Facebook Google+ Twitter

Mistrzostwa Świata. Regeneracja Francji

Odcinają przeszłość i z gracją wracają do centrum piłkarskiego świata. Są najczęściej strzelającą drużyną, urzeka ich ofensywny styl i odwaga selekcjonera w stawianiu na niedoświadczonych piłkarzy.

 / Fot. PAP/EPA/SEBASTIEN NOGIERNa papierze wszystko wygląda jak należy. Zdecydowany faworyt grupy w pierwszej serii spotkań pokonał outsidera, który kontynuuje passę meczów bez zwycięstwa w swoim trzecim starcie na mistrzostwach świata. Potem urządza sobie polowanie na rosnących w siłę Szwajcarów, na koniec w sparingu w warunkach meczowych zagradza Ekwadorowi drogę do 1/8 finału.

Gdy jednak litery z ekranu przetransportuje się do rzeczywistości, okaże się, że pierwsze mundialowe starcia Les Blues od afery autokarowej sprzed czterech lat miały wysokie stężenie niepewności. Jej reperkusje, od których zatrząsł się w posadach francuski futbol, wyznaczają poziom dna, od którego można się tylko odbić.

Bunt na pokładzie


Knysna. Spokojne południowoafrykańskie miasteczko nad brzegiem oceanu było niemym świadkiem scen, które świat futbolu znał tylko z zamierzchłych opowiadań, kiedy gra w piłkę była bardziej zabawą niż profesjonalnie organizowaną rozrywką. Błądzący wzrokiem Raymond Domenech, gwałtownie rozmawiając z członkami swojego sztabu, gniótł w rękach kartkę otrzymaną od kapitana zespołu Patrice'a Evry. To na niej było spisane oświadczenie zawodników, którzy odmawiali wyjścia na trening przed meczem z gospodarzami turnieju. Meczem w zasadzie o uratowanie wizerunku, bo szanse na awans po remisie z Urugwajem i porażce z Meksykiem były znikome. Sfrustrowany selekcjoner (nieprzejednani zawodnicy zostali w autokarze) zdawał sobie sprawę, że trzyma odbezpieczony granat, którego wybuch wyrzuci w powietrze układane przez jego fundamenty. Sam wyszedł przed tłum dziennikarzy i łamiącym głosem odczytał kolejne "wersy hańby". Do hotelu on i drużyna wrócili osobno.

Kilka dni wcześniej, w przerwie spotkania z Meksykiem, Nicolas Anelka zwymyślał trenera, który odesłał go na ławkę. Następnego dnia o wszystkim dowiedzieli się czytelnicy "L'Equipe" i cała Francja. Drużyna wymówiła trenerowi posłuszeństwo na oczach kamer, zawodnicy na siłę szukali "kreta", który doniósł o wszystkim dziennikarzom. W wydanej dwa lata po tych wydarzeniach książce "Straszliwie sam" Domenech przywołuje ironiczną opinię, że była to najbardziej zespołowa akcja "Trójkolorowych" na tamtych mistrzostwach.

Zbyt wielu piłkarzy (Ribery, Anelka, Malouda) chciało dla siebie zbyt wiele, oferując zbyt mało. Domenech nie panował nad grupą, zaprzeczał własnym zasadom (w pierwotnym planie nie uwzględniał w kadrze Henry'ego), co jeszcze bardziej pogrążało zdekompletowany mentalnie zespół.

Tamta historia nie skończyła się na terenie ośrodka treningowego. Szybciej niż samolot z drużyną wylądował na lotnisku Charlesa De Gaulle, zainicjowano ogólnonarodową debatę o kondycji francuskiej piłki. Nicolas Anelka karnie gościł w Pałacu Elizejskim, Domenech tłumaczył się przed komisją kultury Zgromadzenia Narodowego, której posiedzenia były transmitowane na żywo, wzbudzając nadzwyczajne zainteresowanie. Były selekcjoner mógł dziękować Nicolasowi Sarkozy'emu, że miał z kim znosić gniew opinii publicznej.

Jako diagnozę zgnilizny moralnej reprezentantów wskazał potem na brak ciągłości kultury futbolowej (Francuzi są przecież ojcami chrzestnymi międzynarodowych rozgrywek), powszechna akceptacja dla obalania autorytetów i wygodnictwo zawodników młodego pokolenia, którzy jeszcze nie oświecili swoimi umiejętnościami, a już popisują wieloletnie kontrakty z sześcioma zerami.

Stawianie żagli


Po sześcioletniej kadencji Domenecha (równolegle z nim ze stanowiskiem pożegnał się również prezes francuskiego związku Jean-Pierre Escalettes) na jeden z najgorętszych stołków nad Sekwaną wybrano mistrzów świata z 1998 r. Laurent Blanc jechał głównie na tym samym paliwie, które tankowano do baku wcześniej. Starczyło na wyjście z grupy na Euro 2012 i gładką porażkę z Hiszpanią w ćwierćfinale. Okres bez historii, bez rażących wpadek i nobilitujących zwycięstw. Stery okrętu przejął po nim szef tamtej złotej drużyny Didier Deschamps. Czytaj: potrzebny był autorytet. Taki, który nie straci zaufania. gdy nie zabierze na mundial najbardziej kreatywnego pomocnika (Nasri) i który odważnie zrezygnuje z graczy wiecznie pretendujących do odgrywania kluczowych ról w reprezentacji (Rami, Mexes, Clichy, Gourcuff, Menez). Z kadry Deschampsa już tylko czterech piłkarzy pamięta afrykański koszmar.

Nie obyło się bez ryzyka - pod względem stażu reprezentacyjnego Francja zajmuje dopiero 29. miejsce. Stoperzy Sakho i Varane nie mają podstawowego miejsca w swoich klubach. Grający w FC Porto (najsłabszy sezon od lat) Mangala dopiero nabiera obycia, dobiegającemu trzydziestki Koscielnemu nie zaufał na stałe do tej pory żaden selekcjoner. Na lewej stronie defensywy zmiennikiem Evry jest stawiający pierwsze kroki w kadrze 21-letni Digne. Na skrzydłach zagrali debiutujący na imprezie tej rangi Griezmann i Pogba. Pomocnik Juventusu po zakończeniu turnieju może stać się bohaterem letniego okna transferowego - na biurku jego agenta leżą oferty z najlepszych klubów.

Francuzi potrafią się cieszyć i bronić jako zespół. Po umieszczeniu piłki w siatce Benzema podbiega do ławki rezerwowych, z której wszyscy rzucają mu się na szyję. Gdy Pogba został brutalnie sfaulowany w meczu z Hondurasem, w jego obronie stanęło pół drużyny. Kilka lat temu podobne obrazki były nie do pomyślenia.

Na co ich stać w Brazylii? Domenech uważa, że Francja może być wielka, ale dopiero na swoje Euro 2016. Wtedy trzon reprezentacji będą w większości tworzyć mistrzostwie świata do lat 20 z ubiegłego roku, dziś dopiero wprowadzani na salony.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.