Facebook Google+ Twitter

Moda na Kubicę

Robert Kubica, pierwszy i jak dotąd jedyny Polak w wyścigach Formuły 1, po tragicznym wypadku podczas wyścigu Ronde di Andora we Włoszech zyskał wielu nowych fanów. Ilu ich jest i jak długo pozostaną sympatykami rajdowca?

 / Fot. Mark McArdle, Creatice Commons 2.0 http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Robert_Kubica_2007_Canada.jpg&filetimestamp=20080610144724 Wiadomość o tragicznym wypadku Roberta Kubicy zdominowała doniesienia medialne ubiegłej niedzieli. We wszystkich serwisach informacyjnych, na czołówkach gazet i portalach internetowych bez trudu można było odnaleźć informację o aktualnym stanie zdrowia naszego rodzynka w Formule 1. Żył tym cały sportowy świat. I nie tylko.

Samochód kierowany przez Kubicę uderzył bokiem w barierę, odbił się i skierował w nią przodem. Metalowa bariera nie wytrzymała. Jeden z jej elementów przebił się do wnętrza auta, raniąc Roberta. Przeszył samochód na wylot i wyszedł przez bagażnik. Polak doznał wielomiejscowych złamań prawej ręki i nogi oraz uszkodzenia kości dłoni. Wszyscy nerwowo czekali na kolejne doniesienia ze szpitala, w którym operowano kierowcę.

Moda na Formulę 1 zapanowała w Polsce od 2006 roku kiedy to Robert zasiadł za kierownicą bolidu i uświadomił nam, że może rywalizować z najlepszymi kierowcami na świecie. Wiele rodzin zasiadało w niedzielne popołudnie, aby śledzić, jak potoczy się kolejny wyścig. Zapewne wielu z nich i teraz z zapartym tchem śledziło doniesienia o zdrowiu Roberta. Nagle pojawiło się też wielu nowych fanów. I nie ma w tym nic dziwnego. Wszyscy interesowali się zdrowiem jednego z najbardziej rozpoznawalnych Polaków na świecie.

Nikt nie ma monopolu na kibicowanie. Zastanawiające dla mnie w tym wszystkim jest jedno. Ilu z tych nowych fanów dalej będzie interesować się wyścigami i na jak długo zostaną z Robertem? Czy to nie tylko chwilowa moda wykreowana przez media, której bezwiednie ulegamy? Stworzona na popularnym portalu społecznościowym Facebook grupa "Trzymamy kciuki za Roberta Kubicę" ma już ponad 170 tysięcy fanów. Ilu z nich usłyszało o wyścigach bolidów F1 dopiero po tragicznym wypadku Kubicy? Nie potępiam kibicowania "od wielkiego dzwonu". Uważam jednak, że kibicem jest się zawsze. Nie tylko wtedy gdy w mediach robi się szum dotyczący danej dyscypliny za sprawą jakiegoś ważnego wydarzenia.

Tragiczne wydarzenie z udziałem Kubicy na pewno przyniesie wyścigom Formuły 1 większą popularność i rozgłos. Szkoda tylko, że do zainteresowania się daną dziedziną potrzeba, aż tak dramatycznych zdarzeń.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

To jedna strona medalu, a druga to tzw. kibice sukcesu. Wystarczy, że dany sportowiec odniesie w którejś z dyscyplin jakikolwiek medialny sukces i już robi się zamieszanie- xxxmania, wywiady z babcią, sołtysem, koleżanką z wojska, psem... Ludzie z dnia na dzień deklarują wielką miłość do danego sportowca, by później po, często chwilowej, zniżce formy wieszać na nim psy i nawoływać do zakończenia kariery...

