Facebook Google+ Twitter

"Mój Jezus nie pija coli" - wywiad z Patrycją Kosiarkiewicz

Każdy twórca tworzy przez siebie - przez ten niepowtarzalny filtr i jeśli odnosi sukces, to oznacza, że był w tym prawdziwy i znaleźli się ludzie, którzy przeżyli te same emocje - mówi piosenkarka, Patrycja Kosiarkiewicz.

Patrycja Kosiarkiewicz / Fot. Arnold Ochman Jestem umówiony z Patrycją Kosiarkiewicz w znanej kafejce. Spóźniam się, a to już mały obciach z mojej strony. Przy stoliku czeka Patrycja, popija herbatę ubrana w elegancki i stonowany strój, szpilki i do tego gustowna torebka.

Arnold Ochman: Patrycjo, pozwolisz, że zamówię sobie colę. O, właśnie, o co chodzi z Jezusem i colą w tytule albumu?
Patrycja Kosiarkiewicz: Mój Jezus po prostu nie pija coli. Wybiera zieloną herbatę. Dba o zdrową dietę (śmiech). A tak na poważnie, ten album jest alegorią na dzisiejsze czasy. Czy cokolwiek dziś jest wartością bezwzględną? Świętością? Jeśli nawet jest tym dla jakieś grupy, to zawsze znajdzie się kontrgrupa, która ją odrzuci. Jest to może i dobre, bo nie zastygamy w jednym przekonaniu, nie krystalizujemy się, ale z drugiej strony, może prowadzić na manowce – bo gdy nie ma żadnej świętości na zewnątrz, człowiek musi odnaleźć ją w sobie, a na to nie każdy jest gotowy. Rzekłabym bardzo niewielu jest na to gotowych.

Trudno nie zapytać skąd taki a nie inny wzór okładki albumu?
Szukaliśmy czegoś co najlepiej odda wibrację naszej muzy. Słuchaliśmy jej i wydała nam się szara, zamglona, trochę monumentalna, jak ten gigantyczny posąg Jezusa na okładce, osadzona w tych nowoczesnych, jak ja to nazywam „mac czasach” – co z kolei symbolizuje zawieszony nad rzeką most i ... spójrz tu, Arnoldzie (Patrycja wskazuje na drzewo na okładce) – to jest życie, niewzruszone drzewo życia. Stało tam na długo przed tym jak postawili ten pomnik i zbudowali ten most. Ta płyta jest trochę filozoficzna, dość melancholijna. Zresztą ja właśnie tak dzielę muzykę: na zbuntowaną (gdy jeszcze wierzysz, że możesz coś zmienić) i na melancholijną (gdy już pozbyłeś się złudzeń). Choć jak wiesz, jest na tej płycie jeden numer, w którym jesteśmy zbuntowani.

Ten o Superbombie?
Dokładnie. Zbudujemy superbombę i zrobimy z tym porządek, wysadzimy paranoję...

Spłoną w piekle wszystkie gnoje. Przyznam, że ta puenta mi się spodobała. To było mocne.
Pojawiły się głosy, że prostackie. Niech i tak będzie. Nie mam z tym problemu. Od jakiegoś czasu, mam gdzieś poprawność polityczną. Męczy mnie bycie grzeczną wtedy, gdy należy przywalić.

Często przywalasz?
Bardzo rzadko. Ale jak już, to w punkt. (śmiech)

Brzmienie zespołu to jakaś nowość u Ciebie, bo to jest rock z dużą ilością gitary i mocnej perkusji plus masę przeszkadzajek, piękne rozbudowane chórki…. jednym słowem wielki rozmach!
Hm, rozmach... Nie wiem. Ja odbieram ten album jako minimalistyczny. Zamknęliśmy się w naszej kanciapie i graliśmy. Bazą było proste, klasyczne instrumentarium. Bas, bębny, gitara (ale po wielu nakładkach), no i instrumenty klawiszowe. Przyznam, że na początku nie było w planach klawiszy, ale tak jakoś wyszło, że Jacek (Jatczak, klawiszowiec Effortless – przyp. autora) nas oczarował. Uwielbiam jego czarodziejskie arpeggia - przypominają mi Muse, który wielbię. Bardzo wiele wniósł do naszego brzmienia. Ale też cały trzon – mięcho jakie uzyskaliśmy z gitar, bębnów i basu – to było coś. Dodaliśmy też gdzieniegdzie skrzypce - jednak bez szaleństw. Nie chcieliśmy przedobrzyć. Zresztą, każdy kto słuchał tego albumu, mówił, że jest on bardzo różnorodny, nie płynie równym korytem, przypomina raczej górski strumień, no wiesz, taki z licznymi zawijasami i mocnymi prądami.

