Facebook Google+ Twitter

Mitologia kowbojskiego życia na nowej płycie Jasona Aldeana

"My Kinda Party" to poprawny, rockowo-countrowy album bez żadnych większych fajerwerków stylistycznych, żadnych większych crossoverów. Płyta ładna, równa, spokojna, muzyczne relanium dla każdego zajęczego serca.

Okładka płyty "My Kinda Party" Jasona Aldeana. Fot. Piotr Balkus / Fot. Materiały artystyJason Aldean - tego pana poznałem dzięki programowi American Idol, w którym występował gościnnie i zaśpiewał z Kelly Clarkson piosenkę ze swojej najnowszej płyty "My Kinda Party". Kowbojski kapelusz zsunięty na czoło, kowbojska koszula w kratę, kowbojskie spodnie... Kowboj śpiewający rock-country - tyle i aż tyle. Z Wikipedii dowiedziałem się, że facet pochodzi z Macon (Georgia), obecnie mieszka z żoną i dwójką dzieci w Nashville i nagrał wcześniej 3 płyty (które przegapiłem...). Nie czekałem długo, zaraz zdobyłem tę jego nową płytę i włożyłem do odtwarzacza.

Pierwsze cztery piosenki wydały mi się ciekawe, ale dopiero piąta, "Fly Over The States" przyniosła te dreszcze na które czekałem. Mimo że to rockowo-countrowa kompozycja, pełna jest bluesowego smutku, jakiejś tęsknoty za czymś utraconym. Utwór nasycony nazwami amerykańskich miast brzmi jak litania i opowiada o przyjemności podróżowania po Stanach "from New York to Los Angeles", zobaczenia pełni księżyca w Kansas i dziewczyny z Amarillo... Piękna, bajkowa, chwytająca za serce opowieść o starej dostatniej Ameryce, tej sprzed zamachów na WTC. "Take a ride across the Badlands, feel that freedom on your face, breath in all the open space".

Podobna w przekazie jest pieśń "Country Boys World", opowiadająca o miejscach magicznych dla samego Aldeana, który opisując sielskie życie gdzieś na farmie, zrywanie brzoskwiń z drzew, próbuje przekonać słuchacza do swojego kowbojskiego stylu życia. I myślę że to mu się udaje. Człowiek słucha takiej płyty i marzy by zaszyć się gdzieś daleko od zgiełku wielkich miast, wielkiego świata i w świętym spokoju prząść swoje poletko. Można powiedzieć, że ta piosenka to taka countrowa wersja "Wsi spokojnej, wsi wesołej" Kochanowskiego. Zresztą to porównanie można odnieść do całej płyty.

Siedząc w zimnej i deszczowej Europie na pewno odbieram tę płytę inaczej niż gdybym żył w słonecznej, szerokohoryzontalnej Ameryce. Ta muzyka smakuje na pewno cudowniej w trasie, po drogach i bezdrożach Ameryki, z czerwoną kulą słońca nad głową, z preriami i kaktusami po prawej, i z Wielkim Kanionem Kolorado po lewej.

"My Kinda Party" to poprawny, rockowo-countrowy album bez żadnych większych fajerwerków stylistycznych, żadnych większych crossoverów. Płyta ładna, równa, spokojna, muzyczne relanium dla każdego zajęczego serca. Tylko dwa fragmenty podnoszą niebezpiecznie ciśnienie: wspomniana już "Fly Over The States" i wspaniały duet z Kelly Clarkson "Don't You Wanna Stay", schowany pod koniec albumu.

Do tej pory myślałem że nikt nie potrafi opiewać uroków Ameryki jak Bruce Spingsteen, ale dziś już wiem że robi to równie dobrze Jason Aldean. Tyle że Springsteen na ostatnich swoich krążkach próbuje zamienić w mit tę XXI-wieczny, doświadczony przez terroryzm kontynent, a Aldean zanurza się głęboko w przeszłość i tylko (aż) wskrzesza o nim mity.

Amerykanie kochają country tak jak nikt inny. Zdaje się że miłość do tej muzyki mają we krwi. I wiem że nowy album Jasona Aldeana kupią miliony ludzi, niezależnie co napiszą o niej krytycy. Aczkolwiek krytycy są mu przychylni. Już jest on nominowany do prestiżowej Country Music Awards. Czy warta ich i moich zachwytów? Oceńcie sami. Jason Aldean, Fot. Wikipedia / Fot. http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Jasonaldean.jpg

Więcej o artyście i płycie na www.jasonaldean.com

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.