Balansując na granicy prawa, czuje się bezkarny. I taki pozostaje! Równocześnie oskarża o manipulację wszystkich, którzy są przeciwko jakimkolwiek formom pedofilii. Policja rozkłada ręce.

Na strony "Misiaczka" nietrudno trafić, choć zmienia adresy i nazwy. Ale autor wciąż jest ten sam, i jego sztandarowe hasło - "dobra pedofilia". Nie jest wykluczone, że to cała grupa ludzi. Psychologowie alarmują, bo bezkarność "Misiaczka" ośmiela innych. Nastąpił wręcz wysyp polskojęzycznych stron zachwalających pedofilię. Ilość odwiedzin na tych stronach też jest porażająca.
Policja od lat podgląda udekorowane błękitnymi motylami strony "Misiaczka", ale wciąż nie potrafi z nimi skutecznie walczyć.
- Możemy tylko monitorować tę stronę. Wiemy, że nie powinno jej być - mówi Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji. - Ta sprawa bardzo nam leży na sercu. Jednak mamy związane ręce. Nie można stwierdzić, by treści na niej zawarte wyczerpywały znamiona przestępstwa. Zdania są tak poukładane, że trudno się do czegoś przyczepić. Czekamy na błąd "Misiaczka" - dodaje policjant.
Autor strony korzysta z serwerów w Rosji i Stanach Zjednoczonych. Używa bezpiecznych, szyfrowanych łączy. Nie udało się go jeszcze namierzyć.
Błękitne motyle
Lawendowo-błękitne motyle to symbol strony i zarazem znak rozpoznawczy pedofili. Obok nich zdjęcia dzieci, głównie małych chłopców. Śliczni, radośni, uśmiechnięci. W spodenkach, strojach sportowych. Przytulający się do męskich ud, kolan, siedzący im "na barana". I dziewczynki. W strojach kąpielowych, króciutkich sukienkach. Na plaży, na materacu, przy drzewie. Żadnej pornografii. Ładne, niewinne. Czy prowokujące? Zależy kogo.
To, co robi "Misiaczek", nie jest niczym nowym. W Stanach Zjednoczonych już od wielu lat działa organizacja NAMBLA (North American Man/Boy Love Association). Propaguje ona dziecięcą seksualność i domaga się praw dla pedofili. "Misiaczek" polską stronę internetową założył w grudniu 2004 roku. Odwiedziło ją już prawie 130 tys. osób.
Czy jest niebezpieczna? Zdecydowanie tak. Dlaczego? Bo oswaja z pedofilią. Pokazuje rzekomo jej dobre strony, a człowieka robiącego dzieciom krzywdę przedstawia nieomal jako anioła niosącego dobroć.
- To technika zamglenia, która powoduje obniżenia napięcia wokół problemu pedofili. Swoiste oswajanie, wpływanie na poglądy - mówi Bogdan Lach, psycholog policyjny z wydziału kryminalnego w KWP w Katowicach. - Twórcy takich stron liczą na to, że osoby, które nie mają wyrobionych wartości, zaczną się zastanawiać: czy szum medialny wokół pedofilii nie jest przesadzony, czy to aby nie jest piętnowanie na wyrost - dodaje.
Pedofil radzi
"Misiaczek" nie ogranicza się do obrony swej skłonności i zachwytów nad stosunkami pedofil - dziecko. On radzi innym pedofilom, jak bezpiecznie korzystać z internetu i nie dać się namierzyć, jak unikać kary balansując na granicy prawa. Na swojej stronie zamieścił też swoisty kodeks etyczny "dobrego pedofila". To 22 zasady. Zgodnie z nimi autor zaleca nienadużywanie zaufania dziecka, edukowanie go, rozwijanie zainteresowań, a także uświadomienie dziecku, z kim ma do czynienia i co grozi za tę "przyjaźń".
Rady daje też ofiarom, np. jak się zachować, gdy "przyjaciel" znajdzie się za kratkami. To oczywiście nie służy dzieciom, ale obronie takich jak on, gdy już dostaną się w ręce sprawiedliwości. Nie warto ich cytować, może poza jednym fragmentem: "Pamiętaj, że dorośli (a zwłaszcza psycholodzy) często okłamują dzieci i potrafią za pomocą podstępnych sztuczek słownych i przymilania się zmusić Cię do powiedzenia tego, co chcą usłyszeć. (...) Psycholodzy będą udawać, że bardzo przejmują się Twoim losem i chcą Ci pomóc." To czysta manipulacja.
Bogdan Lach twierdzi, że tego typu rady bardzo utrudniają pracę psychologom. Ofiara pedofila nie ufa im. Nie chce współpracować. "Misiaczek" proponuje też umożliwienie adopcji zdemoralizowanych dzieci przez "dobrych pedofili". Bo... i tak nic im już nie zaszkodzi, a nauczą się, co to jest przytulanie i masaż leczniczy.
- To próba wdrukowania w świadomość gości strony przyzwolenia na takie zachowania, i to pod płaszczykiem tolerancji. Tymczasem tego typu kontakty o podłożu seksualnym pozostawiają trwały ślad na psychice dziecka - wyjaśnia Bogdan Lach.
Wzruszające i śmieszne?
Na stronie są też opowiadania o przyjaźni dorosłych mężczyzn z małymi chłopcami. Przewrotne, pozornie wzruszające, tak naprawdę uznające za piękne coś, co wyrządza dziecku potworną krzywdę. Do tego kilka kontrowersyjnych komiksów i kilkadziesiąt dowcipów z dziećmi w rolach głównych. Tyle że śmieszne wcale nie są, podobnie jak kilkadziesiąt animowanych obrazków.
