Parady gejów i lesbijek - nowe zjawisko społeczne - staje się modne i da się sprzedać. Nawet dzieci wiedzą, co oznaczają kolory tęczy, ale gdzie jest granica miedzy nawoływaniem do tolerancji a komercją?
No i mamy w Polsce nową modę. Modę na parady. Najlepiej równości. Co jakiś czas ulice większych miast zamieniają się w tęczowe korowody, wszyscy klaszczą, krzyczą do megafonów, uśmiechają się do kamer telewizyjnych. Nawet Wszechpolacy bawią sie przednio. I jeszcze niektorzy politycy, którym doskwiera brak popularności - oni też chcą być modni. Pokazanie się na paradzie równości staje się jazzy. Nie mylcie, drodzy Czytelnicy, pokazania się na paradzie równości z pokazywaniem się w towarzystwie gejów czy lesbijek, bo nie ma w tym nic złego. Też ludzie.
Z racji delikatności tematu, autor niniejszego tekstu oświadcza wszem i wobec, wszystkim tym, którzy mają problemy z czytaniem miedzy wierszami i tym, którzy autora będą chcieli zlinczować na forum, że nie jest on rasistą, seksistą, homofobem, działaczem MW (wtajemniczeni będą wiedzieli o jaką organizację chodzi); autor nie ma nic przeciwko gejom, lesbijkom, protestującym lekarzom, pielęgniarkom, Gumisiom. W zamian może wypowiedzieć się w parodiującym tonie na temat widowisk jarmarcznych związanych z przeglądem upodobań seksualnych połączonych z defiladami.
Nieodłącznym elementem widowiska są towarzyszące mu wątki poboczne. Dosłownie i w przenośni. Takimi wątkami są konkurencyjne parady przeciwników kolorowodów. Zazwyczaj obie organizuje się w tym samym czasie, zazwyczaj ich trasy przecinają się w jakimś punkcie miejskiej topografii, bynajmniej pod romantycznym jaworem. Różnica jest jeszcze jedna: parada równości nie może poszczycić się taką legitymizacją, jaką posiada parada normalności. Normalni biją Równych i - paradoksalnie - uważa się to za normalne: nie ma równości bez normalności. Normalna stara się już być nawet władza. Normalni też chcą być neonaziści, ale normalnie nie bierze się tej potrzeby na poważnie, toteż w powietrze wybuchają jajka i kamienie niczym fajerwerki podczas krakowskich Wianków.
Parady stają się popkulturowe, przynajmniej takie się ma wrażenie. Nie mają jednocześnie większego znaczenia, szybko przebrzmiewają. Siniaki po kamieniach na ciałach homoseksualistów bieleją, a satysfakcja sprawców tych siniaków z czasem stygnie. Przez jakiś czas media mają czym zapychać programowe dziury. I tyle. Parady nie są dobrym narzędziem do załatwiania swoich interesów - zwrócenie uwagi opinii publicznej na fakt dyskryminowania osób o odmiennych poglądach seksualnych jest krótkotrwały. Mam więc bardziej zdrową alternatywę dla gejów i lesbijek: zostańce w domach ze swoimi partnerami, bo tam przynajmniej nikt was nie pobije. Nie narazicie się na ukamienowanie czy niechęć społeczną. Swojej odmienności (pozostającej w mniejszości) nie ma sensu manifestować, bo większośc zawsze zamanifestuje swoją seksualną przynależność do większości. Cichcem, panowie i panowie, cichcem, panie i panie.
Zobacz także:
Artykuły
(7)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(2.60)
Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Lec 18.07.2006 23:51
"Lidka 21:26 18.07.2006
Paradoksalnie takie manifestacje wyzwalaja fale nienawisci i demaskują, jak wiele nietolerancji jest w nas - Polakach"
Np. u pani Senyszyn... Wystarczy popatrzec na parade lewakow, a najgorsze zlo uznaja kapitalizm i konserwatyzm.
Marek 18.07.2006 23:43
Jak mozna zakazywac wesolej i niewinnej manifestacji w (jeszcze) demokratycznym kraju!
Wiecej Parad Gejowskich!
Lidka 18.07.2006 21:26
Paradoksalnie takie manifestacje wyzwalaja fale nienawisci i demaskują, jak wiele nietolerancji jest w nas - Polakach
katarzyna ślusarczyk 18.07.2006 13:36
Parady dają jednak możliwość zamanifestowania swojego poglądu. Nie można pozbawiać ludzi, o odmiennej ( innej niż ogólnie przyjęta) orientacji, możliwości pokazania światu tego co myślą. Parady były, są i będą. Należy zadbać tylko o bezpieczeństwo maszerujących.
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +260)