Facebook Google+ Twitter

Mobilizacja przed wyborami 12 listopada

W Polsce decyduje większość z mniejszości, która poczuwa się do obowiązku i w wyborczą niedzielę uda się do lokalu wyborczego.

Odnoszę wrażenie, że w Polsce na polityków narzeka większość. Później jednak owa większość w wyborczą niedzielę wcale nie kwapi się do tego, by oddać swój głos. Niezależnie od tego, czy miałby być wyrazem niezadowolenia względem jednej formacji, czy poparcia dla drugiej. W rezultacie decydują za nas „inni”. Przychodzi moment, w którym poznajemy zwycięzców i zaraz potem rozpoczynamy festiwal żalów, pretensji, uniesień. Byłbym to w stanie zrozumieć, jeśli frekwencja wyborcza wynosiłaby 70-80%. Wynikałoby z tego, że przejmujemy się losem ojczyzny, wyrażamy swoje zdanie w demokratycznych wyborach, a przy ewentualnych wpadkach rządzących – wyrażamy swój sprzeciw.

Sprawa wygląda jednak inaczej, jeśli politykę kształtuje średnio 40% rodaków. Ustrój demokratyczny ma to do siebie, że celem jest większościowe poparcie, niezależnie od tego ilu ludzi skorzystało z przywileju, jakim jest karta do głosowania. W rezultacie wygrywają ugrupowania, ludzie, którzy wcale nie cieszą się poparciem u statystycznej większości. Udało im się wygrać, dlatego że elektorat przeciwników nie zmobilizował się na czas wyborów. I dlatego też w Polsce sondaże wyborcze często przedstawiają zestawienia zupełnie różne od tych realnych. Inaczej mówiąc – mylą się. O ile o pomyłce może być tutaj mowa.

Dlaczego tak wielu Polaków nie poczuwa się do odpowiedzialności w tej kwestii? Często słyszalne argumenty, to m.in.: „nie mam czasu”, „nie mam ochoty”, „nie interesuję się polityką”, „nie ma odpowiednich kandydatów”. Wszystko na „nie”. Czy tak trudno zmienić nasze nastawienie? Może czas w dniu wyborów postawić wszystko na „tak”? Zwłaszcza, że decyzji takich nie podejmuje się codziennie. Frekwencja wyborcza to zdecydowanie nasza słaba strona. Raporty i podsumowania jednoznacznie pokazują, że zupełnie odsuwamy się od meritum sprawy. Demokracja to władza ludu. To lud wybiera swoich reprezentantów. A jeśli robi to coraz mniejsza część społeczeństwa, to cóż to za demokracja? Decydować ma większość. W Polsce decyduje większość z mniejszości, która poczuwa się do obowiązku i w wyborczą niedzielę udaje się do lokalu wyborczego.

Oczywiście sprawa nie jest taka prosta. Wielu ludzi nie może oddać głosu ze względu na problemy z zameldowaniem, głosowaniem w innym mieście, kraju. Nie każdy potrafi poradzić sobie z przepisami, przeszkodami. Z roku na rok takich trudności jest mniej, ale wciąż nie możemy głosować listownie, poprzez Internet. Wyznaję jednak zasadę, że dla chcącego nic trudnego. Czas można znaleźć (wybory nie odbywają się aż tak często), kandydata również (ideałów pewnie nie ma, ale wielu patrzy na rzeczywistość podobnie do nas) a trudności pokonać (chociaż wiem, że może to być uciążliwe). Trzeba chcieć.

Nie opowiadam się za przymusowym głosowaniem, jak ma to miejsce w kilku krajach. Zaprzecza to w pewien sposób wolności, na której chcemy się opierać. Opowiadam się jednak za odpowiedzialną wolnością. Taką, która pozwala nam się zmobilizować i działać. Poświęćmy więc te kilka minut w niedzielę 12 listopada. Nauczmy się współdecydować. Nie zostawiajmy tak ważnego wyboru innym. Zwłaszcza, że władza samorządów dotyczy nas najbardziej. Polacy, do urn!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

po części sami odpowiadamy za swoje wybory (lub nie). Ale zaniechanie jest czasami bardzo bolesne...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, tyle, że frekwencja spadła z niskiej, na bardzo niską. Nigdy nie było w tej kwestii dobrze. Oczywiście, że nie sprowadza się to do lenistwa w sensie fizycznym, ale 'lenistwa mentalnego'. Nie chcemy poznawać kandydatów, jesteśmy zmęczeni. Wybierają inni, a żyje się coraz gorzej. Pewnego rodzaju marazm.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeżeli chodzi o 12 listopada,to popieram agitacje,aby jednak pojść na wybory,bo to jest nasz obowiązek.Natomiast,sprawa wygląda troche inaczej niż przedstawił ja kolega,bo ludzie którzy nie chodzą na wybory przez okres 17 lat jednak chodzili.Zastanówmy się czy jest to lenistwo,czy brak wiary w polityke

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.