Facebook Google+ Twitter

Młoda skórka nie warta wyprawki

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-04-07 06:46

Odmłodzeni, oklepani kremami - nie wiemy, jak sobie poradzić z późniejszym wiekiem. Wieczna młodość jest tak samo nierealna jak marzenie o latającym dywanie albo o siedmiomilowych butach. Kiedy myśliciele Wschodu ze spokojem przyjmują upływ czasu, Zachód nie chce się z tym pogodzić.

Wschód powiada - ponieważ się urodziliśmy, będziemy musieli umrzeć. Zachód zaś robi wszystko, żeby młodość zatrzymać. Albo przynajmniej ją przedłużyć. I żyć tak, jakby starości, a nawet śmierci, nie było.

Przesada? Tylko trochę. Wystarczy przejrzeć kolorowe magazyny dla pań. Na okładkach panoszą się same młode twarze. A jeśli już pojawi się jakaś znana kobieta w kwiecie wieku, to wygląda tak, jakby to było jej odbicie sprzed dwudziestu, a nawet trzydziestu lat. Bez zmarszczek i obwisłej skóry. „Podciągnięta“ komputerowo, odchudzona. Koniecznie młoda i ponętna. Ale nienaturalna. W tych pismach czytamy głównie o tym, że nie wolno się dać upływowi czasu. Jeśli nie skalpel, to
może botoks. Mamy niezmordowanie katować się w siłowniach i na aerobikach. Całe strony poświęcone są reklamom kremów, które wygładzają i drenują naszą skórę (kieszeń przy okazji też).

Zawodowo kobieta dojrzała także musi udowadniać, że jest jeszcze młoda. Że ma werwę i refleks. Że nie dopada jej zmęczenie. A jeśli nawet, to tylko chwilowe. Bo inaczej straci „termin ważności“.
Starość zaś na co dzień jest nieestetyczna. Usuwana w cień. A umieranie traktuje się jak... nietakt czasami. Tak bardzo, że kiedy ostatnio w Łodzi na osiedlu domków jednorodzinnych próbowano zbudować hospicjum, mieszkańcy się oburzyli. Twierdząc, że takiego obiektu nie chcą. Bo ze śmiercią im nie do twarzy.

Dlaczego tak trudno nam zaakceptować upływ czasu? To, że się starzejemy, że umieramy?Fot. Dziennik Bałtycki

O kulcie młodości rozmawiamy z psychologiem, dr Elżbietą Zubrzycką


- Świat chyba oszalał. Młodość stała się kultowa. Dojrzałość wstydliwa. A starość... wręcz nieprzyzwoita.



- To prawda. Zauważyłam, że dyktatorami wiedzy i informacji o świecie zaczynają być coraz młodsi ludzie. Rozumiem zapalczywość młodości. Jej siłę. Ale ja oczekuję dojrzałej, poważnej refleksji, która by mnie wspierała w moim światopoglądzie. Ostatnio jednak przestałam już oczekiwać. Szkoda, bo trudno tak wyrzucać na śmietnik osoby, które przekroczyły któryś z kolei krzyżyk życia. U kobiet ten śmietnik pojawia się zresztą znacznie wcześniej. To jest już kulturowo przyjęte, że prezydentem, na przykład, może zostać siedemdziesięcioletni mężczyzna. A siedemdziesięcioletnia kobieta, od razu wiadomo, że się do niczego nie nadaje. Jest schorowaną staruszką, która nie może piastować żadnych poważnych, intelektualnych funkcji.



- Może co najwyżej wnuki bawić.


- No i oczywiście wspierać przemysł farmaceutyczny. Ponieważ bardzo mocno się na nią naciska, co też powinna sobie kupić, żeby utrzymać swoje zdrowie w jako takim stanie. Bo wmawia się nam choroby. Kiedy się czyta jakieś wyniki badań na temat zdrowia, to trudno sobie wyobrazić, że człowiek starszy mógłby być zdrowy. On się musi suplementować różnymi specyfikami. A jeżeli - nie daj Bóg - jest zdrowy, to przynajmniej proponuje mu się jakieś witaminy. Zresztą już przysłowia ludowe robią nam krecią robotę. Mówi się, że jeśli po pięćdziesiątce się budzisz i nic cię nie boli, to znaczy, że umarłeś. Ludziom wciska się do głowy takie głupoty. I oni to potem traktują jak znaki drogowe, respektując je, w przeciwieństwie do tych na szosie. Naprawdę myślą, że w tym wieku powinno im coś doskwierać. Więc w pewnym momencie podupada w nich chęć i wola życia.



- Skąd więc tak silny kult młodości?


