Pozycja materiału w rankingach:
Autor usunął profil
W kawiarenkach internetowych w wielkich miastach gęsto jest od nastolatków. Tymczasem w górskich wioskach naturalnym jest widok dziecka maszerującego z tornistrem na plecach i małym plastikowym krzesełkiem pod pachą, by miało na czym usiąść w szkolnej salce.
Minh’nem na czele. Place pod uniwersyteckimi campusami zapełnione są rowerami, na ulicach spotyka się piękne studentki ubrane w lekkie spodnie i długie tuniki w kolorach bieli, kości słoniowej czasem różu lub błękitu. Przez miasto płynie rzeka o magicznej nazwie - Perfumowa, nad brzegiem, której spotkać można uczących się lub wagarujących parami studentów. Nic dziwnego, że o Hue mówi się, że to miasto zakochanych.
Wietnam o powierzchni przybliżonej do Polski zamieszkuje dziś 80 milionów ludzi. Prawie wszystkie większe miasta leżą nad morzem oraz w deltach rzek: Czerwonej i Mekongu. Zagęszczenie jest tu naprawdę duże, a ziemia poprzetykana siecią rzek i rozlewisk utrudnia komunikację. Dlatego nawet małe wioski mają tu swoje szkoły podstawowe. Do gimnazjum czy liceum uczniowie zwykle mają już dużo dalej. Ośrodki studenckie mieszczą się tylko w kilku miejscach, we wspomnianym Hue, w stolicy Hanoi oraz w dawnym Sajgonie, dziś - Ho Chi Minh.
Szkoła w Wietnamie jest obowiązkowa. Wszystkie dzieci w wieku 6 lat powinny zacząć swoją edukację. Jednak rzeczywistość jest inna. Są grupy społeczno-etniczne, gdzie dzieci do szkoły nie chodzą, a państwo przymyka na to oko. Różnice są tu bardzo wyraźne. W kawiarenkach internetowych w wielkich miastach gęsto jest od nastolatków. Tymczasem w górskich wioskach naturalnym jest widok dziecka maszerującego z tornistrem na plecach i małym plastikowym krzesełkiem pod pachą, by miało na czym usiąść w szkolnej salce.
Z kolei maluchy, które mieszkają wraz z rodzicami na łodziach, na morzu lub wielkiej rzece Mekong, nie uczą się pisać i czytać. W ich świecie te umiejętności są zdecydowanie na dalszym planie. Istotniejsza jest tu zaradność życiowa i umiejętność walki z dziką przyrodą.
Każda z nich miała zasłoniętą chustką twarz, chroniącą przed zbyt palącym słońcem. Bawił je mój szeleszczący język i jasny kolor skóry. Mae pisała na piasku patykiem imiona swoje i swoich towarzyszek. Była z nich zdecydowanie najmłodsza i jako jedyna znała trochę język angielski (od kilku lat w szkołach obowiązkowa jest nauka języka obcego – głównie angielskiego). Gdy w okrągłych łódeczkach przypłynęli rybacy, Mae zaciągnęła mnie do pomocy mężczyznom. Pokazała mi jak płukać i obierać ryby.
Nie znaczy to, że dzieci, które uczęszczają do szkół, spędzają czas wyłącznie na nauce. Często pomagają w rodzinnych interesach, w sklepikach i restauracyjkach. Lubią obserwować, a czasem brać udział w tańcach smoków czy szaleć w trakcie Luna Yaer. Zobacz także:
Artykuły
(4)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.67)
Miejscowość: wrocław | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Jan Kłosovvski 30.11.2006 14:39
Piszesz, z Wietnamu, czy już z Polski?
Agnieszka Wasztyl 30.11.2006 13:43
Swietny artykul!!!!!! olbrzymi plus!!
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +7309)