Facebook Google+ Twitter

Moje literackie labirynty

Moja przygoda z literaturą zaczęła się w podstawówce. Dość prozaicznie - od czytania lektur szkolnych. Z czasem odkryłam, że książki nie są obciachem. I nie przeraża mnie to, że wielu mówi, iż książki są "niemodne" czy "passe".

Plik z zasobów Wikimedia Commons na licencji cji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej. / Fot. Raul654Moja przygoda z literaturą zaczęła się prozaicznie - poprzez lektury szkolne. Nie pamiętam dokładnie od której klasy zaczęłam być molem książkowym. Chyba od drugiej. Niestety, obecnie nie jestem sobie w stanie przypomnieć tytułu mojej pierwszej książki. Jednego jestem pewna: od pierwszej przeczytanej książki - odkryłam, że książki są super. Czytając je, poprawiamy nie tylko ortografię czy stylistykę, ale przede wszystkim rozwijamy swoją wyobraźnię. A nade wszystko wzbogacamy siebie wewnętrznie.

Dawno temu w podstawówce


Będąc dzieckiem, na pewno podobały mi się "Dzieci z Bulerbyn", czy "Ania z Zielonego Wzgórza", którą w tamtym czasie uważałam za "babską literaturę", choć totalnie nie miałam pojęcia, co to znaczy. Potem było moje pierwsze zetknięcie z fantastyką, czyli "Akademia Pana Kleksa".

Czasem było obciachowo - niektórych książek w podstawówce nie cierpiałam - na przykład "W pustyni i w puszczy". Nudziła mnie bardzo, na dodatek jej format był nie nadający się do trzymania (była ogromna i miała kiczowate obrazki...). Dodatkowo, jako środek dyscyplinujący (w końcu to lektura szkolna, trzeba ją znać, bo pani nauczycielka będzie pytała) musiałam czytać na głos babci i dziadkowi... Oczywiście, sprawdzali czy czytałam. Jak mnie nie było słychać, to przychodzili i ponaglali. Drugą książką, której nie lubiłam był "Anaruk - chłopiec z Grenlandii". Zastanawiałam się, kto i po co napisał takie nudy.

Tak czy inaczej, w podstawówce, zawsze czytałam ponad miarę. Nie tylko lektury obowiązkowe, ale i ponadprogramowe. Z biblioteki szkolnej brałam dużo, a potem swoje refleksje dotyczące książek wpisywałam do "zeszytu lektur". Umieszczałam w nim nawet jakieś śmieszne obrazki, żeby zachwalić lub odradzić daną książkę przed koleżankami i kolegami z klasy. A potem, na koniec roku szkolnego szłam z wypiekami na twarzy po odbiór nagrody za czytelnictwo.

Zobacz także:

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Pani Zuzanno podzielam Pani pasję do literatury historycznej. Tej 'Kaffy' to wręcz zazdroszczę . Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.