Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

56006 miejsce

"Mój tydzień z Marilyn" Colina Clarka

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2012-05-21 15:21

Autor wspomnień, Colin Clark, na pewno by nie zdobył nawet cząstki tej sławy i chwały, jaka zawsze otaczała Marylin Monroe, gdyby nie „Mój tydzień z Marilyn”.

projekt okładki / Fot. Paweł PanczakiewiczLosy gwiazd są podobne. Najpierw płoną oślepiającym blaskiem, aby potem spłonąć jak meteoryty w ziemskiej atmosferze. O tym i podobnych sprawach traktuje niewielkich rozmiarów książka, będąca rezultatem osobistych spotkań autora z legendarną Marilyn Monroe. Z pozoru jest to jedna z wielu ulotnych książeczek, trącących sensacją i skandalem autorstwa kogoś znajdującego się w kręgu najbliższych znajomych gwiazdy. Sam przymierzałem się kiedyś do książki: „Rok z Violettą Villas”, ale jakoś się nie złożyło to nigdy w koherentną całość. Dlatego dobrze wiem, jaki jest powód tak późnego pojawienia się na rynku księgarskim spisanych wspomnień autora. To nie jest łatwe przekazać istotę autentycznie bliskiego kontaktu, który nie ma nic wspólnego z erotycznym pożądaniem, chociaż wieloletni asystent i twórca należał do kochanych przez kobiety mężczyzn, jacy pojawiali się na planach filmowych w Europie i za oceanem.

Istotą tych zapisków jest chęć pokazania osobistej tragedii Marilyn Monroe, gwiazdy nierozumianej przez swych współczesnych i zapamiętanej z powodu fałszywej legendy. Amerykańska ikona seksu i obiekt powszechnego uwielbienia z lat sześćdziesiątych stał się synonimem pięknej, lecz niezbyt rozumnej, rozkapryszonej gwiazdy Hollywood. Tymczasem Marilyn Monroe ukończyła słynne Actor’s Studio Lee Strasberga , uczącego dyplomowanych już aktorów, jak praktycznie stosować w filmie i teatrze metodę Konstantego Stanisławskiego.

Jak na wcielenie głupiutkiej blondynki (włosy przefarbowała) Marilyn całkiem sporo czytała i to nie tylko „Braci Karamazow”, ale także rozprawy teoretyczne i eseje. Choć jej kochankami byli przygodni fotografowie i członkowie ekipy filmowej, to jej mężem był nie tylko najsłynniejszy amerykański baseballista, ale także słynny żydowski pisarz, intelektualista. Kiedyś spytano Yve'a Montande'a jak wspomina pierwszy ekranowy pocałunek z boską Marilyn. On na to odpowiedział: "To było tak, jakbym całował Hitlera". Odczucia współczesnych gwieździe partnerów nie są więc jednoznaczne. Na prawie dwustu stronicach niewielkiego rozmiarami memuaru znajdziemy ich nazwiska i legionu znajomych dziewczyny, wychowującej się w środowisku ludzi pracujących w wytwórniach filmowych. Dojrzewała ona w atmosferze sławy wielkich gwiazd i stopniowo sama zapragnęła się nią stać. To główny temat długich, nocnych rozmów z młodszym od niej Colinem Clarkiem z przytulaniem się, pieszczotami, ale bez seksu, jeśli wierzyć autorowi wspomnień.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.