Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

177880 miejsce

Mój pradziadek ratował całe rodziny przed zagładą w obozie

Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat. Postawa mojego pradziadka i innych wspaniałych ludzi podczas okupacji hitlerowskiej świadczy o tym najlepiej.

Oświęcim / Fot. Lucjusz Cykarski/Dziennik ZachodniOświęcim. Druga wojna światowa. Pięcioletni chłopiec bawi się w żołnierza. Rzuca kamieniami w wyznaczone przez siebie obiekty. Nagle trzask. Malec uderza kamieniem prosto w szybkę samochodu gestapo rozbijając ją. Drzwi się otwierają i wychodzi z auta masywnie zbudowany mężczyzna w ciemnym mundurze. Oficer SS. Prosi chłopca o ponowne uderzenie w szybę. Dziecko nie trafia. Niemiec prosi o adres zamieszkania. Przerażony pięciolatek pokazuje oficerom dom. Niemcy wpadają do mieszkania, policzkując kilka razy ojca dziecka. Zakazują wychodzić z domu. Rodzina zamiera. Strach o życie. W głowie jedna myśl: wezmą nas do obozu. Niemcy wracają po chwili z workiem cukierków i wręczają go malcowi. - Będziesz dobrym żołnierzem. Masz celne uderzenie - chwalą chłopca po niemiecku i wychodzą. Gdyby gestapowcy wiedzieli, że ojciec malca systematycznie pomaga więźniom w ucieczce z KL Auschwitz, zabiliby całą rodzinę.

Grać na nosie hitlerowcom

Historię tę znam z opowieści mojej babci - Anny, która do tej pory podchodzi do niej z dużym ładunkiem emocjonalnym. Małym chłopcem był mój wujek. Ojcem, mój nieżyjący już pradziadek, Józef Wanat, który całe swe życie poświęcał innym. Pradziadek był kolejarzem, ale podczas wojny nie pracował w zawodzie. Był idealistą z niezłomnym charakterem i twardymi zasadami moralnymi. Nie mógł patrzeć na cierpienie. Nie oszczędzał się. Podczas wojny pomagał Żydom i innym nacjom uniknąć tragicznego losu. Wyrzucał z pociągów nieraz całe rodziny. Podczas kolejnych transportów wraz z kilkoma kolegami robili przysłowiowe "zadymy". Nie wiem czego używali, bo się na tym nie znam. W każdym razie gestapowcy zatrzymywali pociąg, bo przed oczami widzieli tylko mgłę. Pradziadek wykorzystywał tę chwilę nieuwagi wiele razy, otwierał drzwi załadowanego ludźmi pociągu i pomagał im w ucieczce. Więźniów ukrywał po piwnicach domów. Ludzie w czasie wojny bardzo sobie pomagali. Mieszkańcy Oświęcimia solidaryzowali się. W piwnicy u pradziadka ukrywano nieraz całe rodziny. Podczas rewizji hitlerowców i przeszukań zasypywali więźniów węglem i ziemniakami. Nigdy żaden Niemiec nie wykrył prawdy. Pradziadek wiele miał do stracenia. Młoda żona i czworo małych dzieci na utrzymaniu. A mimo to nie bał się ryzyka. Powtarzał zawsze, że tak trzeba. Nie wiem ilu więźniów pradziadek uratował. Nie pytałam o to. Ale czy to ważne? Jego postawa napiera mnie dumą. Według Talmudu: "Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat". Dla wielu rodzin odzyskanie zaginionego członka rodziny, ojca, matki, córki niemal graniczyło z cudem. Gdyby nie mój pradziadek i inni wspaniali ludzie, te rodziny byłyby osierocone. Nocami wraz z grupką przyjaciół i innymi mieszkańcami podkradał się do obozu dostarczając jedzenie. Aż dziw, że tak wyczuleni gestapowcy nie połapali się mając pod swym nosem grupkę młodych mężczyzn. Widać nie zawsze byli wyjątkowo czujni. Dzięki odważnym oświęcimianom wiele rodzin się połączyło.

