Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19851 miejsce

Młodzi polscy projektanci walczą o klientów i sławę

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-08-15 10:58

Namówienie sławnego aktora do wzięcia udziału w pokazie, to dla projektanta ogromny sukces i nadzieja na kolejnych klientów.

Dorota Salska, świeżo upieczona absolwentka kolegium mody, trzyletnich studiow z zakresu projektowania w łódzkiej ASP. Dorota w ciągu roku przygotowuje dwie duże kolekcje bielizny. Fot. Paweł Nowak Mają słabość do twórczości wielkich kreatorów, chociaż w portfolio wielu z nich można znaleźć kolekcje, jakich nie powstydziliby się styliści ubierający hollywoodzkie gwiazdy. Młodzi projektanci, absolwenci Wydziału Tkaniny i Ubioru Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, mają talent, dyplom prestiżowej uczelni, a wokół łódzkie zagłębie tekstylne i odzieżowe. Czy to wystarczy, żeby dyktować trendy w modzie i, wzorem Arkadiusa, zarabiać na autorskich kolekcjach?

Scenariusz pierwszy: butik i nazwisko

Tak chcieliby pracować wszyscy: autorskie studio mody przy głównej ulicy handlowej, szyld z nazwiskiem znanym z kobiecej prasy i setki zamówień, w których będą się pokazywać jeśli nie zagraniczne, to przynajmniej rodzime gwiazdy i gwiazdki show-biznesu. Dla większości, choćby najzdolniejszych i najlepiej zapowiadających się młodych projektantów, to jednak scenariusz nierealny, rodem z telewizyjnego tasiemca „Moda na sukces”.

– Designerski światek rządzi się własnymi prawami – twierdzi Dorota Salska, świeżo upieczona absolwentka kolegium mody, trzyletnich studiów z zakresu projektowania na łódzkiej ASP. – Niestety, praca na własny rachunek jest możliwa jedynie przy pomocy sponsora. Do tego potrzebne są znajomości z ludźmi, którzy będą młodego twórcę promować.

Zasada jest prosta. Żeby na autorskie ciuchy znalazł się kupiec, kolekcja musi ujrzeć światło dzienne. Dobrze, jeśli zostanie zaprezentowana na pokazie mody, na którym pojawią się fachowcy i bywalczynie warszawskich salonów. Jeszcze lepiej, gdy trafi do magazynu poświęconego najnowszym trendom i zostanie atrakcyjnie pokazana. Jeśli na dodatek wypowie się na jej temat ekspert, a obok zdjęć znajdzie się adres sklepu i numer telefonu projektanta, wówczas jest prawie pewne, że kolekcją ktoś się zainteresuje. W przeciwnym razie zostanie skazana na niebyt.

Ważne są znajomości w świecie filmowym. Namówienie sławnego aktora do wzięcia udziału w pokazie to dla projektanta ogromny sukces i nadzieja na kolejnych klientów.

– Do naszej ostatniej kolekcji udało nam się pozyskać Magdalenę Cielecką, aktorkę uważaną w środowisku za jedną z lepiej ubranych gwiazd – mówi Rafał Michalak, projektant młodego pokolenia. – Tak znana twarz w naszej kolekcji to wielki skarb i gwarancja sukcesu. Nie mniejszą rolę odgrywa też miejsce pokazu. W zasadzie liczy się tylko Warszawa. Łódź dla świata mody jest teraz miastem bez znaczenia – mówi z żalem projektant. – Wiedzą o tym nie tylko producenci odzieży i przedstawiciele wielkich firm konfekcyjnych, ale też branżowi dziennikarze i fotoreporterzy z kolorowych magazynów, którzy na większość łódzkich imprez po prostu nie przyjeżdżają.

fot. MWMEDIAScenariusz drugi: moda na kawę

Wielu absolwentów ASP twierdzi, że miasto, które od dwóch stuleci jest polskim zagłębiem tekstylnym, nie stwarza młodym projektantom odzieży warunków do rozwoju. – To zaścianek, gdzie 60 procent mieszkańców ubiera się w „Ptaku” lub w kartonach z chińskim bublem, a bardziej zamożna mniejszość czeka na wyprzedaże w markowych butikach – odzywają się rozgoryczone głosy.

Okazuje się jednak, że nawet w Łodzi mają szansę zakiełkować ciekawe pomysły. Trzy lata temu kawiarnię i studio mody w jednym otworzyła przy Piotrkowskiej Agata Wojtkiewicz, absolwentka ASP. Pret a Cafe – bo tak nazwała swoją kawiarnianą pracownię – wiele osób traktowało jako fanaberię, która nie przyniesie niczego prócz długów. Dziś Pret a Cafe to miejsce spotkań klientek projektantki.

– Początki nie były najłatwiejsze – przyznaje Agata. – Ale liczyłam, że kawiarnia to miejsce bardziej popularne niż zwykły sklep. Butik omija bardzo wiele kobiet, myśląc, że ciuchy od projektanta kosztują majątek. Na kawę zaś przychodzi sporo osób, po prostu poplotkować. I wtedy dowiadują się o nowych kolekcjach i posezonowych wyprzedażach.

Scenariusz trzeci: stylista pod linijkę

Jeszcze na studiach wielu przyszłych projektantów zaczyna pracować w branży odzieżowej. Niektórym udaje się nawiązać współpracę ze znanymi markowymi producentami, inni trafiają do małych firm konfekcyjnych, stając się ich czołowymi projektantami.

Anna Wesołowska z Krajowej Izby Mody w Łodzi uważa, że oba scenariusze są korzystne.

