Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

37881 miejsce

Mocno i Wyraźnie - drugi dzień III Festiwalu Kabaretu

Drugi dzień Festiwalu Kabaretu już za nami. W auli zielonogórskiego uniwersytetu zaprezentowały się trzy kabarety. Wczoraj każdy mógł znaleźć coś dla siebie, gdyż poszczególne kabarety zaprezentowały zupełnie różne podejście do sztuki

Zaczęło się od wybrania spośród publiczności dwóch członków kapituły, przyznającej zwycięzcom festiwalu statuetkę Ericha von Patisonha. Nie obyło się bez problemów, bo członkiem kapituły mogła zostać wyłącznie osoba posiadająca bilety na wszystkie części festiwalu. Dopiero za piątym podejściem udało się wylosować osoby spełniające to kryterium. Tak więc kadencja niektórych członków kapituły trwała niecałą minutę.

Kabaret Teatr Absurdu podczas pierwszego dnia Festiwalu. / Fot. Bartek KriegerJako pierwszy z programem „Dzielnia” wystąpił kabaret o wiele mówiącej nazwie Limo. W bardzo ciekawy, realistyczny i jednocześnie nieco przejaskrawiony sposób zaprezentował życie w wielkim mieście z perspektywy osiedlowego dresiarza, którego zagrał Abelard Giza i jego dziewczyny Marioli (Ewa Błachnio). Co ciekawe, już na samym początku artysta nawiązał krótki dialog z Olą, którą wybrał spośród publiczności. Speszona dziewczyna wzięła udział w kilku fragmentach przedstawienia. Scena z dresem w tle wzbudziła ogromną sympatię publiki. Aktorzy kabaretu Limo zapewne nie mieli problemów z zebraniem niezwykle oryginalnego osiedlowo-dresowego słownictwa. W konfrontacji z normalną polszczyzną tworzyło to mieszankę, która doprowadziła do tego, że publika płakała ze śmiechu.

Następnie scenę w posiadanie objęła Magda Mleczak z programem "Kariera Zdzisława Śrubki". Artystka nie miała łatwego zadania, wykonując tzw. stand up, czyli spektakl jednego aktora. Drobna brunetka w cielistych rajstopach i czarnej spódnicy kilka razy zmieniała role, aby opowiedzieć o Zdzisławie ustami kobiet, z którymi miał do czynienia. Pasjonująco opowiedziana historia życia i twórczości Zdzisława zyskała gromkie brawa publiczności. Jak zakończyła się historia Zdzisława Śrubki (a zaszedł naprawdę wysoko) musicie przekonać się sami. Potem Magda zaprezentowała nam swój nowy skecz, którego bohaterka za nic nie może poradzić sobie z zapachem... kozy w okazyjnie kupionym aucie. Kabaret w wykonaniu jednej osoby z pewnością nie należy do najłatwiejszych, aktor zdany jest wyłącznie na siebie - czasami trzeba robić dobrą minę do złej gry i liczyć na dobrą zabawę publiczności, ale Magdzie głos sie nie załamał ani na chwilę. Osobiście uderzyła mnie nie tyle treść skeczu ile sposób jego przekazania. Z pozoru prosta do przekazania i przewidzenia historia w głosie i gestach Magdy Mleczak stała się bardzo zabawnym skeczem, przy którym wielu widzów doskonale się bawiło. Niektórzy nie bardzo wiedzieli, na co konkretnie zwracać uwagę, bo cieliste rajstopy Magdy skutecznie odwracały uwagę od historii Zdzisława.

Kabaret Teatr Absurdu podczas pierwszego dnia Festiwalu. / Fot. Bartek KriegerJako ostatni zaprezentował się Kabaret Dno, o którym złośliwi mówią, że nazwę ma adekwatną do prezentowanego poziomu, z czym na początku całkowicie się zgadzałem. Ich forma kabaretowa polegała na używaniu wielu rekwizytów i częstych zmianach kostiumu. Stworzone przez nich rekwizyty bardzo często same wystarczyły do tego, aby publika płakała ze śmiechu. Artyści bez tych wszystkich gadżetów stanowiliby tylko przysłowiowy kwiatek do kożucha. Jakimś cudem kabareciarze zaprezentowali wyjątkowo udany, na szczęście nie przeładowany przedmiotami skecz pt. "Pierwszy dzień wiosny" w trzech odsłonach, obecnej, przyszłej i przeszłej. W pierwszej odsłonie wszystko przebiegło zgodnie z "dennym" stylem kabaretu Dno. Druga część to prezentacja trzech elegancko ubranych mężczyzn w stylu kabaretu Elita, przez cały czas pozostających niemal nieruchomo i żartobliwym tonem opowiadających tę samą anegdotę o topieniu marzanny, wędkarzach i niezdarnym policjancie. Publiczności najbardziej spodobała się trzecia odsłona, czyli... Jak spektakl wyglądał na początku. Udawany stres sceniczny, łamiący się głos, problemy z dźwiękiem, kłopoty z zapamiętaniem tekstu i kolejnością jego „odtwarzania” sprawiły, że widownia nie miała czasu zaczerpnąć oddechu między kolejnymi salwami śmiechu. Na bis Dno zaprezentowało zielonogórskiej publiczności słowno-muzyczny skecz pt. "Zorza polarna", gdzie oprócz Eskimosa z gitarą, główną rolę odgrywała para kopulujących fok. Za ten fragment, posiadający niewątpliwe walory artystyczne kabaret Dno otrzymał brązową statuetkę Ericha von Patisonha.

Po oficjalnej części kabaretu przyszedł czas na imprezy towarzyszące. Wybrałem nieustającą skecz sztafetę, – czyli eksperyment sceniczno-kabaretowy w wykonaniu grupy aktorów z różnych kabaretów. Nie polegał on na ciągłym opowiadaniu skeczy, lecz był to improwizowany spektakl, którego temat ustalono wraz z publicznością. Zadaniem kabareciarzy było utrzymanie wątku mówiącego o małżeńskiej kłótni z powodu brudnych skarpetek pozostawionych w pobliżu pralki. Momentami opisywane w skeczu mieszkanie przy wymyślonej Jodłowej 16 zamieniało się w gabinet chirurgii plastycznej, zakład pogrzebowy i warsztat samochodowy. Moim zdaniem ten skecz był bardzo udany, liczyła się spontaniczność i pomysłowość artystów, którzy nie byli przygotowani i nie wiedzieli, jakie role przypadnie im zaprezentować, a w mgnieniu oka musieli stworzyć pasującą do całości kwestię. Publiczność z zaciekawieniem śledziła losy bohaterów, co chwilę słychać było salwy śmiechu dobiegające nie tylko spośród publiczności lecz także zza kulis kabaretowej sceny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

+fajnie było :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.