Facebook Google+ Twitter

Moja droga...

Doświadczam czasami dyskryminacji krzyżowej. W takim kraju jak Polska krytykują mnie niektórzy ateiści i katolicy.

Droga Mleczna widziana w podczerwieni przez Kosmiczny Teleskop Spitzera / Fot. Milky Way IR SpitzerDomena publiczna„ Wiary nie narzuca się, ona jest dziełem przekonywania” Święty Bernard

Inspiracją do napisania tego tekstu był artykuł Marka Chorążewicza: „Warto zadać sobie pytanie: jaki jest mój własny światopogląd?”

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/warto_zadac_sobie_pytanie_jaki_jest_moj_wlasny_swiatopoglad_309421.html

Nie będzie to jednak polemika, bo też nie ma niczego spornego do zanegowania. W końcu każdy wierzy, w co chce.
Ludzkość od zarania dziejów rozwija się w oparciu o gotowe schematy myślowe. To one kształtują nasze wyobrażenie świata, ludzi. Zastępują niektórym indywidualne myślenie. Ale nie w moim przypadku. A może sobie tylko pochlebiam? Miałam wiele pytań i mam nadal. Zgodnie z sugestią Marka Chorążewicza, postanowiłam: „(…) zadać sobie trochę trudu i pomyśleć o swoich poglądach, chociażby po to tylko, aby je przypisać do istniejących definicji”, bo też faktycznie: „(…) w tych zawiłościach ludzkiego sposobu myślenia trudno niekiedy się odnaleźć”.
Wierzę w Boga, ale nie identyfikuje się z żadną religią. Doświadczam czasami dyskryminacji krzyżowej. W takim kraju jak Polska krytykują mnie niektórzy ateiści i katolicy.

Ateizm
Zaraz po Komunii Świętej poinformowałam rodziców, że nie będę chodzić do kościoła. Miałam 9 lat. Ojciec powiedział: ”okey”. I tak zostało do dzisiaj. Czym się wtedy kierowałam? To był chyba mój protest? Sprzeciw wobec nudzie, która panowała na lekcjach religii. Niechęć do wypełniania dodatkowych obowiązków. Pewnie też spostrzeżenie, że to tylko ja idę na niedzielną mszę… rodzice zostawali w domu. Na tym etapie życia nie doszukiwałabym się jakiejś głębszej ideologii w moim postępowaniu.
Po odejściu z kościoła musiałam nauczyć się żyć bez Boga. Lekko nie było.

Teizm
Po wielu wątpliwościach, mądrych i głupich pytaniach doświadczyłam cudownej łaski powtórnej wiary. Powrót do Boga to była prawdziwa droga przez mękę. I chociaż nie umiem Go opisać, nie mam wątpliwości, że istnieje. Raz występuje w mojej wyobraźni, jako jedna Osoba innym razem to Wszechogarniająca Siła, Moc. Nadal w życiu kieruje się intuicją i rozumem. Zasadą dominującą, którą wyznaję jest „powracająca fala” – co wysyłasz to wraca.

Spotkałam na swojej drodze wielu oponentów, których cechowało arbitralne wnioskowanie, nadmierna generalizacja, ale też miałam dużo szczęścia spotykając ludzi, którzy wykazali szacunek dla mojej odmienności.
Podobno nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. Dlatego nie widzę niczego niestosownego w wątpieniu, podważaniu dogmatów. Takim egzystencjonalnym pytaniom towarzyszy duży ładunek emocjonalny. Takie pytania zdarza się, że pchają świat do przodu.

Wspólna walka
Byłam, do dziewiątego roku życia, katoliczką, przeszłam przez fazę ateizmu, obecnie jestem teistą – agnostykiem* Czy dla tych trzech postaw ( światopoglądów) można znaleźć wspólny mianownik? Wg. mnie tak. To walka z głupotą i fanatyzmem. Ciemnotą i zabobonami. A także nietolerancją! W tych przypadkach zawsze warto stanąć po stronie prześladowanego. Ktoś jest innego zdania?


• Zastanawiam się czy jestem faktycznie stuprocentową przedstawicielką tego światopoglądu – według definicji? A poza tym jakie powinny być żeńskie końcówki określenia: teista – agnostyk?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Panie Marku, rozumiem, też tak mam...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Małgosiu, przykro mi bardzo, ale piszę tylko o tym, na czym się znam, albo ściślej mówiąc... "wydaje mi się, że się znam". Chociaż... zdarzyło mi się kiedyś popełnić taki tekst

link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panowie, dziękuję za komentarze i cenne uwagi.

