarzyskich jest imponujący. Wniosek z tego, że w tych MŚ liczę na młodzież. Na niespodziankę - tak, ale może jeszcze nie na finał. Innymi wartościami będą kierować się drużyny, o których mało mówimy a mianowicie te z kontynentu Afrykańskiego: Nigeria, Ghana, Wybrzeże Kości Słoniowej i Kamerun. Dwa pierwsze zespoły do wielkich niespodzianek w turnieju może poprowadzić identyfikacja drużyn z całym swoim narodem. Nigeria bazuje na młodzieży, która osiągnęła już wiele sukcesów. Są MŚ do lat 17 z roku 2007 i 2013 oraz vice-Mistrzami Świata z roku 2009. Mamy do czynienia z bardzo interesująca drużyna narodową! Ciekawi mnie jak zniosą stres w tak wielkim turnieju. Wybrzeże Kości Słoniowej to wielkie gwiazdy i doświadczenie, ale bardzo słaba obrona. Kamerun to drużyna z dużym potencjałem, ale skonfliktowana z Eto`o. A więc niespodzianka w wykonaniu zespołów Afryki możliwa, ale wygranie turnieju chyba jeszcze nie.

I już na sam koniec. Widzi Pan kiedyś Polskę w finale w mistrzostw świata?, no może w półfinale (uśmiech!).
-Nie wiem jak mam rozumieć i z interpretować słowo „ widzi”? Z perspektywy czasu i jego nieskończoności czy z perspektywy mojego życia? Jeśli z tej drugiej - to chciałbym doczekać takiej sytuacji, ale patrząc na sprawy realnie, to takiego meczu nie dożyję.


Dziękuję za rozmowę, poświęcony mi czas i życzę wszystkiego dobrego!
- Również dziękuję. Pozdrawiam i życzę wszystkich dobrych emocji na tegorocznym Mundialu (uśmiech!)

Z Mirosławem Tłokińskim rozmawiała: Justyna Borowiecka




* - mecze rozegrane do przerwy

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.