Panie Kamilu ja oglądałem Małysza przed sukcesami (bardziej chyba pomiędzy, bo już na początku kariery miał wielki przebłysk i potem zgasł na kilka lat) i mówię szczerze - szlag mnie trafiał i kląłem jak szewc... A później było mi głupio ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.02.2011 10:19

Kiedy Roberta Kubicę przeniesiono z intensywnej terapii do specjalnie przygotowanej dla niego salki, dziennikarzowi "Przeglądu Sportowego" udało się zamienić z nim kilka słów. - Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby jak najszybciej wrócić - zapewnia Kubica, przed którym dziś dwie kolejne operacje.

- Dzięki startom w rajdach stałem się lepszym kierowcą. Może nie tyle w samej Formule 1, ale ogólnie. Kierowcą bardziej kompletnym - opowiada Robert Kubica o kulisach startu w rajdzie Ronde di Andora.

- Nie jest tak, że jeździłem tam po kilkanaście razy w roku, tylko po to, żeby realizować pasję. Nie wystartowałem w rajdzie Monte Carlo, więc do sezonu chciałem się przygotować w może dwóch takich małych rajdach jak ten. Chodziło o koncentrację... Ale niestety... - dodaje, zawieszając głos.

Kubica wraca myślami do poważnego wypadku w 2003 roku, kiedy złamał rękę. - Na początku lekarze mówili, że rehabilitacja zajmie co najmniej rok. Potem powiedzieli, że minimum trzy miesiące - wspomina.

Kubica wrócił po sześciu tygodniach i wygrał wyścig, debiutując w Formule 3.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.02.2011 10:16

Nie odmawiam nikomu prawa do przeżywania tragedii Roberta Kubicy. Dla jego fanów i stałych kibiców to jest bolesna sprawa. Komicznie w tym całym natłoku komentarzy wygląda list Kaczyńskiego do Roberta. Człowiek, który na sporcie się nie zna i nim nie interesuje próbuje na cierpieniu chłopaka zarobić polityczne punkty. Nie dość,że od ponad 10 miesięcy gra zwłokami swojego brata, to jeszcze wykorzystuje tę tragedię.
Materiał na 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mariusz, nic dodać nic ująć. Masz rację. Twoje wątpliwości i zadane pytanie można z powodzeniem rozszerzyć do całego zakresu tzw.jestestwa. Czy dramat, osobista tragedia musi być impulsem, i tutaj można wymieniać....zainteresowania się dziedziną sportu, tragedią jednostki, problemem takim i owym? Wbrew pozorom Twoje pytanie i wątpliwości to nie tylko modne dzisiaj hasło, przepraszam za brutalizm sformułowania -Robert Kubica, to także zmartwienia X-a i Y-ka nie mniej ważne i nie mniej dotkliwe,pewnie innej miary,innego kalibru-ale zawsze w odbiorze osobistym jednego problemu, zmartwienia.. Przepraszam za ten może i nie stosowny komentarz, ale tak odbieram ten syndrom, pomimo aktywnego uczestnictwa w wydarzeniach spod znaku wypadek Roberta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Całkiem normalne (chociaż mnie to nie dotyczy:)) wydaję się być zachowanie ludzi, którzy nagle wiedzą kto to jest Kubica. Szkoda tylko, że jest to chwilowe przyłączenie się do całej masy jego prawdziwych zwolenników. Taka psychologia tłumu. Nie chcą pozostać z boku, bo jak wszyscy mówią o Kubicy, to i oni powinni... Tak wypada. Nie trzeba dramatycznych wydarzeń, żeby wzbudzic taką reakcję ludzi. Przypomnijmy sobie Małysza przed osiąganiem sukcesów. Kto go oglądał? Jego rodzina i mieszkańcy Wisły? A nagle jak wystrzelił, to wszystkich Polaków ogarnął szał. Pamiętam, jak w szkole na lekcjach grało się wtedy na komputerach w gierkę Ski jumping hehe. Nawet nauczyciele przymykali na to oczy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Uważam jednak, że kibicem jest się zawsze. Nie tylko wtedy gdy w mediach robi się szum dotyczący danej dyscypliny za sprawą jakiegoś ważnego wydarzenia." - Mariuszu nic dodać, nic ująć! Za poruszenie tematu ogromne 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.