- Jeżeli popatrzymy na statystyki, to wynika z nich, że my nie wiemy, co zrobić z tym późniejszym wiekiem. Historycznie mamy to nieprzerobione. Jeszcze sto lat temu czterdziestego roku życia dożywało siedemnaście procent kobiet. Nie oswoiliśmy się na dobre ze starością. Zresztą z zadziwieniem w społeczeństwie nadal przyjmuje się okres menopauzy i pomenopauzalny. Wokół niego narosło wiele mitów. Mężczyźni boją się kobiet po menopauzie, ponieważ mają wrażenie, że one straciły atrakcyjność kobiecą. A przecież to może być piękny moment przełomowy. Moment, który wiedzie ku czemuś nowemu. Tymczasem u nas patrzy się na to tak - klamka zapadła, ty już jesteś staruszką.



- W dodatku same media nam nie pomagają. W kolorowych magazynach dla pań czytam, że jeśli jestem dojrzała, to mam się odmłodzić. Jedyny problem, jaki tam widzą, polega na tym, że muszę wybrać między skalpelem a botoksem, na przykład.


- Joan Borysenko w „Księdze życia kobiety“ pięknie pokazuje, jak przed nami w dojrzałym wieku otwierają się nowe ścieżki i nowe etapy, jak odkrywamy duchowość. I że często ten wiek dojrzały jest dużo ciekawszy, niż ten wcześniejszy. Ta książka otworzyła mi wrota do świata. Tego przyszłego. Byłam wtedy przed czterdziestką i bardzo się bałam tej magicznej daty. A teraz widzę, że rzeczywiście jest tak, jak ona napisała. Dzieci wyrosły. Sprawy domowe nie są już tak istotne. Człowiek patrzy szerzej, cieszy się bardziej światem. Docenia kolory, zapachy, śpiew ptaków. Bo już nie siedzi w pieluchach. I nie patrzy tylko na patelnię albo pralkę od środka. Wyjęcie z głowy tych spraw to inny świat. Inny czas. Zresztą kobiety często na pytanie - ile chciałabyś mieć lat, odpowiadają, że może by sobie urwały z życiorysu osiem lat. Ale nie więcej. A jeżeli więcej, to chyba że z dzisiejszym rozumem. Czyli to, co my zyskujemy na poziomie duchowym, jest czymś ważniejszym. Czymś, czego nie zamieniłybyśmy na młodą skórkę.



- No, ale ta presja w mediach, że trzeba być pięknym, młodym i bogatym... Ta histeria.


- Ależ ona jest napędzana ekonomicznie. Przecież te reklamy zbudowane są na schemacie - nie jesteś doskonała, ale możesz się poprawić. Zawstydzają i uderzają w najbardziej delikatną i czułą stronę kobiety. Kobiety krytykowanej, osoby z drugiego rzędu. Musimy to cały czas nadrabiać. Bardzo łatwo uderzyć nas w czuły punkt i powiedzieć - no jak to, nie wstydzisz się wyjść na plażę? Przecież masz cellulit. A co z twoimi gołymi ramionami? Czy nie są sflaczałe? Czyli najpierw podważa się poczucie wartości kobiety. A potem się ją zachęca, żeby sobie to poczucie wartości pieniężnie nadrobiła.



- Dajemy się w tak prosty sposób podejść?


- Pan Bóg stworzył nas dużo normalniejszymi, niż próbuje nam to wmówić nasza kultura. Jeżeli ktoś się zachowuje zgodnie z tymi naturalnymi impulsami, to musi się czuć nienaturalnie. Większość mężczyzn lubi kobiety krąglejsze. Ale się tego wstydzi. Bo kanon urody jest inny. Więc on udaje, że lubi chude. Tylko tak się jakoś składa, że każda jego kolejna narzeczona ma troszeczkę bioderek i bardziej okrągłą pupcię. Moda teraz niezwykle mocno foruje kobiety o kształcie chłopca. Bądź młoda i wyglądaj jak młody chłopiec - bez biustu i talii, jak wieszak. Mam wrażenie, że znaleźliśmy się w jakimś ślepym zaułku ewolucji.



- Dojrzała kobieta staje się dzisiaj przezroczysta. Nie tylko na ulicy, ale też często w pracy. Nieatrakcyjna bywa także zawodowo.


- W pracy może tak. Ale w naszym środowisku prywatnym nie. To tylko kwestia naszej wewnętrznej potrzeby uśmiechu do życia. Nie dajmy się zgnębić „palantom“, którzy wypisują, że jak skończyłyśmy dwadzieścia lat, to skóra już nie taka. I kiedy pierwsze zmarszczki się pojawiają, trzeba sobie wklepywać to i tamto. Codziennie i co innego, w każdy centymetr kwadratowy skóry.



- Więc co, omijać te porady? Te nawoływania do pracy nad sobą?


