Facebook Google+ Twitter

Moje "nie" dla polskiego selekcjonera reprezentacji Polski

Od momentu kiedy Waldemar Fornalik przestał być selekcjonerem reprezentacji Polski w Polsce toczy się debata na temat jego następcy? Czy powinien być Polakiem czy też cudzoziemcem. I ja chciałbym zabrać głos w tej sprawie

Szczerze mówiąc to jestem zaskoczony faktem, iż prezes PZPN, Zbigniew Boniek, z którym wiąże spore nadzieje, postanowił znaleźć nowego selekcjonera w Polsce; wszak niedawno pożegnał się z Waldemarem Fornalikiem. Dość przypomnieć, że poprzednikiem Fornalika, był Franciszek "Franz" Smuda, który z reprezentacją miał czynić cuda, a z niewiadomych powodów ich nie uczynił. Wydawało mi się, że Boniek jako inteligentny oraz spostrzegawczy facet wyciągnie z tego wnioski. Bo cóż nam mówi klęska Smudy z reprezentacją na EURO 2012? Że najlepszy trener ligowy jest za słaby na naszą kadrę? A przecież
kiedy Smuda został selekcjonerem mówiono, że ta robota należy się mu jak psu zupa. Wszak to najbardziej utytułowany trener ligi polskiej ostatnich 20 lat, który niemal z każdą polską drużyną osiągał sukcesy; również na arenie międzynarodowej (wszak to ostatni polski trener, który awansował do fazy grupowej Champions League) I to właśnie przeważyło, iż Smuda został selekcjonerem, okazało się, że dla króla ligi polskiej prowadzenie drużyny narodowej to za wysokie progi. Wystarczyło, że Smuda wrócił do pracy w lidze polskiej i szybko okazało się, że tytuł króla tej ligi nie jest na przyznany na wyrost. A skoro król ligi polskiej nie poradził sobie z reprezentacją Polski to skąd przekonanie, że da radę Fornalik albo Nawałka. Przecież oni obydwaj nie mają nawet połowy doświadczenia jaki ma Smuda. Proszę powiedzieć, czy Fornalik osiągnął jakiś sukces poza pracą w Ruchu Chorzów, a Nawałka poza Górnikiem Zabrze. To już Lenczyk bardziej nadaje się na selekcjonera, ponieważ dokonał dwóch cudów z Bełchatowem oraz Śląskiem Wrocław.

Przykład Smudy pokazuje nam, że praca w lidze polskiej nie ma przełożenia na rozgrywki międzynarodowe. I jest to wniosek jak najbardziej słuszny i oczywisty: przecież my nawet nie mamy ligi na średnim poziomie europejskim, taką jaką mają choćby Ukraińcy czy Rosjanie. Trudno się później dziwić, że trenerzy, którzy w niej pracują dopasowują się do jej poziomu. Ile mamy polskich trenerów w szanowanych ligach europejskich? Franciszek Smuda próbował swoich sił w Regensburgu, nie poszło mu tak samo jak z reprezentacją. Nie przeszkadza mu to jednak z Wisłą bić się o czołowe lokaty w Polsce.

A cóż to się dziwić skoro Legia jest naszym "polskim Bayernem" i w 3 meczach Ligi Europejskiej nie strzela ani jednej bramki i nie zdobywa ani jednego punktu to o czym my tutaj mówimy. Nasza liga to zupełnie inny świat od futbolu europejskiego, działający na zupełnie innych prawach- to co w innych ligach jest normalne i logiczne nie przekłada się na nasze podwórko, po prostu. Dlatego dopóki polska liga nie doszlusuje do średniaków europejskich, selekcjonerem reprezentacji Polski powinien wyłącznie trener z zagranicy.

Nie chcę gdybać oraz tworzyć historii alternatywnej, ale mam przeczucie, że gdyby dzisiaj naszą reprezentacją prowadził Leo Beenkakker, to byśmy byli w zupełnie innym miejscu niż teraz. W tamtym czasie Holender mógł tylko pomarzyć, o finalistach Champions League oraz piłkarzach występujących w silnych ligach europejskich. Nie mógł również liczyć, na zdolną polska młodzież. Zrobił tyle ile mógł; a dzisiaj mając tych piłkarzy do dyspozycji zrobiłby o wiele więcej.

Polska reprezentacja potrzebuje trenera z zagranicy, ukształtowanego przez europejską kulturę futbolu. Potrzebujemy, nowego Leo Beenhakkera, który nie zaprzepaści potencjału, który mamy. Druga taka szansa może się więcej już nie powtórzyć. Wykorzystajmy, więc ją i zatrudnijmy trenera z zagranicy.









Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.