Kim jest "Misiaczek"? W anonimowych e-mailach opowiada, że jest sam, mieszka z rodzicami i zarzeka się, że nigdy nie miał kontaktów seksualnych z dziećmi. Uparcie deklaruje też, że kocha dzieci i chce im pomagać, zwłaszcza małym chłopcom, zagubionym, z niekochających rodzin. Pomoże, pokaże jak piękna może być przyjaźń, nakarmi.
Ostatnio pojawiły się spekulacje, że "Misiaczek" mieszka w okolicach Poznania. Policja nie potwierdza tego, ale też nie zaprzecza. - Być może to nie jedna osoba, tylko grupa - mówi psycholog Bogdan Lach. - Pedofile, którzy często korzystają z internetu do wymiany pornografii, przejawiają chęć do zrzeszania się. Możliwe, że tę stronę tworzy kilka osób, przy czym jedna z nich im przewodzi. Mieliśmy już do czynienia z takimi przypadkami - dodaje psycholog.
Apeluje do rodziców, by kontrolowali to, co ich dzieci robią w sieci. Bo to najlepszy sposób na uniknięcie niebezpieczeństwa. Zaleca stawianie komputera w ogólnodostępnym miejscu i ustalenie zasad korzystania ze sprzętu. - Najważniejsze jest jednak wzajemne zaufanie, wpojenie dziecku, że może przyjść z każdym problemem, podzielić się wątpliwościami i wiedzą - mówi Lach. Podkreśla, że dotyczy to zwłaszcza dzieci do 12 roku życia, które są jeszcze bardzo naiwne. - Trzeba im pokazać i dobre, i złe strony internetu. Mówić, by pod żadnym pozorem nikomu nie podawały swoich danych, adresu, numeru telefonu. Jeśli już dziecko postanowi spotkać się ze znajomym poznanym na komunikatorze lub czacie, trzeba to kontrolować. Albo poprosić o przedstawienie znajomego, albo zgodzić się na spotkanie w obecności osoby trzeciej - np. znajomego dziecka, do którego mamy zaufanie - radzi psycholog. Dodaje też, że nie należy wstydzić się kontroli, bo ma ona na celu zapewnienie bezpieczeństwa. I nie należy też uciekać od rozmów na trudne tematy.
Dopóki policja nie unieszkodliwi "Misiaczka" i jemu podobnych "dobrych pedofili", tylko rodzina może zapewnić bezpieczeństwo dziecku.
Rozmowa z Jakubem Śpiewakiem, założycielem fundacji Kids Projekt
– Co pan sądzi o stronie internetowej stworzonej przez "Misiaczka"?
JŚ: Nie ma tam nic nielegalnego. Ona nie łamie prawa. Ale jest bardzo niebezpieczna. A to przez zbitkę słów "dobry pedofil". Coś takiego nie istnieje. Pedofil to pedofil. Nieprawdą jest, że jak nie ma przemocy fizycznej, to nic złego się nie dzieje. Zły to nie tylko ten, który gwałci. "Misiaczek" dopuszcza się perfidnej manipulacji. To inteligentny facet, który zna prawo i internet. Wie, jak się ukryć w globalnej sieci. On oswaja internautów z pedofilią.
– Co z tym fantem zrobić?
JŚ: Musimy działać w ramach obowiązującego prawa. A ono idealne nie jest. Jak zwykle przed wyborami pedofilia pojawia się na ustach wielu polityków. Licytują się w podwyższaniu kar: o rok, dwa, trzy, aż do kary śmierci. To tylko zagrywki propagandowe. Tymczasem wymiar sprawiedliwości nie wykorzystuje tych narzędzi, które ma. Sąd może orzec wobec pedofila zakaz pracy i zbliżania się do dzieci. Może też orzec przepadek mienia służącego do przestępstwa np. komputera. Sędziowie często o tym po prostu zapominają. Pamiętam też przypadek, kiedy sędzina nie chciała aresztować pedofila, bo twierdziła, że posiadanie pornografii dziecięcej nie jest przestępstwem. Przez rok orzekała, opierając się na... nieaktualnym kodeksie.
– Minister edukacji zapowiedział przekazanie szkołom darmowego programu, który będzie blokować wejścia na strony zawierające szkodliwe treści. Co pan sądzi o tym pomyśle?
JŚ: Początkowo popierałem pomysł ministra. Kiedy dowiedziałem się, co to za program - zmieniłem zdanie. Ten program to wielka pomyłka. Poza tym pomysły Romana Giertycha ograniczają się do tego, by zainstalować filtr, a to za mało. Trzeba uczyć nauczycieli i rodziców, jak mogą dbać o bezpieczeństwo dzieci w internecie. Trzeba uczyć dzieci, jakie zachowania w sieci są bezpieczne. Cała ta wrzawa rozpętana przez ministra to wielkie nieporozumienie i propaganda. To rozwiązanie zastępcze. Trzeba popracować nad edukacją seksualną. Chodzi o wychowanie do dorosłości, naukę odpowiedzialności, ale i o to, by dzieci wiedziały, co to zły dotyk.
Aldona Minorczyk-Cichy
ZOBACZ TEŻ:
—
Dlaczego pedofil jest tak groźny? Spojrzenie na dziecko