Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

171891 miejsce

Mój sklep w wielkim mieście

Mój lokalny sklep osiedlowy to prawdziwa scena prowincjonalna. Rozgrywają się tu farsy i tragikomedie godne blokowego dramaturga. Czy się wyjdzie na plus, czy na minus - każde zakupy są kolejnym aktem sztuki o ludziach z blokowisk.

Przed wojną Krzyki były dzielnicą willową. Może nie najbardziej ekskluzywną, ale status materialny mieszkańców tej części Breslau nie był zły. Mogli sobie pozwolić na dom z ogrodem i służbówką. A nawet mały basen z tyłu domu, obudowany cegłą i wyłożony kafelkami, pod rozłożystym kasztanem. Ściany mieszkań pamiętają jeszcze portrety Führera. Czasem przyjeżdża tu starsza, zasuszona pani, rzadziej pan. Puka do mieszkania i mówi twardym niemieckim, że tu kiedyś mieszkała. Wtedy można się dowiedzieć, na której ścianie wisiał portret wodza III Rzeszy. Niektórzy odnajdują ukryte przed ponad pół wiekiem skarby, gdzieś pod deskami podłogi na strychu, wmurowane w ścianę lub zakopane pod drzewem obok domu. Czasem są to rzeczy cenne, na przykład biżuteria, czasem tylko rodzinne pamiątki, zdjęcia, dokumenty.

Lata powojenne zmieniły krajobraz Krzyków i Partynic. W epoce budownictwa socjalistycznego wyrosło tu osiedle blokowe o dumnej nazwie Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Teraz już tylko Przyjaźni. Od kilku lat trwa boom budowlany w tej części miasta. Z miesiąca na miesiąc pojawiają się nowe dachy, coraz wyżej nad ziemią, choć jeszcze do niedawna dbano o zachowanie charakteru zabudowy i nie wolno było budować wyżej, niż do trzeciego piętra.

Osiedle Przyjaźni przeszło ostatnio gruntowny remont. Teraz blokowisko, przypominające z lotu ptaka tryby gigantycznej maszynerii, jest odmalowane na błękitno i żółto; cieszy oko. Ale przecież mieszkańcy są ci sami. Nikt ich nie pomalował magiczną farbą. Może trochę im ten błękit dodaje otuchy? A może wręcz przeciwnie, niektórzy czują się nieswojo, że tak tu wyładniało?

Ci ostatni na pewno czują się swojsko w osiedlowym sklepie. To miejsce jakby celowo nie jest przyjazne przygodnemu klientowi. Nie ma tu na przykład małych, poręcznych koszyków na zakupy, a choć są trzy kasy, to jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żebym widział wszystkie trzy czynne w jednym czasie. Po prawej od wejścia jest stoisko mięsne, prowadzone przez umalowane panie, po lewej mała klitka, w której można wykupić kupon i wygrać parę złotych w loterii, a po całym sklepie kręcą się znudzeni śmiertelnie ochroniarze. No i są sceny.

Wieczór. Pół godziny do zamknięcia sklepu. Młoda sprzątaczka uwija się z miotłą. Równie młody ochroniarz bacznie obserwuje jej ruchy. Wyławiam uchem strzępki rozmowy: Ona do niego: - Teraz to wyjdźmy na chwilę, a potem alimenty to kto będzie płacić? I odsuwa plastikowy stojak, na którym są ulotki informujące, co można wygrać w loterii. To powoduje, że starszy pan wychodzi ze swojej dziupli, w której sprzedaje kupony i zaczyna cmokać: no, panie, skąd taka mała ma takie siły? A młody ochroniarz coraz bardziej się rumieni. Wreszcie wychodzi z nią na długo oczekiwanego papieroska. Ciekawe, czy skończy się płaceniem alimentów?

Innym razem, wczesne, sobotnie popołudnie. Kolejka do kasy. W kolejce większość osób jest mocno "wczorajsza", w powietrzu unosi się ostry zapach przetrawionego alkoholu. Twarze są zaczerwienione, w przeciwieństwie do twarzy kasjera - białej jak kreda i tylko miejscami zaróżowionej. Wygląda, jakby miał pierwszego w życiu kaca, wszystkie ruchy wykonuje na zwolnionych obrotach. Mężczyzna w wieku trzydziestu lat codziennego spożywania napojów procentowych ma problem, bo wziął zgrzewkę wody Kazimierz gazowanej, a chciał niegazowaną Żywca.