Panie Marku, wychowanie dzieci? Temat - rzeka. Chętnie przeczytałabym coś na ten temat Pana autorstwa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A wiesz dlaczego zanika? Ponieważ to małe dziecko dostaje już w łeb na początku...nie koniecznie fizycznie.

"Milcz gówniarzu!", "nie zadawaj takich głupich pytań!", "dowiesz się dziecko, jak podrośniesz" - oto dyżurne sposoby zbijania z pantałyku małego człowieka chętnego do przyjmowania nowej wiedzy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale to są szczegóły. Tak naprawdę, według mnie, należy otworzyć oczy szeroko, jak dziecko, i jak dziecko zadawać najprostsze pytania. A wtedy wykręty, wygibasy i załamasy odpowiedzi staną się jasne.

Tylko że ta dziecięca ciekawość z wiekiem zanika powszechnie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Zastanawiam się czy jestem faktycznie stuprocentową przedstawicielką tego światopoglądu – według definicji?/

Czy to ważne? Nie mozna być przedstawicielem własnego poglądu? Ta próba dopasowania się w czyjeś ramy jest doprawdy zadziwiająca. I powszechna. Ze mną samym oczywiście też. Przecież jest to koronny argument zbijający wszystkie inne: nie tacy już się nad tym głowili... Co, rzecz jasna, nie jest argumentem przeciw zaznajamianiu się z tym, nad czym tamci się głowili ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak ktos trafi na tekst po "czasie dyskusji", jest raczej pewne, że się nie odezwie, bo dyskutujacych w tym miejscu juz nie ma. Ale tekst i dyskusja jest. Przynajmniej póki co ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się z Markiem, że należy uściślić pojęcia.
Nie zgadzam się z tym, że bez uściśleń dyskusje muszą prowdzą do nikąd. Mogą prowadzić bowiem właśnie do poszukiwania uściśleń. Własnych, rozmówcy, nawet wbrew temu, co w danym momencie piszą, a także tych, którzy się nie odzywają, a czytają.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku, zgadzam się z Panem... Uwagi przyjmuję i na pewno wykorzystam w kolejnych tekstach. Bardzo cenie sobie takie konstruktywne wpisy.

Usprawiedliwienie: Odczułam tak silną potrzebę wyrzucenia z siebie pewnych rzeczy, że zbyt wąsko podeszłam do tematu, a przecież artykuł powinien czemuś służyć?
Biję się w pierś.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szanowna Pani Małgorzato,

skłamałbym, gdybym zaprzeczył, że nie trąciła Pani mojej próżności pisząc, iż to moje przemyślenia były inspiracją do napisania tego tekstu.

Podejrzewam, że tak myślących osób, jak Pani jest znacznie więcej. Wydaje mi się, że kluczem do jakichkolwiek dalszych rozważań byłyby odpowiedzi na pytania, jakie zamieściła Pani po śródtytule "Wspólna walka".

Dlaczego tak sądzę? Ponieważ dla różnych ludzi terminy jakich Pani użyła, co innego mogą znaczyć. Głupota, fanatyzm, ciemnota, zabobony i nietolerancja - bez zdefiniowania tych pojęć z kimś, z kim chce Pani rozważać tematy światopoglądowe - dyskusja jest niemożliwa. To będą tylko monologi.

Sama tylko "głupota" jest wcale nie tak jasnym pojęciem, bo dla niektórych będzie nią samo zaprzeczenie istnienia Boga.

A fanatyzm? Czy jeżeli ktoś wypełnia wszystkie kryteria i zapiski ze swojej świętej księgi (podstawy wiary) - jest prawym wyznawcą swojej religii czy fanatykiem?

A czym jest ciemnota? To też musi Pani ustalić z rozmówcą, bo inaczej nie będzie nici porozumienia. Dla jednych jest to brak wiedzy w wielu dziedzinach, a dla innych będzie to taki stan, kiedy druga strona nie przyjmuje do wiadomości a priori jakichkolwiek Pani argumentów i nie będzie próbowała ich obalić.

Pojęcie zabobonu - to istny worek na mnogość definicji. Dla jednych plucie przez prawe ramię będzie zabobonem, a dla innych może to być wiara np. w jedność w trójcy.

I na koniec - tolerancja bądź jej brak! Bardzo częste nieporozumienia wynikają z tego powodu dlatego, że dyskutujące osoby mylą tolerancję z akceptacją.

Tylko zasygnalizowałem problem, bo jest on zbyt obszerny na jeden komentarz. Ale uważam, że bez takich uściśleń wiele dyskusji jest jałowych, nieprzyjemnych, prowadzących do nikąd, a raczej należałoby powiedzieć - do agresywnych zachowań dyskutantów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.