Zapomniani bohaterowie

Zdarzało się, że ucieczki więźniów z samego obozu organizowane były przy ścisłej współpracy z członkami przyobozowego ruchu oporu. Uciekinierów przy pomocy miejscowej ludności przerzucano w bezpieczniejsze rejony, z dala od obozu, gdzie zapewniano im schronienie lub umożliwiano wstąpienie do oddziałów partyzanckich. Polacy organizowali konspiracyjne punkty dożywiania dla więźniów pracujących poza obozem, pośredniczyli w ich tajnej korespondencji z rodzinami, dostarczali lekarstwa i ciepłą odzież. Mojego pradziadka wielokrotnie bito i torturowano, by wskazał rodziny, które ukrywały Żydów. Nie ugiął się. Ale mój pradziadek nie był przecież wyjątkiem. Ludzi dobrej woli było wielu. Ci zwykli prości ludzie, dla których honor, patriotyzm, ojczyzna i rodzina były priorytetem, byli bohaterami. Pomagali jak umieli nie zważając na ryzyko i śmierć. Być może nawet nie zdawali sobie sprawy ze swej odwagi i poświęcenia. Wielu oświęcimian pomagało anonimowo. Nigdy już nie poznamy ich nazwisk. Ale nie można pozwolić na to, by świat zapomniał o ich postawie. Po wyzwoleniu Oświęcimia w 1945 r. dzielili się tym co mieli nawzajem. Nie było ważne czy pomagają Polakom, Żydom, Rosjanom, Francuzom czy Romom. Wszystkich łączyła jedna wspólna idea. Pomagały również dzieci.

Nie dajmy się antypolskiej propagandzie

Dlatego dziś słysząc o tym, jak mało Polacy zrobili podczas wojny dla Żydów, zapewne wielu oświęcimianom się serce kraje. A ci co odeszli już z tego świata zapewne przewracają się w grobach. Niektórzy bohaterowie może żyją do dziś i pamiętają z jakim poświeceniem ratowali więźniów i ryzykowali własnym życiem. A tu taka spotyka ich nagroda. Obłuda mediów, domniemany antysemityzm, chichot historii, ironia losu. Nie twierdzę, iż nie było ludzi czyniącym innym krzywdę. Pokazuję tylko drugą stronę medalu, tę szlachetną. Nie można wrzucać ludzi do jednego worka. Pokazując i nagłaśniając niechlubne karty naszej historii, warto pamiętać o tych wspaniałych ludziach i wydarzeniach. Są one bowiem dla nas powodem do dumy. Nic nie jest tylko białe i czarne. Warto również dodać iż spośród ponad 20 tys. uhonorowanych medalem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata (stan z 1 stycznia 2006 roku) ponad 1/4 stanowią Polacy, bo ok. 5941 osób. Polaków jest najwięcej wśród przedstawicieli 27 państw.


Przydatne linki:

http://www.auschwitzmemento.pl/

http://www.chsro.pl/

http://www.auschwitz-muzeum.oswiecim.pl/



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (32):

Sortuj komentarze:

Marcin Hencz
  • Marcin Hencz
  • 13.02.2011 13:24

Ten tekst nie jest artykułem, jest nieobiektywny. Osobiście gardzę ludźmi, którzy nad prawdę historyczną cenią sobie nie bezczeszczenie honoru narodowego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lohiszyn - miejsce urodzenia mojej mamy. Do Pińska, stolicy Polesia, jakieś dwadzieścia dwa kilometry. Niemcy do Łohiszyna wkroczyli dopiero w 1941 roku. Dwa lata wcześniej Armia Czerwona wyzwoliła to małe poleskie miasteczko spod władzy panoszlacheckiej Polski. Rodzice mej mamy przyjaźnili się z rodziną nieopodal mieszkającego żydowskiego sklepikarza i naturalne było dla nich, by dać im schronienie, gdy zaczęło się wyłapywanie skazanych na zagładę podludzi/nieludzi. Ukrywali ich przez kilka tygodni w stajni - w beczce, stojącej pod ścianą i służącej do przechowywania zboża. Wielgachna to była beka – swobodnie stały w niej trzy dorosłe osoby. Wszystko się skończyło, gdy w sąsiedniej szkole zakwaterowano pomocnicze oddziały rosyjskich kolaborantów, którzy zaczęli nachodzić dziadka – samorodnego rymarza, naprawiającego uprzęże końskie. Którejś nocy znajomi odeszli, odprowadzeni przez dziadka drogą w poleskie lasy. Nie chcieli narażać dziadka i jego rodziny w której było już pięcioro dzieci. Chyba się nie uratowali, bo po wojnie tylko jeden Żyd odwiedził Łohiszyn, by podziękować za ratunek. Jednak dzięki rodzicom mamy nie zginęli od razu po wkroczeniu hitlerowców.