- Niektóre z tych porad są fajne. Warto się rozwijać. Ale uczyć się ich tak, jak się uczy nowych przepisów w kuchni. Może mniej zwracajmy uwagę na walkę z niedoskonałościami naszej figury, a bardziej na to, żeby umieć wreszcie rozmawiać z partnerem. Ważny jest rozwój, a nie tępienie. Bo czyż nie jest tępieniem mówienie mi, że mój celullit przyniesie mi wstyd na plaży? Otóż mi nie przyniesie. Ponieważ nawet jeśli go mam, to widocznie mam go mieć. Taka moja natura. I niewiele da się z tym zrobić. Ale nie może to być wytyczną życiową. Lepiej na plaży uśmiechać się do świata. Czuć piasek pod stopami. I to, że jest ciepło.



- Dojrzałość to jeszcze pół biedy. Ale starość... tu dopiero zaczynają się schody.


- Jeśli tak myślimy, to się zaczynają.



- Starość jest nieestetyczna, brzydka i samotna.


- My i tak jesteśmy dużo bardziej rodzinnym krajem niż inne. U nas całe pokolenia mieszkały w jednym domu. Więc czujemy się zobowiązani do opieki nad ludźmi starszymi. Poza tym nie akceptujemy form instytucjonalnych opieki. Zaprzyjaźniona ze mną starsza pani opowiadała mi, w jaki sposób przeżyć tunel nocy. Jest zupełnie samodzielna, ale ma chore serce i boi się, czy dożyje rana. Czy będzie w stanie sięgnąć po telefon albo obudzić sąsiadów, kiedy poczuje się źle. Chętnie, jak mi powiedziała, włączyłaby taki monitor w nocy, żeby ktoś na nią patrzył, jak śpi. I czuwał. Gdyby się działo coś złego, mógłby zareagować. To byłaby dobra formuła dla samotnych. Pozostawienie samodzielności, a jednak piecza z daleka.



- Ale obserwuję naszą niechęć do ludzi starszych.


- Bo nasze społeczeństwo nauczyło się żyć za blisko. Teściowa pod jednym dachem - to nie. Bo zagląda do mojej pralki, garnków i do szafy, sprawdzając, czy mam równo poukładane. A w innych krajach, gdzie się mieszka osobno, fajnie by było, gdyby ona wpadła i dziećmi się zajęła. A ona niestety nie może, bo właśnie idzie do fryzjera, ponieważ wieczorem ma spotkanie towarzyskie. Za blisko źle, za daleko też źle.



- Do starości nasz stosunek jest zaburzony. Ale do śmierci też. Jak ostatnio pokazuje ta historia z hospicjum w Łodzi. Prawdę powiedziawszy, sama nie wiem - jak bym się zachowała na miejscu tych ludzi.


- Ja może powiem coś bardzo niepopularnego. Ale ja tych ludzi rozumiem. Ich zachowanie wynika ze strachu. Cierpienie, choroba i śmierć są zwykle od nas tak daleko, że wyobrażając je sobie, nasz strach robi się jeszcze większy. Chcemy być daleko od śmierci, udawać, że jej nie ma. Nie zabieramy dzieci na pogrzeby. Przynajmniej te, które już coś rozumieją. Po co mają przeżyć szok. Nie żegnamy się ze zmarłymi. Nie jesteśmy przy umierającym. Nie widzimy, jak naturalnym procesem jest śmierć. Ale tylko dlatego, że my tak naprawdę panicznie się boimy. My nawet nie wiemy, jak się zachować wobec ludzi umierających. Nikt nas tego nie uczy. Śmierć jest pewnym tabu. A to przecież element życia. I trzeba się z tym pogodzić. Trzeba wyczuć zdrową granicę - szanując ten ludzki lęk, ale też nie uciekać od niego.



Elżbieta Zubrzycka, doktor psychologii, wieloletni pracownik Uniwersytetu Gdańskiego, obecnie prezes Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego. Autorka książek popularnonaukowych: „Schudnąć bez diety“ oraz „Narzeczeństwo, małżeństwo, rodzina. Rozwód“ i bajek dla dzieci. Jedna z nich - „Słup soli“ stała się szkolną lekturą.

Ryszarda Wojciechowska


r.wojciechowska @prasa.gda.pl



Buddyści mówią z uśmiechem - ponieważ dziś jesteśmy młodzi, jutro będziemy starzy. Więc może lepiej powtórzyć za Faustem Goethego: „Trwaj chwilo, jakże jesteś piękna“ niż gonić za utraconą młodością, bo to na pewno stracony czas...



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jakub Lech
  • Jakub Lech
  • 02.02.2012 11:55

a co niby ma mówić ktoś, kto nie jest juz młody o młodości? Tworzy sobie, że jest okej.

Komentarz został ukrytyrozwiń
natalia   złoch
  • natalia złoch
  • 27.09.2010 14:46

gupie to,a wogule to gopoty

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.