Kasjer do ochroniarza (starszy pan, blondyn o pomarszczonej twarzy): - Rudy, chodź tu!
Ochroniarz (podchodzi, zachrypniętym głosem): - Co jest?
Kasjer: - Pan chciał niegazowaną, a wziął gazowaną. Weź przynieś zgrzewkę niegazowanej, co?
Ochroniarz idzie i powtarza pod nosem: niegazowana, niegazowana. W tym czasie kasjer próbuje skasować panią w wieku podobnym do "trzydziestolatka", który stoi przed nią, ale karta wykazuje brak środków. Ochroniarz przynosi zgrzewkę.
Kasjer: - Ale słuchaj, przynieś mi jedną butelkę tamtej gazowanej, bo muszę ją wycofać.
Ochroniarz idzie, mrucząc pod nosem: gazowana, gazowana.
Dalsze próby wpisywania czterocyfrowego kodu spełzają na niczym. Odmowa.
Ochroniarz przynosi butelkę gazowanej, kasjer wycofuje poprzednią transakcję. Ochroniarz odchodzi.
Kasjer: - Rudy!
Ochroniarz (podchodzi z wyrazem wściekłości na twarzy): - Co jest, k...a?!
Kasjer: - Rudy, sorry, ale przyniosłeś Kazimierza, a pan tu chciał Żywca. (Pyta z pewną uniżonością w głosie): - Sorry, pójdziesz?
Ochroniarz szczerzy zęby, chwyta zgrzewkę i mrucząc pod nosem: k....a, Żywiec, idzie wymienić. Karta wciąż wykazuje brak środków. Z tylu kolejka się burzy. Kasjer powoli nabiera rumieńców. "Trzydziestolatek" jest zachwycony ilością uwagi, jaką się mu poświęca. Ochroniarz wraca i z hukiem stawia zgrzewkę wody niegazowanej Żywiec na ladzie.

I tak się właśnie robi zakupy w moim sklepie osiedlowym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Fajne migawki :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

noooooooo, tam ogonek w lewym górnym rogu jest troszkę jakby pomimo, wskutek, ponieważ, a jednak - stanowczo przykurczony :))) ale ogólnie zajebiście - poważnie i właściwie już teraz relaksując się skorektowanym kutasem, daję zaocznego plusa za pomarszczonego blondyna. Krótko mówiąc, Adamie, duże brawa za bardzo smakowity osiedlowy kawałek :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.02.2008 15:35

+
czytając tekst miałam wrażenie, jakbym i ja właśnioe stała w tej kolejce

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też mieszkam na Osiedlu Przyjaźni, tyle że w Poznaniu. I ja mam mój SAM, w którym po omacku trafiam po chleb, kefir i żółty ser - Radamer (gdy go czasem zabraknie wpadam w konsternację i nie wiem jaki kupić). No i mam tam swoją ulubioną serową panienkę. Ale chciałem tu przytoczyć scenkę, w której wystąpiłem dwa dni temu. Późnym wieczorem wpadłem do mojego samu, by kupić coś na kolację. Tym razem oprócz Radamera postanowilem sobie pofolgować i nabyć dodakowo puszkę szynki. Z rosnącym apetytem i perspektywą ekstra wyżerki podszedlem do kasy. Piiiiip, zgrzyt... - Przepraszam, ale bedzie kłopot z tą szynką. - Dlaczego? - Bo my jej nie mamy w SYSTEMIE. - No ale ona przecież chyba ma jakąś cenę? - No nie. Dopóki jej nie NABIJEMY, to nie ma. - To jak ja mam ją kupić? Przecież mam pieniądze, szynka jest, to w czym problem? - Mówiłam panu, nie mamy tego towaru w SYSTEMIE.

Na moment zwątpiłem, czy moja szynka istnieje naprawdę. Wobec SYSTEMU oboje byliśmy równie bezradni, ja - rozczarowany klient i wesoła kasjerka. Z tą róznicą, że dla niej nie było w tej sytuacji niczego nadzywczajnego. Ona była elementem SYUSTEMU, ja nie. Wyaoutowany, schowałem pokornie bezużyteczny banknot. Na szczęscie tuż koło bloku mam jeszcze mały sklepik awaryjny, do którego SYSTEM póki co nie dotarł i gdzie kupiłem w końcu całkiem realną mielonkę.

Wizyty w osiedlowym samie faktycznie dostarczają materiału do refleksji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

= przyjemne czytanie

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

lekkie pióro;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

:) Teraz daję plusa, za Rudego. No i poprawiłeś zdublowane "kto":)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 06.02.2008 10:35

Fajne :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tam o alimentach jest jedno niewpotrzebne "kto", zdublowało się.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przyjemne :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.