To fakt. Smacznie podałaś w swoich tekstach pełen wachlarz emocji: miłość, tęsknotę, osobiste wyznania i poczucie humoru. Jest na płycie parę mocnych zwrotów, które mogą się przyjąć jako narodowe cytaty, wiesz o tym? Myślę, że każdy znajdzie w twoich tekstach taki swój kawałek z którym będzie się identyfikował. Bardzo mnie intryguje jak one powstały?
Pewnie masz na myśli ten fragment, że życie jest z krótkie, by grać złą muzykę i pić ciepłą wódkę? (śmiech) Moje teksty to zawsze moje życie. Brzmi to banalnie, bo to banalny proces, choć wiem, że dla nie-twórców fascynujący. Kiedyś powiedziałam, że idealnie jest przeżyć jakieś co najmniej załamanie nerwowe – wtedy opowieści mają 100% prawdy w prawdzie i rezonują w słuchaczach. A już od formy w jakiej to podasz, zależy ilu ludzi to poruszy. Wiesz, ja uważam, że każdy twórca tworzy przez siebie - przez ten niepowtarzalny filtr i jeśli odnosi sukces, to oznacza, że był w tym prawdziwy i znaleźli się ludzie, którzy przeżyli te same emocje. Dlatego nigdy nie nabijam się np. z disco polo, bo głęboko wierzę, że facet, który pisał Ona tańczy dla mnie, był po prostu zafascynowanym jakąś laską i opisał to w tak sposób, że miliony ludzi mogło się z tym utożsamić. Tak to działa.

Zwróciłem uwagę na twój wokal i mam wrażenie, ze w tych dziesięciu utworach to za każdym razem inna Patrycja Kosiarkiewicz śpiewa. Od szeptu, ciepłego lirycznego głosu w balladach do krzyku. Naprawdę trzeba mieć bardzo dobry warsztat wokalny aby na jednej płycie zaśpiewać tak różne piosenki.
Dziękuję. To bardzo miłe. Kiedyś nie bardzo wierzyłam w swój warsztat. Poza tym był jeszcze jeden problem – zawsze wymyślałam sobie trudne rzeczy. Mój nauczyciel śpiewu, Tadeusz Konador cisnął mnie na lekcjach, znęcał się nad mną (śmiech) mówiąc: tak sobie wymyśliłaś, to teraz musisz to wykonać. Nie będę ściemniać. To są trudne warsztatowo rzeczy. Wymagają techniki, bo melodie są zawiłe, jeżdżę po dwóch oktawach, śpiewam w różnych rejestrach. Zatem mogę być dumna z siebie. Dzisiaj widzę, że ten postęp dokonał się trochę poza mną. Oczywiście ćwiczyłam, owszem. Ale kiedyś. Potem to życie, doświadczenia, i chyba granie, nagrywanie przeniosło moje śpiewanie na nowy poziom. Zresztą, śpiewanie to nie tylko warsztat, to przede wszystkim dusza.

Wróżę twojej płycie duży sukces i mam kolejne pytanie odnośnie rynku muzycznego. Jak go oceniasz nie jesteś przecież nowicjuszem na tym rynku? Czy nie wydaje Ci się, że zalewa nas fala bylejakości i prostych tekstów?
Poniekąd już odpowiedziałam na to pytanie: myślę, że artyści zazwyczaj są prawdziwi w tym co robią – pytanie tylko dla ilu odbiorców ich widzenie świata będzie atrakcyjne. Zawsze chodzi o liczby. I o to, żeby dotrzeć do odbiorcy. To jest zadanie mediów – one kreują rzeczywistość. Niedawno rozegrała się dyskusja: kto jest głupszy - media czy odbiorcy? Kto tworzy kogo? Uważam, że media są siłą sprawczą i żadne badania socjologów mnie nie przekonają, że jest inaczej. Oczywiście dziennikarze się tłumaczą, że to ludzie są durni, a oni się tylko przystosowują. Jednak fakt pozostaje faktem, że wiele lat wcześniej telewizja nadawała piosenki Starszych Panów w prime time, a obecnie? Gdyby dziś wszystkie telewizje się zmówiły i zaczęły nadawać więcej wysublimowanej rozrywki, co by się stało? Ludzie wyrzuciliby telewizory przez okna? Jakoś ciągle się słyszy, że telewizja nadaje papkę, większość znanych mi ludzi na to narzeka i ma z tego bekę, kto wobec tego ogląda te wszystkie durne rzekomo programy? Można idąc za spiskowymi teoriami dziejów spekulować, że chodzi o celowy proces ogłupiania. Można. Ja myślę, że jest i inny aspekt - przy całej pogoni, kieracie codzienności, ludzie chcą czegoś prostego, czegoś co da im wytchnienie, nie będzie obciążać przeładowanego informacją mózgu. Tak po prostu. Taki mamy teraz styl życia.

Jesteś zapracowanym człowiekiem jak godzisz nagrywanie, pisanie tekstów i prowadzenie bloga www.patrycja.pl i aktywne działania na Facebooku?
Jestem wolnym duchem, nie mam zobowiązań rodzinnych, nie odwożę dzieci na dodatkowe zajęcia z szermierki albo na pianino. (śmiech)Mogę ten czas poświęcić na rozwój. Ostatnio, z powodu promocji płyty, strasznie zaniedbałam moje śpiewanie, ale teraz staram się to narobić. Najfajniejsze dla mnie jest to, że wciąż mogę robić to co kocham. To chyba najlepsza rzecz jaką można dostać od życia.

Po spotkaniu w drodze powrotnej nie umiem się oprzeć wrażeniu, ze Patrycja Kosiarkiewicz to nie tylko wspaniała wokalistka i autorka bardzo dobrych tekstów, ale przede wszystkim pełna uroku kobieta, inteligentna, bez grama wyniosłości. Patrycja posiada realne podejście do życia, poczucie humoru i nie przerysowuje swojego wizerunku jako artysty. Więc sobie myślę, że jednak może być normalnie w show biznesie, normalnie to nie oznacza wcale nudno i to jest bardzo OK.




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.