Facebook Google+ Twitter

Moje Eldorado - Salam Alejkom!

Starożytny Egipt - tajemniczy świat piramid, faraonów i magicznych rytuałów. Świat, który istniał 3000 lat, bezpowrotnie utonął w mrokach historii...

Widok z balkonu hotelu Sea Gull / Fot. Katarzyna TykwińskaEgipt, zwany inaczej Arabską Republiką Egiptu, to państwo w północno-wschodniej Afryce, będące niegdyś kolebką starożytnej cywilizacji. Dziś jest znane głównie z piramid (jeden z siedmiu cudów świata), faraonów, hieroglifów, mumii i raf koralowych. Chciałabym przedstawić go wam z tej strony, o której się nigdy nie mówi.

Hotelowy widoczek / Fot. Katarzyna TykwińskaMoja fascynacja tym krajem rozpoczęła się jakieś 6 lat temu, gdy na którymś z kanałów w rodzaju Discovery obejrzałam program o piramidach i mumiach. Zaciekawiło mnie tak bardzo, że rok później razem z rodzicami postanowiliśmy, że dwa tygodnie wakacji spędzimy właśnie tam. Pomijam już fakt, że był ich to tzw. drugi traf, bo biuro podróży, z którym mieliśmy lecieć do Tunezji, nie miało zgody na organizowanie usług turystycznych. Przed oczami miałam tylko złociste plaże, ciepłe morze i grobowce, które będę zwiedzać z zapartym tchem. Nic nie równało się radości, która towarzyszyła mi po przylocie. Zainteresowania czas rozwijać. Kierunek: Hurghada.

Kolejny widok z balkonu / Fot. Katarzyna TykwińskaJeszcze parę lat temu Hurghada była spokojną, rybacką osadą. Dziś jest największym i najbardziej popularnym kurortem w Egipcie. Sezon trwa cały rok. Hotele razem z przylegającymi do nich restauracjami, sklepami, basenami oraz strzeżonymi plażami tworzą tzw. resorty. Po prostu miasta w mieście. Wśród turystów krąży jedna opinia: „Egipt albo pokochasz, albo znienawidzisz. Innego wyjścia nie ma”. Ja pokochałam. Miejscowi są bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów. Z chęcią rozmawiają, nakłaniają do zakupów, kochają się targować i dostawać bakszysz, czyli pieniężną darowiznę. Niegroźne są ich zaczepki typu: „Habibi (co w języku arabskim znaczy kochanie)! I love you!”, a także zaproszenia na herbatę czy oprowadzenie po okolicy. Nie za darmo oczywiście, pamiętajmy o skromnym napiwku.

restauracja 'Felfela' / Fot. Katarzyna TykwińskaWśród spacerujących wczasowiczów można zauważyć, zwłaszcza wieczorem czy nocą, muzułmanki z dziećmi, a także grupy miejscowych mężczyzn idących pooglądać telewizję w przydrożnych - jeśli mogę to tak określić - wykafelkowanych wnękach. Tam zapalają sziszę, czyli fajkę wodną i piją herbatę z liściem świeżej mięty. Młode Egipcjanki od urodzenia są traktowane jak księżniczki. Oczywiście nie przeszkadza im szczelnie owinięta chustą głowa. Każda z nich ubrana w lśniącą sukienkę, buciki na obcasie i biżuterię maszeruje podczas wieczornych spacerów u boku mamy. Pewnego razu idąc ulicą, przez przypadek wkroczyłam w zabawny świat miejscowego Wesołego Miasteczka. Całe rodziny przy nawoływaniach z minaretu spędzały wspólnie czas. Część dzieci jeździło na trójkołowych, starych rowerach, inne zażywały kąpieli w kolorowych i brudnych - jakże rzeczywistość jest okrutna - piłeczkach, a rodzice bacznie je obserwowali. Dziwne było to, że o godzinie, chociażby 2 w nocy, na ulicy można było spotkać pełno dzieci i dorosłych! Tak, to właśnie w nocy Egipt tętni życiem.

