Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27284 miejsce

MIŚ czyli Moja Interpretacja Świata

MIŚ to absurdalny cykl felietonów, które rzucają nowe światło na otaczającą nas rzeczywistość.

"Co o autorytecie pisał w "Przedwiośniu" Stefan Żeromski i jaką mu wyznaczał rolę w życiu społeczeństwa?"


Dobre pytanie. W tym roku maturzyści mogli się popisać konstruowaniem odpowiedzi na jakże ważne pytanie. Albo nie. Pal licho "Przedwiośnie" - od czasu matury z polskiego mam chęć odrzucić wszystkie możliwe autorytety. Czym należy się w życiu kierować? Kogo cenić, naśladować? Te pytania były, są i będą zawsze aktualne. Być raczej jak Antygona, a może raczej jak Kreon? Stanąć po stronie Achillesa czy Hektora? Wiek dwudziesty pierwszy to jednak ciągle "przedwiośnie nasze" - jest wiele do zrobienia. Nie da się w krótkim czasie zbudować niczego solidnego, nieważne, czy chcemy osiągnąć pozycję mocarstwa międzynarodowego czy też zakwalifikować się na mistrzostwa świata w piłce nożnej. Step by step.

Tymczasem w Manchesterze fani United zdają się być pogrążeni w żałobie. Wielkieś im uczynił smutki na stadionie swoim, bezcenny sir Alexie, tym odejściem Twoim. Następców pełno, a jakoby żadnego godnego nie było. Niektórzy twierdzą, że Fergusona nie da się zastąpić, chociaż akurat on sam mawiał, że nie ma ludzi niezastąpionych. Nie mam bladego pojęcia, czy David Moyes będzie dobrym trenerem Czerwonych Diabłów, zdania moich znajomych kibiców czerwonej części Manchesteru są podzielone. Z jednym nie można dyskutować. Sir Alex Ferguson wielkim trenerem był! I chociaż niektórzy z jego zawodników zdawali się czasem mówić Gadu gadu stary dziadu i odchodzić z drużyny, to nie spotkałem się nigdy z opinią, by ktoś kwestionował zdolności Szkota. Tak, sir Alex bez wątpienia pozostanie wielkim autorytetem, jakich mało, przy czym nie mówię tutaj tylko o piłce nożnej.

A skoro powróciłem do kwestii autorytetów, to może nim zostać każdy z nas. Nie trzeba być żadnym supermanem. Nie trzeba wygrać piłkarskiej Ligi Mistrzów, przebiec maratonu, być celebrytą, politykiem, królem (co nie jest jednoznaczne z byciem politykiem). Wystarczy być sobą i podążać za głosem serca, sumienia. Ładnie to brzmi, nieprawdaż? Ale to prawda. Nie trzeba za wszelką cenę dokonywać rewolucji, aby zmienić świat na lepsze. Wystarczy wcielać w życie te rewolucyjne idee. Po cichu, bez błysku fleszy. Dam sobie uciąć lewą rękę, prawą nogę, mały palec u prawej dłoni, a w ostateczności nawet głowę, że otacza nas wielu bezimiennych bohaterów. Przyjdą, zrobią swoje i pójdą. Kiedy umrą, być może nikt nie będzie zawracał sobie głowy ich zbiorową Mogiłą. Być bohaterem to nie znaczy być sławnym. To ciągła walka ze złem. Zdaję sobie sprawę, że nie napiszę tutaj niczego odkrywczego, ale przypomnę - "Bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika".

Oczywiście, świat potrzebuje bohaterów typu z matki obcej, krew ich dawne bohatery. Co nie zmienia faktu, że popularnością cieszy się skromność - jakkolwiek wydaje się to brzmieć jak oksymoron. Kilka dni temu przeczytałem historię Samanthy Smith. Teraz wydaje mi się być to książkowym przykładem, jak każdy z nas może zostać Kimś. List 10-letniej dziewczynki z USA do przywódców Związku Radzieckiego był, jak mniemam, w opinii wielu Amerykanów jak paktowanie z diabłem. Ale jak widać nie taki diabeł straszny, jak go malują. Zgadzam się z resztą ze stwierdzeniem, że diabeł nie tyle czyni zło, co je demaskuje. Samantha pojechała w daleką podróż. Można powiedzieć że jest to podróż do jądra ciemności, biorąc pod uwagę, jakie nastroje i stereotypy o ZSRR musiały wówczas panować w Stanach. Dziecko udowodniło, że tak naprawdę ten Inny świat nie jest taki obcy. Dziewczynka przekroczyła pewną granicę, po czym okazało się, że tam tak samo są ludzie bezdomni, kamizelki, szewcy. Chłopi urządzają wesela bez żadnych Dantejskich scen, na których tańczą tango cudzoziemka z małym rycerzem.

I po co ten felieton? Czy teraz już wiem, czy powinienem być bardziej Konradem czy Winkelriedem? A może pozostać Gustawem? A może powinienem być świętoszkiem, wsiąść na swój transatlantyk i zapomnieć o problemach? Nie ma prostej recepty na życie. Zresztą, Życie jest tylko przechodnim półcieniem, nędznym aktorem, który swoją rolę przez parę godzin wygrawszy na scenie w nicość przepada – powieścią idioty, głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą. .

To jaki jest w końcu ten tekst? Czy pokazuje autorytety? Czy jest optymistyczny czy jednak pesymistyczny? Czy daje rady?
Cras, cras et semper cras. Et sic dilabitur aetas. Czas więc zakasać rękawy i brać się do działania. Per aspera ad astra!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Interesujące dylematy...
Punktem wyjścia rozważań jest sytuacja maturalna, więc felieton nasuwa mi skojarzenie ze wspaniałymi pracami maturalnymi sprzed "nowej matury".
Gratulacje!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bartłomieniu - nie ubolewaj, że Cię natura nie obdarzyła talentem sportowym. Masz coś znacznie cenniejsego - talent do posługiwania się językiem, co nie jest takie znowu powszechne. Biorąc pod uwagę Twój młody wiek sądze, że zajdziesz daleko jako znakomity felietonista, (pisarz, podróznik...) a to już nie byle co. Talent do pisania wrózy Ci karierę znacznie dłuższą, niż sportowa.
Czego Ci życzę z całego serca. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.