
Zrozpaczeni rodzice robią wszystko, by w jakiś sposób wpaść na trop, który pozwoliłby odnaleźć ich pociechę. Ich ciągłe apele o pomoc w poszukiwaniach, pojawiające się w prasie, telewizji, radiu, internecie nie przynoszą rezultatu. Cały świat wie jak wyglądała Madeleine, gdy została porwana, jednak nikt nie wie co się z nią teraz dzieje.
Przypuśćmy, że córka państwa McCann żyje i że - co jest najbardziej prawdopodobne - została porwana. Że porywacz przetrzymuje ją gdzieś w ukryciu. Rodzi się pytanie, czy to, że media nieprzerwanie od ponad dwóch lat poświęcają tak wiele miejsca tej sprawie, nie szkodzi samej Madeleine. Moim zdaniem szkodzi.
Kiedy w 1998 roku w Wiedniu psychopata porwał 10-letnią wówczas Nataschę Kampusch i zamknął ją w ciemnej piwnicy, policja szukała dziewczynki wszędzie, a gdy jej nie znalazła, zamknęła sprawę. Medialny szum wokół jej zniknięcia ucichł i tylko jej rodzice cicho wierzyli w to, że córka żyje i że kiedyś ją odnajdą. Paradoksalnie owe "zamknięcie sprawy" miało w rezultacie swoje dobre strony - porywacz, gdy zorientował się, że nikt już nie szuka Nataschy, powoli zaczął wyprowadzać ją na zewnątrz, do ogrodu, jeździć z nią po zakupy, etc. I to właśnie wychodzenie na zewnątrz z porywaczem sprawiło, że Natascha miała szansę na ucieczkę po ośmiu latach niewoli. Odkurzała w ogrodzie samochód swojego kata i korzystając z chwili jego nieuwagi, przeskoczyła żywopłot i odzyskała wolność...
Może być tak, że potencjalny porywacz Madeleine McCann zachowuje się podobnie jak porywacz Nataschy Kampusch. Czeka aż sprawa medialnie ucichnie i wtedy da dziewczynce więcej swobody. Swobody, która może pomóc jej w ucieczce.
Apeluję więc do rodziców Madeleine, by zaprzestali i tak bezskutecznych poszukiwań swojej córeczki. Medialna cisza może okazać się lepsza dla Waszej Maddy od medialnej burzy. Wiem, to trudne, ale może przynieść rezultat.