Facebook Google+ Twitter

Moja wielka grecka wycieczka…

…a właściwie "My Life in Ruins" w reżyserii Donalda Petrie, to komedia romantyczna, której premiera odbyła się w Polsce 31 lipca. Tytuł nawiązuje wyraźnie do filmu "Moje wielkie greckie wesele", ale obie produkcje łączy jedynie pierwszoplanowa rola Nii Vardalos.

 / Fot. Materiały promocyjneFabułę filmu - prostą i szablonową - można streścić w kilku zdaniach. Georgia jest doktorem historii, jej marzenie to praca na Uniwersytecie w Stanach. Jednak gdy jej kolejne podania o pracę są odrzucane, wyjeżdża do Grecji, gdzie tymczasowo pracuje jako pilot wycieczek, a raczej groteskowych wypraw, podczas których opiekuje się zgrają rozwydrzonych turystów. Musi sprostać oczekiwaniom zwiedzających, którzy jednak bardziej wolą plażowanie i zakupy niż historię antycznych budowli kolebki filozofii.

Te wątki widzieliśmy już tyle razy, że filmu nie można nazwać arcydziełem. Georgia jako niedoszły wykładowca zanudza turystów datami. Z kolei jej podopieczni to przejaskrawiony przegląd charakterów - powolni staruszkowie, szukające mężów rozwódki, zgryźliwe małżeństwo, nieszczęśliwa nastolatka, para wciąż „pracująca” nad potomkiem i oczywiście młodzian z USA - nieogarnięty i mało bystry dzieciak z cywilizacji konsumpcji.

W całym tym horrorze, jak na prawdziwą komedię romantyczną przystało, Georgia musi znaleźć miłość. Gdy „facet od naleśników” się nie sprawdza, pozostaje Pupi (Alexis Georgoulis) - kudłaty kierowca wycieczkowego autobusu, który z milczka w kamizelce zmienia się w subtelnego kochanka, na sam koniec filmu występującego w garniturze.

Zakończenie nie jest trudne do przewidzenia. Wszystko kończy się wspaniale, Georgia odnajduje radość życia, czyli greckie kefi, zostaje przyjęta na Uniwersytet, ale pozostaje jednak w Grecji, ze swoim już nie-kudłatym kierowcą. Mało tego, zgraja nieszczęsnych turystów przemienia się w grupę cudownych ludzi, szczerych przyjaciół, którzy szepczą jej, że jest podobna do Angeliny Jolie. Nawet babcia, która całą wycieczkę kradnie, wręcza Georgii prezent, z paragonem!

Wszystko jest tu schematyczne i nieskomplikowane, ale taki właśnie jest urok komedii romantycznych. Fanom lekkiego, „wakacyjnego” kina, a także tym, którzy lubią niewybredny humor - polecam. Wszystkim, którzy od komedii romantycznych stronią - zdecydowanie nie polecam.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.