Spaceruję główną ulicą Sheraton Road. Dźwięki, zapachy... Nie oglądam się za zaczepkami (chyba, że odpowiadam „Imszi min hena!” [1]), idę przed siebie i czuję wolność. Tego nie da się opisać. Nie zwracam uwagi na nic. Czuję się, jakbym była sama między ruchliwą ulicą a arabskimi piosenkami, pomiędzy zapachem orientalnych przypraw i aromatem sziszy. Mogłabym biec przed siebie mając świadomość, że wszystko jest w zasięgu ręki, że przebywanie tutaj naprawdę daje szczęście, nieskrępowanie i indywidualizację. Gdy ludzie pytają mnie, co czuję, gdy tam jestem – nie potrafię odpowiedzieć. Bo wewnątrz rozpiera mnie jakaś siła i radość. Dopiero tam czuję się dobrze. I nie patrzę na to miasto jak na kurort, ale jak na miejsce, w którym naprawdę da się żyć.

W jednej z uliczek ... (ehh jakość...szłam i ręka mi się trzęsła-wybaczcie ;] ). / Fot. Katarzyna TykwińskaMiędzy kawiarnią Mashraba a budynkiem miejscowego banku skręcam w uliczkę, która prowadzi pod górę. Jest ciemno. Nie powinnam chodzić sama... Znajduję się w miejscu oddalonym od tych wszystkich brzmień. Cisza. Z czerni nocy wyłaniają się bloki, co chwilę przez żwirową drogę przemknie jakiś wychudzony kot, widzę wnękę i człowieka z deską do prasowania – pralnię, jakiś kilkulatek nosi ciężkie butelki wody i pomaga ojcu. „Yalla [2]!” krzyczy stary do młodego, a ten biegnie, ile sił w jego krótkich nóżkach. Tu już nikt nie ma białej koszuli i garnituru, jest pusto jak na odludziu. To tam w samym środku miasta kwitnie życie i interes, a tu? Jakby wszyscy zapomnieli. Chyba jestem na jakimś obrzeżu. Niski murek, a za nim wielkie góry piasku. Obracam się i widzę "węże świetlne", czyli kolorowe rurki. Cały budynek jest nimi ozdobiony. W ciemnościach wygląda to bardzo pięknie. Pewnie za dnia nawet bym nie zauważyła.

Tym razem każę zawieźć się taksówką w drugą stronę. Zdziwiony taksówkarz wysadza mnie na środku ulicy. Płacę 5 egipskich funtów i zamykam drzwi. Odjeżdża. A ja znów sama. Tu już nie ma nic. Dwupasmowa ulica, mknące samochody, w powietrzu zniżający się do lądowania samolot. Po prawej stronie nic, po lewej to samo. Oprócz piasku. Dochodzą do mnie ujadania dzikich psów. Po 20 minutach marszu, ku mojemu zdziwieniu znów pojawiają się bloki! I wspaniała restauracja jakby w zamku, a żeby wejść do środka, trzeba pokonać mały labirynt, ale naprawdę warto! Siadam w samym środku przy malutkim stoliczku. Zamawiam karkade – napój z czerwonych działek kielicha hibiskusa. Kelner odważnie pyta „Izajek?[3]” i mruga okiem. Odpowiadam „Quaiesa, shoukran[4]” i odwracam się w drugą stronę. Jakże niebo potrafi być przejrzyste. I ile na nim gwiazd ...