To wtedy mój dziadek omal nie zginął, zapędzony do zasypywania dołu, w którym Niemcy zwalili kilkuset pomordowanych Żydów – zemdlał na widok znajomych i przyjaciół a nadludzie chcieli zepchnąć go żywcem w dół. Uratowany został przez bardziej odpornych ziomków, którzy ocucili go i odciągnęli.

Nigdy ci, ukrywani przez kilka tygodni, się już nie odezwali. Z całego Łohiszyna uratowało się bodaj dwóch żydów - tylko ta dwójka w każdym razie odezwała się po wojnie, a jeden przyjechał odwiedzić rodzinną miejscowość. Zginął więc cały naród.
Ile było takich epizodów, takich prób pomocy, takich kilkutygodniowych ocaleń? Ile rodzin zamordowano razem z ukrywanymi? Myślę że na jednego ocalonego przypadało kilkanaście prób nieudanych, w tym wiele zakończonych tragedią...

Komentarz został ukrytyrozwiń

/ + / Za ciekawy opis mrocznych czasów okupacji hitlerowskiej,oraz skromnych bohaterów !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny artykuł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo fantastyczne i ciekawe !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobrze, że poruszyłaś tę problematykę. Zważywszy na to, że właśnie obchodzimy 52. rocznicę zakończenia drugiej wojny światowej. W takich dniach wraca refleksja, nad tym, co dotknęło naszych przodków. Tym bardziej, że każda polska rodzina w jakiś sposób ucierpiała w czasie okupacji niemieckiej. Mimo cierpień i strachu wiele osób jednak pomagało. Moi pradziadkowie mieszkali tuż obok warszawskiego getta i ukrywali w swoim domu uciekających z getta Żydów. Wiem jakie emocje i wspomnienia są po dziś dzień żywe w mojej rodzinie i dlatego rozumiem chęć poruszenia przez Ciebie tego tematu i przypomnienia o zasługach znanych lub częściej mniej znanych Polaków. Warto jest czasem zaznaczyć swój patriotyzm, w czasach gdy wiele osób wręcz nie obchodzi historia ich kraju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus i pozdrowienia, Agnieszko.

P.S. A to w nagrodę:

http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/opinie_070508/opinie_a_1.h ml

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plusik za rewelacyjny tekst:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też ciekawe: http://miasta.gazeta.pl/zielonagora/1,35161,4110955.html?skad=rss

Komentarz został ukrytyrozwiń

Całkowicie Cie rozumiem. Jeśli ktoś widzi Polskę jako dżunglę antysemityzmu to jego problem i jego schorzenie. Ale nie ma prawa przelewać tego na ogół ani wywozić poza granice kraju. W Polsce zapewne jest antysemitym, tak samo jak w USA, Niemczech, Rosji i każdym innym kraju. Tak samo jak jest antypolonizm, antyklerykalizm i setki innych anty. Natomiast nie w każdym kraju znajdzie się tylu ludzi którzy wtedy gdy świat sie od Narodu odwrócił, pomagali, ratowali - przyczyniali się to przetrwania tego narodu... W pewnym sensie bylismy narodem wybranym dla narodu wybranego. Kwadrat jest prostokątem ale już na odwrót niekoniecznie...
I problemem jest to, że niektóre media oczywiście są obłudne. Pełna zgoda. Nie bede operował nazwami. Rzuca się na tapetę Jedwabne, Tomasza Grossa i inne ciemne karty, wałkuje się latami a o Irenie Sendlerowej cicho, w szkole nie uczą. A o SWNS Jad Waszem również mało w ksiazkah do historii. Takie aspekty powinno się przedstawiać młodzieży i dzieciom od najmłodszych lat. Aby wobec kwestii polsko-zydowskiej byli dumni a nie pokurczeni niesłusznie ze wstydu .i

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.