Facebook Google+ Twitter

Moja lalka ma krakowskie ubranie

Dzisiejsze wspomnienie z lat dzieciństwa, przypadającego na powojenne lata, przywołała dość rzadka kalendarzowa okazja: połączenie niedzieli i prima aprilisu.

Fot. AKPARok 1950. Na lekcje religii chodzimy do kościoła. Lekcje odbywają się w sali na plebanii, ale w ciepłe dni słuchamy nauk na trawie pod kościołem. Zbliża się czas pierwszej spowiedzi.

Nadchodzi wreszcie ten dzień. Siedzimy w skupieniu pod dzwonnicą i - jak ksiądz przykazał - robimy rachunek sumienia. Po kolei, według przykazań, żeby nie skłamać. Wszystko jakoś się układa, do czasu.

Innych bogów nie ma, bo i skąd, "nie zabijaj", sprawa jasna. Nikogo jeszcze w życiu żadna z nas nie utłukła, muchy się nie liczą. Wszystko dobrze idzie, a tu taki kłopot. Nie cudzołóż! Co to jest? Jak się cudzołoży?

Sprawa podejrzana; ksiądz mówił o wszystkich przykazaniach ale jakoś o tym jednym akurat zapomniał i masz babo placek. Co robić żeby w konfesjonale nie skłamać? Ustalamy solidarnie, że na wszelki wypadek lepiej się przyznać. Stoję w kolejce do konfesjonału, trzeba przez to przebrnąć. Najwyżej ksiądz nakrzyczy. Nie ja jedna usłyszę reprymendę. Ksiądz lubi czasem pokrzyczeć.

No więc tak, szepczę do majaczącego w półmroku ucha – cudzołożyłam. Za kratką cisza, ksiądz dostaje kaszlu i po chwili pyta: dziecko, czy ty się może brzydko bawiłaś? Masz ci los! Jak się człowiek może brzydko bawić, kiedy się bawi? Wzbiera we mnie fala buntu.

Oznajmiam więc z całym przekonaniem że nie, że nie mogę się bawić brzydko, bo moja lalka jest ładna, bo jej krakowskie ubranie uszyłam. Za kratką jakieś dziwne prychnięcie, stuk, puk, stuła do pocałowania i zdrowaśka za pokutę. No, jakoś poszło. Rozgrzeszenie jest i o to chodziło.

Wreszcie ważny dzień. Komunia. Bieda powojenna, przyjaciółka ma sukienkę z najlepszego prześcieradła. Koronki wyprute z matczynej, przedwojennej sukni, wiją się tu i ówdzie, artystycznie podoszywane do płótna. I girlanda z białych różyczek. Przepiękne.

Kilku chłopców w ojcowskich butach z cholewami. Jak bajkowe koty, ale buty wypucowane na glanc. A ja jak ta królewna: ciotka z Ameryki dokopała się adresu, przysłała kawał białej organdyny w groszki i mama uszyła sukienkę. Do kompletu białe pantofelki z prawdziwej bielutkiej skórki. Cudo!

Rano biegnę po kwiatki na wianuszek. Trzeba uwić świeży żeby kwiatki nie zwiędły. Potem – fryzjer. Przedwojenny golibroda rozgrzewa nad płomieniem rurki, chłodzi zaciskając na gazecie. Wreszcie rurki nie pozostawiają brązowych karbów na papierze - można fryzować. Stary fachowiec zręcznie nawija długie włosy i robi francuskie loki. Wracam do domu trzymając sztywno głowę. Jejku, żeby tylko nie padało!

Wreszcie idziemy do kościoła. Dorośli z tyłu żeby tłoku nie robić. My, ustawione przez siostry zakonne w kolumny, zapełniamy nawę białym tłumem. W brzuchach burczy bo to już blisko południe. Wszystkie przecież zgodnie z obyczajem - na czczo. Nabożeństwo, świece, kadzidło, kilka dziewczynek mdleje. Siostry odprowadzają je na schodki bocznych ołtarzy i pomagają wrócić do przytomności.

Wreszcie koniec uroczystości. Wychodzimy na zewnątrz, a tam niespodzianka! Pod kościołem ustawione stoły i ławki. Na stołach słodkie, maślane bułeczki z kruszonką i kubek kakao. Wolno wreszcie jeść! Ale pycha!

Nadchodzi ostatni akcent pamiętnego dnia. Kolejka do fotografa. Uśmiech, nóżka trochę bardziej do przodu, świeca wyżej, tak, dobrze,skręć główkę bardziej w prawo, nie ruszaj się, błysk, ile odbitek pani życzy, za tydzień odbiór, następna proszę..

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

nie ma to jak wspomnienia:) zgrabnie napisany tekst, dobrze sie czyta. Przypomina mi to opowieśc mojej babci( ktora miala komunie rzecz jasna wczesniej, ale wygladala podobnie). Plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.