Giftun Island / Fot. Katarzyna TykwińskaDelikatny i złocisty piasek, ciepła woda oraz ciągnące się od brzegu rafy koralowe zadowolą każdego złaknionego wypoczynku. Klimat Egiptu i wyposażenie plaż sprzyjają kąpielom słonecznym. Latem można się opalać przez 12 godzin, zimą ponad 7. Szkoda tylko, że zimą już o godzinie 16 robi się ciemno. Szczególnie polecam rejs statkiem po Morzu Czerwonym. To miłe połączenie plażowania z wycieczką. Dla żądnych przygód szkoły nurkowania, których w samej Hurghadzie jest ponad 200, przygotowały wyprawy w morze łódką ze szklanym dnem, a także łodzią podwodną. Czasem wystarczy jedynie założyć maskę na oczy, rurkę i kostium kąpielowy, a następnie wsadzić głowę pod wodę. Morze jest bardzo przejrzyste. Kolorowe rybki wykonujące swoje śmieszne tańce między rafami koralowymi na pewno wprawią was w zachwyt. Nie ominęła mnie nawet przejażdżka na wielbłądzie. Szczerze? Nie polecam. Wyczyn dla ludzi o mocnych nerwach z odrobiną umiejętności zachowania równowagi.

Dobrze już wszystkim znany Sfinks (wiecie, że Egipcjanie nie znają tej nazwy?? ;) ). / Fot. Katarzyna TykwińskaO Gizie, Luksorze, Asuanie, Aleksandrii czy samym Kairze chyba nie muszę opowiadać. W końcu to jedyne symbole, dzięki którym Egipt zaistniał w świadomości przeciętnego człowieka. Zawsze irytują mnie gazety, które nie potrafią zamieścić innych zdjęć niż te przedstawiające powyższe miejsca. Przecież to państwo ma tak wiele bogactw, wystarczy trochę się wysilić i ich poszukać.

Daktyle / Fot. Katarzyna TykwińskaPrzed wylotem robię ostatnie zdjęcia pod palmami, kupuję srebrny kartusz ze swoim imieniem wypisanym hieroglifami, papirus i pocztówki. Ze Sfinksem i piramidami oczywiście, bo tylko to sprawi, że gdy znajomi zerkną na nie, pomyślą o Egipcie. Jednym z najpiękniejszych miejsc na Ziemi. O kraju faraonów, gdzie zawsze świeci słońce.

[1] "Odejdź ode mnie!" - stosuje się w stosunku do nachalnych ;)
[2] "Chodź", "Szybko!"
[3] "Jak się masz?"
[4] "Dobrze, dziękuję"Widok z balkonu hotelu Sea Gull / Fot. Katarzyna Tykwińska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (26):

Sortuj komentarze:

bqmnewcz
  • bqmnewcz
  • 14.07.2011 20:09

hB7bLE <a href="http://ymbemekbcbji.com/">ymbemekbcbji</a>, [url=http://enerqoqoyqod.com/]enerqoqoyqod[/url], [link=http://vjlbnxquvtlq.com/]vjlbnxquvtlq[/link], http://uvxyfbpmhmuz.com/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mnie się bardzo podobało.
Spojrzałem: ale długie... Za długie na link
Zacząłem czytać i mnie pochłonęło. Bardziej literacki niż dziennikarski styl, ale czytało mi się doskonale.
Daty na zdjęciach trochę przeszkadzają, przypisy na końcu tekstu też (na drugi raz wrzuć tłumaczenia, proszę, w nawiasy przy egipskich odpowiednikach).
Plus za przyjemność jaką miałem z czytania i niespotykany tutaj styl pisania. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rewelacja, Plusik +

Komentarz został ukrytyrozwiń

jeszcze raz dziekuje ;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do tekstu mam kilka zastrzeżeń, większość z nich wymienili już moi poprzednicy. Nie będę ich zatem powtarzał. Tym niemniej plusa dam, za udany w sumie debiut:) Nikt od razu nie pisał tu tekstów stojących na nie wiadomo na jakim poziomie, a ten - mimo usterek - pokazuje, że potencjał masz. Więc pisać, pisać, pisać!

