Facebook Google+ Twitter

MLS czyli piłkarski fundusz emerytalny

David Beckham pożegnał się z Los Angeles Galaxy w mistrzowskim stylu. Nie był pierwszą osobistością z piłkarskiego panteonu, która wybrała się na podbój Stanów Zjednoczonych. I nie był pierwszą, której obecność nie przedefiniowała tam pojęcia futbolu.

 / Fot. EPA/PAUL BUCKW zespole Bruce'a Areny inkasował 6,5 mln dolarów rocznie. Czyli tyle, ile prawdopodobnie nie zapłaciłby mu żaden europejski klub, zważywszy na rok produkcji i stopień zużycia.

Do USA wybierał się przede wszystkim jako ikona popkultury. Uosabiał te cechy, które z automatu przypisuje się celebrytom z okładek kolorowych pism i telewizji śniadaniowych. Z własnego nazwiska chciał uczynić markę, z własnego życia - okno otwarte na tyle, żeby ciekawska publiczność mogła przez nie zajrzeć. Wszedł na rynek równie wielki, co wyjątkowo odporny na piłkarskie obyczaje.

Po pięciu latach marketingowa ekspansja kończy się umiarkowanym sukcesem. Przedsięwzięcie "Beckham" do pewnego stopnia przyczyniło się do popularyzacji piłki kopanej, ale nie zawładnęło wyobraźnią Amerykanów. I to mimo tego, że były skrzydłowy reprezentacji Anglii nie ograniczał się wyłącznie do aktywności na boisku - w Los Angeles założył akademię piłkarską, wraz z żoną wyasygnował własną kolekcje ubrań, brał udział w akcjach charytatywnych pod patronatem UNICEF.

Wcześniej amerykański szlak przecierali więksi i bardziej utytułowani od niego: George Best, Franz Beckenbauer, Johan Cruijff, Hugo Sanchez, Lothar Matthäus, Christo Stoichkov, ale przede wszystkim Pele.

Trzykrotny mistrz świata nie zawitałby do Nowego Jorku w 1975 r., gdyby jedna z jego firm nie wpadła w poważne kłopoty finansowe. W barwach ukochanego Santosu zdąży rozegrać pożegnalny mecz, zrezygnował z gry w kadrze Brazylii przed mundialem w Niemczech w 1974 r., już nigdy więcej miał nie wybiegać na boisko.

"Powszechne zdziwienie budził fakt, że Cosmos NY zdecydowali się na wydanie bajońskiej sumy za sportowca uprawiającego dyscyplinę zupełnie niepopularną w Stanach" - wspomina w swojej biografii pierwsze chwile w Stanach. Za kontraktem Brazylijczyka stał koncern Warner Communications (rozmowy toczyły się nawet na szczeblu międzypaństwowym), który dysponował również prawami do jego wizerunku. Jako że istotną część jego działalności stanowił przemysł filmowy, narzędzia promocji narzucały się same. Kręcono filmy szkoleniowe, organizowano spotkania z młodymi adeptami piłki.

Pele pełnił rolę ambasadora piłki nożnej z misją szerzenia jej kultury w kraju baseballa, hokeja, koszykówki; kraju, w którym sport bez ogródek definiuje się jako gałąź show-businessu, a słowo futbol zarezerwowane jest dla innej dyscypliny. Jeśli sam król najpopularniejszego sportu świata, swoim majestatem nie był w stanie długofalowo wpłynąć na jego zakorzenienie się, to nie mógł temu podołać małomówny i skryty Kazimierz Deyna, który po nieudanym związku z piłką angielską, przybył lizać rany w lepszym świecie. W książce "Deyna, Legia i tamte czasy" Stefan Szczepłek pisał, że w barwach San Diego Sockers były reprezentant Polski w półzawodowych rozgrywkach "mierzył się z amerykańskimi nastolatkami i podstarzałymi zawodnikami z Europy".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.