Facebook Google+ Twitter

Moc Realu, niemoc Barcelony

Wyścig o przywództwo w Primera Division nabiera rumieńców. W drugim meczu bez Cristiano Ronaldo Real znowu gromi, Barcelona bez Leo Messiego notuje pierwszą przegraną w lidze.

Carlo Ancelotti obwieścił, że skończył się czas adaptacji Garetha Bale'a. Walijczyk długo kazał czekać na swoje przebudzenie, ale hat-trick plus asysta rozwiewają wątpliwości, czy Madryt jest dla niego właściwym miejscem. Widocznie potrzebny był do tego brak Portugalczyka, bo jak trwoga to wszystkie oczy patrzyły w jego kierunku.

Niektórzy żartują, że 100 mln euro trzeba podzielić na dwie kwoty. Pierwsza to realna wartość Bale'a, druga - koszty przeznaczone na marketing, który utwierdził Królewskich na piedestale najbardziej ekskluzywnego klubu świata. Można było odnieść wrażenie, że były skrzydłowy Tottenhamu czuł na sobie usztywniający ciężar letniej przeprowadzki. Dynamiczne zejścia ze skrzydła i atomowe uderzenia prostym podbiciem były tylko wspomnieniem z Premier League. Do tego pochopne podejmowane decyzje, strzały z nieprzygotowanych pozycji, brak komunikacji przy próbach otwierających podaniach, a wszystko to okraszone bladym występem w El Clasico, kiedy nadawał się do zmiany po 30 minutach. Z Realem Valladolid trafił w czwartym kolejnym meczu, co ważne - to on otworzył wynik i manifestując własną wartość, dodaje hartu reszcie drużyny.

Po kontuzji do formy wrócił Xabi Alonso, absolutna ostoja, filar jednoczący ofensywę i defensywę. Marcelo znowu przypomina szarańczę, stabilny jak nigdy dotąd Angel Di Maria z każdym meczem potwierdza swoje walory. Fala, na której płynie Real, jest coraz wyższa.

* * *

Zgubienie punktów w kraju Basków, jednym z najtrudniejszych terenów w całej Primera Division, nie jest powodem do specjalnych wyrzutów sumienia. Athletic Bilbao, co prawda, to nie ta sama drużyna jak w pierwszym roku pracy Marcelo Bielsy, z bezlitośnie skutecznym Fernando Llorente i czyszczącym środek pola Javi Martinezem. Ale pod okiem Ernesto Valverde, który w ubiegłym sezonie poukładał chaotyczną Valencię, znowu mierzy w europejskie puchary. Wczoraj zneutralizował Barceloną, wbijając z ją rytmu może i topornie, ale z żelazną konsekwencją. Iker Muniain, stylem gry chyba najbardziej z całej linii przypominający wychowanków La Masii, sprawiał masę problemów defensywie, która do spółki ze zwykle słabo grającym nogami Jose Pinto rozdawała prezenty. W ostatnim kwadransie gospodarze mieli więcej okazji do podwyższenia wyniku, niż goście do wyrównania. Uchodzący raczej za mało zwrotnego Gaizka Toquero siał popłoch na linii Gerard Pique-Javier Mascherano.

Gerardo Martino chyba każdego poranka wykreśla z kalendarza kolejne dni do powrotu Leo Messiego. Czy musi jeszcze sam siebie przekonywać. że geniusz Xavi'ego i Iniesty objawia się najpełniej z udziałem Argentyńczyka? Zasadne jest wspomnieć o absencji Alby, Alvesa, o krótkiej ławce rezerwowych (brak Tello), ale mimo to obraz gry wyglądał na tak mało kataloński, że podniesienie rabanu wydaje się warte rozważenia. Nie sposób nie poruszyć tematu Neymara. Opinie o konieczności wprowadzenia dwuwładzy, pojawiające się przed sezonem, były mocno przesadzone. Brazylijczyk na razie prezentuje się dość skromnie, jakby miejscowy etos pracy krępował jego ruchy. Nie podchodzi do rzutów karnych, co świadczy o jego niskiej pozycji w hierarchii drużyny, na uderzenia decyduje się tylko w oczywistych sytuacjach. Cztery bramki w osiemnastu meczach - nawet Alexis Sanchez strzela częściej.

Efektywność - na dziś to słowo klucz, które zamknęło kłódkę z tiki-taką jej najlepszych lat.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.