Facebook Google+ Twitter

"Mój tydzień z Marilyn" czyli opowieść o dziecku w ciele kobiety

Ikona kina. Skrzywdzone dziecko w ciele dojrzałej kobiety. Wrażliwa, delikatna piękność schowana pod maską gwiazdy emanującej seksapilem. Taka właśnie była Marilyn Monroe. A jaki jest film "Mój tydzień z Marilyn"?

 / Fot. Materiały promocyjne3 lutego na ekrany polskich kin wszedł film Simona Curtisa "Mój tydzień z Marilyn". Oparty został on na dwóch książkach Colina Clarka: "Książę, aktoreczka i ja" oraz "Mój tydzień z Marilyn", które są wspomnieniem jego krótkiej znajomości z Monroe.

W 1956 roku Colin Clark (Eddie Redmayne) wyjeżdża z rodzinnej wsi i dzięki swojej determinacji dostaje pracę jako trzeci asystent reżysera na planie filmu "Książę i aktoreczka". Do Londynu wraz z mężem Arthurem Millerem (Dougray Scott) przyjeżdża odtwórczyni głównej roli - Marilyn Monroe (Michelle Williams). Ma zagrać u boku Laurence'a Oliviera - w tej roli znakomity Kenneth Branagh.

Początkowo Colin jest zwykłym chłopcem na posyłki. Z czasem staje się jednak opiekunem wielkiej gwiazdy. To w jego towarzystwie borykająca się z problemami i nałogami Marilyn czuje się bezpiecznie. Pokazuje jej najpiękniejsze zakątki w Londynie. Wierzy w jej talent i obdarza ją miłością. Dla niego to pierwsze, nieskazitelne, prawdziwe uczucie, a dla niej jedynie kolejna przelotna znajomość, dzięki której choć na chwilę odrywa się od wielkiego świata show biznesu.

W filmie przedstawiono dwie osobowości Marilyn. Przed kamerami to pewna siebie bogini seksu, a na co dzień bezbronna, zagubiona dziewczynka. Nie od dziś wiadomo, że gwiazda borykała się z powracającymi napadami depresji i bulimią. Odpowiedzialna za te problemy była przede wszystkim sława i rozgłos. To one odgraniczały ją od ludzi i nakładały fałszywą maskę. Niestety bez kamer i wielbicieli nie potrafiła żyć, co zostało w filmie doskonale uchwycone.

Wcielenie się w legendę kina wiąże się z ogromnym ryzykiem. Michelle Williams podjęła się tego zadania i wyszła z tego "starcia" zwycięsko. Już nie raz udowodniła swoim warsztatem aktorskim, że ma talent. A tym razem umocniła tylko swoją pozycję. Dzięki doskonałej charakteryzacji, wyćwiczeniu sposobu poruszania się oraz opanowaniu kultowych gestów, widz ma wrażenie, że na ekranie ogląda prawdziwą Monroe. Nominacja Michelle do tegorocznych Oscarów jest więc niezaprzeczalnie słuszna.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Magda Sowa
  • Magda Sowa
  • 13.02.2012 10:01

Widziałam film i czytałam książkę, polecam jedno i drugie, choć nawet bardziej książkę. Colin Clark w "My week z Marilyn" potrafił stworzyć świetny klimat. Już niedługo w polskim przekładzie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

5+, gratuluję!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.