Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13011 miejsce

Mój dzień w Afryce. Na Kilimandżaro

O poranku czuć chłód. Rozcieram dłonie, szybko nakładam kolejne warstwy ubrań, ale kiedy wychodzę z namiotu, już o tym nie pamiętam. W świetle „złotej godziny” skrzy się lód na Wielkiej Górze.

Kilimandżaro / Fot. Elżbieta Wiejaczka- Hodi! - obudził mnie dźwięk odsuwanego zamka. W namiocie było już jasno.

- Karibu - odpowiedziałam jeszcze na wpół zaspana i naciągnęłam na uszy czapkę. Puchowy śpiwór trzymał ciepło, ale na twarzy czułam już poranne, chłodne powietrze. Zobaczyłam uśmiechniętą twarz Hamzy, a zaraz potem jego wyciągniętą ku mnie dłoń.
- Chai tangawizi - powiedział podając mi gorący, słodki napar z imbiru. - Umelala salama? - zapytał jeszcze.
- Salama - odpowiedziałam, spałam spokojnie. - Na wewe? A Ty? - zapytałam.
- Salama tu - powiedział rozciągając twarz w uśmiechu, a potem wycofał się i zasunął zamek.

Przewróciłam się na brzuch i naciągnęłam koniec śpiwora aż na głowę. Herbata popijana z plastikowego kubka powoli rozgrzewała mnie od środka. Zagrzałam dłonie, policzki - dotykając nimi delikatnie ścianek naczynia - jeszcze raz przeciągnęłam się w cieple i rozsunęłam zamek śpiwora. Chłód. Tylko przez kilka minut, za chwilę wyjdzie słońce. Włożyłam zimne spodnie i ciepłe skarpetki, które spały w nogach, chłodną koszulkę i polar, a potem zaczęłam pakowanie, podobne każdego dnia. Do podręcznego plecaka woda, przekąski, płaszcz przeciwdeszczowy, cała reszta do głównego, który poniesie tragarz. Pomiędzy szelestami reklamówek, w które pakowałam ubrania - na wypadek deszczu - usłyszałam głos Hamzy. Szedł od namiotu do namiotu pukając w tropik ze słowami: „Breakfast ready, śniadanie gotowe”. Kiedy podszedł do mojego, powiedział: „Chakula tayari”. Uśmiechnęłam się do siebie - byłam jedyną białą, do której mówił w suahili.

W obozie / Fot. Elżbieta WiejaczkaWyszłam na zewnątrz. Słońce wspięło się już ponad linię skał i przeświecało pomiędzy drzewami, mogłam zagrzać w jego promieniach twarz. Spojrzałam na różowo-granatowy namiot, w którym gotowano nasze posiłki. Przy wejściu kłębił się tłum chłopaków. Zawsze było coś do zrobienia - a to napełnienie wodą pustych butelek dla turystów, a to wrzucenie kiełbasek na rozgrzany olej. Jeden z tragarzy szedł między namiotami. Pozdrowił mnie słowami „Umeamkaje? Jak spałaś?”. Uśmiechnęłam się, zapewniając, że dobrze. Podążałam do namiotu jadalnego. Na stole stały już termosy z wrzątkiem, puszki z kawą, gorącą czekoladą i mlekiem w proszku, pudełka z herbatą „Kilimanjaro”. W Tanzanii jest też piwo z tym napisem, woda mineralna i szeroki wybór koszulek, na przykład z nadrukiem: „If you can’t climb it - drink it” (Jeśli nie możesz wejść na Kilimandżaro - wypij je). Chwilę potem Ali przyniósł - oprócz swojego codziennego dobrego humoru - garnek z uji, owsianką. Trekking na Kilimandżaro to jedyny czas w moim dorosłym życiu kiedy jadam owsiankę. Zaraz po niej na stole lądują tosty, hiszpańskie omlety, smażone kiełbaski i naleśniki. Na deser - ten przynależy do każdego posiłku - owoce: kawałki pomarańczy albo pokrojone awokado. Ta wczesna uczta daje złudzenie wyjazdu all-inclusive, ale w rzeczywistości jest przygotowaniem do całodziennego wysiłku na wysokości.

Czytaj więcej -->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

gra K, Hamna shida, nie ma sprawy!

Uwagi wezmę pod uwagę, dziękuję ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.03.2013 17:37

@Ela Wiejaczka, kiedy zaczynam przygodę z czytaniem takiego tekstu, to chciałabym od razu poznać znaczenie przytoczonych kwestii. Uważam bowiem, że skoro autor umieścił je w obcym języku, to znaczy, że są ważne, być może nawet są to słowa-klucze. Potem zgadza się, dla dobra płynności tekstu można sobie darować tłumaczenie, a w przypadku krótkich zwrotów - szczególnie pojedynczych słów - całkowicie z niego zrezygnować.

Moja uwaga była tylko do rozważenia, a nie dla wytknięcia czegokolwiek.
Samahani.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za komentarze!

gra K, tekst jest tak napisany, żeby można było z kontekstu zrozumieć, co znaczą poszczególne zwroty w suahili, a tam gdzie nie jest to możliwe - tłumaczenie jest. Nie chciałam tłumaczyć przy każdym słowie, ponieważ to zaburzyłoby tekst :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dość ogólnie opisane dni w skrócie , kto tam był zrozumiał więcej ja nie , nie lubię zmarzliny wystarcza mi nasza Polska zima . Ale każdy robi to co lubi . Kilimandżaro to wielka góra afryki , ale wole o niej poczytać niż się tam wybrać. Lubie nasze Beskidy i Tatry, ale latem.!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetna relacja, prawie poczułam trud oddychania, wstawania, zagrzania się i ciepło herbaty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ładnie napisany materiał. Z przyjemnością się go czyta. Mam nadzieję, że pojawią się relacje z kolejnych odcinków przygody na szczyt Kilimandżaro.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 05.03.2013 11:24

Podejrzewam, że czytający mają dużo mniejszy problem ze zrozumieniem angielskiego niźli suahili, dlatego uważam, że przy wypowiedziach w języku suahili również powinny być nawiasy z polskimi tłumaczeniami (jak są przy zdaniach w języku angielskim).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chyba Elu piszesz książkę o tej wyprawie, bo czuje się jakby to było częścią opisów z Twojej książki. Gratuluje serdecznie !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Eh...drugi raz nie zaproszą nas wcale...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pomysłowy kurs języka suahili :)
Kapitalnie napisane. Czyta się świetnie !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.