Aha, i bardzo podoba mi się rzeczowy sposób, w jaki przyjęłaś krytykę. Często brakuje mi tutaj tego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

mnie również zraził datownik, łatwiej wybaczyć krzywe czy prześwietlone zdjęcie niż wielkie kulfony daty na fotce :))
pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Part: "Krotka analiza. Autorke zdziwiony taksowkarz wysadza (jakos dziwnie mi brzmi wyraz "wysadza"..., ale ok - czepiam sie) na srodku ulicy. [...] Dwupasmowa ulica. Wysadzil Ja pomiedzy pasami? Niezle! Na dodatek po srodku samolot laduje! Hardcore! A nie, przepraszam, bo sie zagalopowalem, to bylo soft, bo nagle sie jeszcze psy pojawiaja! " - nie byles - nie mow ;) jak pojedziesz i zobaczysz to wtedy opowiedz, co widziales. Tak to jest prawda. Jest ruchliwa ulica, jak Cie wysadzaja to nie laskawie na chodniku tylko na srodku, gdzie jak dobiegasz do chodnika gubisz klapki...do tego tak laduje tam samolot! W Hurghadzie (slyszalam, ze nie byles, ale wszystko wiesz) jest lotnisko i od centrum Sakkali z 2-3km - samolot to nie motorek tylko olbrzym, ktorym potrzebuje miejsca na wyladowanie. Czyli wnioskujac: skoro lotnisko jest obok, a samolot musi znizyc sie do ladowania - to chyba jasne, ze pojawia sie na niebie bardzo nisko. Jesli byles w Warszawie i jechales na Okęcie to bys tez widzial jak samolot leci kilkanascie m nad autostrada ;) (btw. napisalam: 'w powietrzu zniżający się do lądowania samolot' - w powietrzu, nie na ulicy, czytaj uwaznie ;) ).

No ze zdjęciami troche zawaliłam, ale juz lepsze było to niż 'ukraść' coś z internetu, bo artykuł bez zdjęć wydał mi się zbyt 'blady'. Tylko zostawcie datownik w spokoju :P hehe

Dluzyzny?? - czytelnik jak chce to potrafi wyłuskać esencje z artykułu. Krócej nie można było. Tak to już jest, czymś trzeba zacząć, czymś skończyć. Nie można prosto z mostu wcisnąć jakiegoś osobistego 'opowiadania', bo by kazdy zalapal o co chodzi dopiero w połowie. Miło mi, że mamy wykształcone społeczeństwo i każdy wie o piramidach, ale jak dobrze widać - nie pisałam o nich (a mogłabym, mogła, bo kocham ;) ).

Zaliczam to do udanego debiutu i moim amatorskim (jak każdy) okiem rzuciłam na inne powiązane artykuły. Ale nie o tym teraz mowa :P ;]

Dziekuje za wszystkie dobre slowa i za krytyke rozniez :) za wskazówki na przyszłość ;)
pzdr ;*

Komentarz został ukrytyrozwiń

dajcie sie dziewczynie rozkrecic;) czekamy na wiecej :) (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.01.2008 23:39

No dobra, przebrnalem jakos dalej. I takie cos:
"Tym razem każę zawieźć się taksówką w drugą stronę. Zdziwiony taksówkarz wysadza mnie na środku ulicy. Płacę 5 egipskich funtów i zamykam drzwi. Odjeżdża. A ja znów sama. Tu już nie ma nic. Dwupasmowa ulica, mknące samochody, w powietrzu zniżający się do lądowania samolot. Po prawej stronie nic, po lewej to samo. Oprócz piasku. Dochodzą do mnie ujadania dzikich psów"

Krotka analiza. Autorke zdziwiony taksowkarz wysadza (jakos dziwnie mi brzmi wyraz "wysadza"..., ale ok - czepiam sie) na srodku ulicy. [...] Dwupasmowa ulica. Wysadzil Ja pomiedzy pasami? Niezle! Na dodatek po srodku samolot laduje! Hardcore! A nie, przepraszam, bo sie zagalopowalem, to bylo soft, bo nagle sie jeszcze psy pojawiaja!

To mialo byc cos w stylu Paulo Coelho mniemam? Tekst mi sie niepodoba, choc sa fragmenty, ktore do gustu mi przypadly. I - wbrew pozorom - jest ich duzo. Gdyby tylko te fragmenty zostawic, to artykul bylby na dwa plusy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No Januszu gdzieżbym śmiała odbierać Ci tę możliwość;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.