Ks. prof. Józef Tischner pisał: dialog to budowanie wzajemności.
W takim razie powiedz mi, jak zmieniał się Twój stosunek do inności?
- Miałam półtora roku, gdy się urodziła moja siostra Małgosia. Oczywiście na początku nie rozumiałam co to znaczy „niepełnosprawna”. Jednak z czasem poznawałam coraz więcej osób niepełnosprawnych i strach przed nimi uciekał. To nawet zaczęło być bardzo ciekawe, móc się z nimi spotykać, próbować porozumiewać się, pomagać. Wiem, ze to brzmi śmiesznie, że mała dziewczynka mogła pomagać dorosłym ludziom. Pewnie mówię o tej pomocy na wyrost, bo ja właściwie tylko z nimi byłam, razem uczestniczyłam w spotkaniach. Takie wspólne zajęcia pozwoliły mi poznać te osoby, które naprawdę wydawały się takie groźne. Wiem, że nie tylko niepełnosprawni różnią się od reszty społeczeństwa. Gdy byłam małym dzieckiem, bardzo mnie dziwił widok osoby o ciemnej skórze, innym stroju. W tym roku byłam na wakacjach w Wiedniu i miałam okazję widzieć osoby bardzo różniące się od tych, które spotykam na co dzień w swoim mieście. Miały inne stroje, mówiły innym językiem, różniły się kolorem skóry, rysami twarzy. Najciekawiej było w wiedeńskiej siedzibie ONZ – takie nagromadzenie przedstawicieli różnych kultur. Turystów oprowadzało dwóch przewodników, jeden mówił w języku angielskim, drugi – po niemiecku. I co dziwne, choć nie rozumiałam wszystkich zdań, w rezultacie zrozumiałam bardzo wiele z tej wycieczki. Chociaż często wołałam mamę o pomoc w tłumaczeniu, jednak już wiem, że nawet przy słabej znajomości języka można się porozumieć. Tylko trzeba tego chcieć. Wyjazd do Wiednia, gdzie jest jeszcze większa mieszanka kultur niż w naszej stolicy, był bardzo dobrą lekcją akceptacji inności. Mieszkam w takim rejonie Polski, gdzie też jest duża mieszanka kultur, narodowości, ale teraz, po powrocie z Wiednia, takie wspólne życie na jednym terenie stało się jeszcze bardziej naturalne. I bardzo ciekawe. Już nie boję się ludzi różniących się ode mnie, jak kiedyś, gdy byłam mała.
Nie zapominajmy o odmiennościach, wynikających także ze stopnia sprawności naszych najsłabszych – osób niepełnosprawnych, którym powinno się okazywać pomoc niezależnie od kultury danego kraju. To, czy umiemy pomóc słabszym, umacnia w nas prawdziwe człowieczeństwo