– Zwykle małe firmy zostawiają im większy margines swobody – mówi specjalistka od łódzkiego rynku odzieżowego. – Jeśli tylko kolekcja się sprzedaje, a projektant trafia w gust odbiorcy, ma duże pole do popisu – uważa Wesołowska. – Praca dla dużych, markowych firm, niestety, zwykle wiąże się z dużą eksploatacją młodego artysty. Zazwyczaj nie pozwala mu się na zbytnie rozwinięcie skrzydeł. Czasem jednak warto wytrwać, bo są tam zwykle znacznie większe możliwości.

– Najlepszym rozwiązaniem jest praca dla firmy, która daje projektantowi swobodę działania – uważa Dorota Salska, tworząca dla łódzkiej firmy bieliznę damską. – Na pierwszym roku szukałam pracy, która pozwoliłaby mi na opłacenie studiów. Okazało się, że nie mogłam lepiej trafić. Firma akurat rozwijała działalność. Zaczęłam projektować odważną, ale klasyczną bieliznę. Nie mam żadnych ograniczeń, bo mojemu szefowi podoba się niemal wszystko, co wymyślę, a ja mam głowę pełną pomysłów. I chyba wspólnie dobrze trafiamy, bo nasza bielizna świetnie się sprzedaje.

fot. MWMEDIADorota Salska w ciągu roku przygotowuje dwie duże kolekcje bielizny. Nie boi się odważnych krojów. – Minęły już czasy, kiedy kobiety nosiły barchany – śmieje się projektantka. – Teraz bielizna traktowana jest jak druga skóra: musi być piękna, wygodna i podkreślająca kobiecość. O tym wiedzą już nastolatki.

Scenariusz czwarty: co trzy głowy, to nie jedna

Wielu projektantów wierzy, że droga do kariery jest jedna: najpierw chałtura u producenta odzieży i odkładanie pieniędzy, by w końcu po latach otworzyć własne atelier. Okazuje się jednak, że można to zrobić dużo szybciej.

Trio łódzkich projektantów: Rafał Michalak, Małgorzata Czudak i Ilona Majer, tuż po studiach znaleźli pracę w dużych firmach odzieżowych. Jednocześnie otworzyli własne studio mody. Dziś są czołowymi polskimi designerami.

– Każdy z nas zarabia na życie, projektując tak zwaną masówkę, w której zresztą chodzi pół Polski, bo to znane i popularne krajowe marki – mówi Rafał Michalak. – Ale jednocześnie przynajmniej raz, dwa razy do roku pokazujemy nasze autorskie kolekcje, w których kształt nikt nie ingeruje. Dla młodego projektanta nie ma chyba lepszej sytuacji.

Ich studio wystawia swoje kolekcje w Warszawie, na autorskich pokazach. Pokazowe kolekcje można oglądać w kolorowych magazynach. Szyją dla gwiazd polskiego show-biznesu. Zamówień mają tyle, że czasem nawet wybrzydzają.

– Nasze pierwsze kolekcje powstawały z tkanin, na jakie mogliśmy sobie pozwolić – wspomina Rafał. – Dziś stać nas na to, żeby polecieć do Mediolanu czy Paryża po piękny jedwab czy kosztowne dodatki.

Projektanci przyznają, że polski rynek odbiorców ekskluzywnej mody jest bardzo trudny.
– Nie ma u nas mody na polski produkt i polską, szeroko pojętą sztukę. Polacy snobują się w zagranicznych markach i tracą głowy dla metki z napisem Gucci czy Prada. To zupełnie inaczej niż na Zachodzie, gdzie autorskie kolekcje młodych projektantów cieszą się dużym zainteresowaniem. Mam znajomą Amerykankę, która przyjeżdża do Warszawy w poszukiwaniu ciekawych autorskich ciuchów i szaleje na punkcie naszej porcelany.

Scenariusz piąty: a może jednak Łódź?

– Nie jest tak dramatycznie, ja ciągle wierzę w moją Łódź – śmieje się Larysa Klejman, wschodząca łódzka projektantka. – To prawda, że wśród młodych twórców panuje przekonanie, że jeśli coś osiągnąć, to tylko w Warszawie lub za granicą, ale dzięki temu zostawiają mi większą przestrzeń do działania...

Larysa w tym roku obroniła dyplom na ASP. Pokazała też kilka swoich kolekcji, które zostały zauważone w designerskim światku. Jedną, składającą się z sukni wieczorowych i garniturów, zainteresowała się niemiecka firma odzieżowa. – Może warto iść czasem pod prąd. Ja chciałabym zostać w Łodzi i tu pracować na swoje nazwisko – mówi.

Gzie się pokazać

Złota Nitka: organizowana przez Międzynarodowe Targi Łódzkie, ma promować młodych projektantów. Można do niej zgłaszać kolekcje w dwóch kategoriach konkursowych: pret-á-porter (modny standard) i premiere vision (awangarda)
Moda Folk: i mpreza sygnowana przez Krajową Izbę Mody, mająca na celu zainteresowanie projektantów mody zanikającą tradycją sztuki ludowej i ubiorów etnicznych
Jeans Design: organizowany przez KIM konkurs dla projektantów wykorzystujących w swoich kolekcjach jeans, zainteresowanych nurtami mody młodzieżowej
Projektant i producent roku: konkurs KIM, promujący młodych projektantów ukrywających się pod markami znanych polskich firm odzieżowych. Wygrywa firma i tworzący dla niej projektant
Magda Szrejner





Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Katarzyna Doniec
  • Katarzyna Doniec
  • 13.05.2011 09:45

Witam wszystkich młodych projektantów, dla których mam propozycję współpracy. Jeżeli projektujecie i szyjecie i nie macie okazji pokazać swoich prac to zapraszam. Więcej informacji pod nr tel 505 789 368. pozdrawiam Doniec Katarzyna

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.