Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

30822 miejsce

Moja ciąża

Wbrew tytułowi nie będę opisywać swojej ciąży. Uznałam, że wspomnienia innych kobiet będą bardziej interesujące.

Ciąża, to nie choroba. Helena, lat 73, mieszkanka małej wioski w woj. mazowieckim.

Nowe życie. / Fot. http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Embryo_at_5_weeks.JPG&filetimestamp=20060605193059Co pamiętam z czasu, kiedy byłam brzemienna? Chyba niewiele, bo pamięć już nie ta, co dawniej. Utkwiło mi jednak takie zdarzenie. Byłam wtedy w siódmym miesiącu. Naszła mnie ochota na jabłko. Zobaczyłam takie ładne na drzewie, ale z ziemi nie mogłam dosięgnąć. Jabłonki były wysokopienne. Drabina gdzieś schowana w komórce, trzeba by wyciągać, ale to dużo zachodu. Wdrapałam się na jabłonkę i już miałam zerwać jabłko, a tu naglę słyszę jak mamusia woła: "Bój się Boga... gdzieś Ty weszła. Schodż natychmiast z tego drzewa, bo jeszcze spadniesz!". Więc zeszłam czym prędzej. Jakoś człowiek nie myślał, że gałąź się może złamać i że mogę stracić dziecko. Przez całą ciążę wszystko w domu i w polu robiłam. Dobrze się czułam. Czasem coś zabolało, ale się człowiek nie uskarżał. Nie było na to czasu. Nikt nie leżał, nie odpoczywał. Żyło się normalnie. Tak jak i przed ciążą. Bo to przecież nie choroba. To taki cudowny czas oczekiwania na nowego człowieka. Na dziecko.

O seksie, ciąży czy porodzie się w domu nie rozmawiało jakoś specjalnie. Czasem, tak przypadkiem. Mamusia urodziła nas czworo - podczas wojny. Tak prawie co 2 lata. Ona to miała dopiero ciężko. Ani wyżywić, ani ubrać. Musiała sobie radzić. Ale dała radę.

Pierwszą córkę urodziłam w 1964 roku. Pojechałam do szpitala. Przyjęli na oddział. Na sali były już 2 kobiety. Było badanie, a potem się czekało na swoją kolej. Jedna, to tak się bała, że w pewnym momencie znikła nam z oczu. Nie było jej widać i słychać. A ona pod stół się schowała i tam urodziła, jeszcze przed badaniem. Znalazła ją położna. Myśleli, że uciekła ze szpitala.

Najbardziej pamiętam podczas porodu słowa "Przeć! Dobrze przeć!" Urodziła się Dorotka. Sądziliśmy, że będzie chłopak, bo dobrze się czułam i ładnie wyglądałam. Córka do Tośka (Teodora) była podobna. Jemu było wszystko jedno czy chłopak będzie, czy dziewczyna. Potem nieraz psociła za kilku chłopaków. Na szczęście zdrowa była.

Młodsza o 4 lata Bożenka, to taki chorowitek. Mało nie umarła po urodzeniu. I potem ciągle problemy ze zdrowiem były...

Wtedy, to się w szpitalu leżało około 7 - 10 dni. Jak było dobrze, to wypisali do domu. Nie było żadnych odwiedzin. Dopiero po wypisie dziecko mąż zobaczył. Kto tam słyszał, żeby jakieś szkoły rodzenia były! Nieraz kobiety to i w polu urodziły. Czasem i dziecko zmarło, i rodząca.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Świetny materiał 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawe.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 08.08.2010 11:04

Świetny artykuł Ewo, gratuluję i pozdrawiam...5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe, tylko trudno mi uwierzyć, że w latach 60-tych ub.w. kobiety rodziły w polu, umierały dzieci i matki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo interesujące wyznania. /5/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.