Pozycja materiału w rankingach:
Bogato zdobione arabskie fajki wodne zyskują coraz więcej zwolenników. Turyści wyjeżdżają na urlop do Turcji czy Egiptu, a tam tzw. szisze można spotkać niemal na każdej ulicy. Ci, którym spodobał się rytuał, kupują je później... w Łodzi.
– Sprzedajemy o połowę więcej fajek niż dwa lata temu – mówi Jehad Saleh, właściciel sklepu z artykułami orientalnymi. Popularność fajek wodnych docenili właściciele pubów, kupując je do
swoich lokali. – Coraz więcej ludzi korzysta z sziszy. Najczęściej
młodzież, choć ostatnio rozpalaliśmy fajkę dla grupy czterdziestolatków
– mówi Marek Suliga z pubu przy pl. Wolności.
Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Agata Szilagyi 09.11.2006 22:30
Hehe :) Jako posiadacz i smakosz fajki wodnej, w życiu nie zapaliłabym z takiej fajki, która ma dwa końce. To już jest jakieś europejskie rozwiązanie, bo nie widziała nigdy czegoś podobnego w Turcji. Wiadomo, Polacy idą zawsze na łatwiznę ;) a to nie o to chodzi...
Cały urok w tym, że sobie przekazujemy "weżyka" i to nie byle jak. Osoba podająca fajkę robi to w sposób taki, żeby osoba biorąca od niej wężą mogła jednosześnie klepnąć ją dwa razy po zewnętrznęj części dłoni.
Sheesha (Nargile) to nie papierosy, to ma głębsze znaczenie... Napiszę o tym niebawem artykuł :)
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +7309)