Facebook Google+ Twitter

Moje spotkanie z dzikim zwierzęciem. Lądowanie

Współautorzy: Leszek Lubicki

Wylądował któregoś dnia w ogrodzie i patrzył, i patrzył na mnie swoimi wielkimi ślepiami.

Drozd śpiewak, gość z 13 lipca / Fot. Mira GizaTe ślepia wodziły za mną tylko wte i wewte, ale sam ani drgnął. Nie mógł tak siedzieć w trawie, bo w końcu mój beagiel w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zjadł już dwa bażanty. Oj, ten mój pies to szczęściarz, siedzi w ogrodzie, a bażanty same mu się na podwórko pchają. Żal mi za każdym razem, bo jest szybszy ode mnie i nim wybiegnę z domu na ratunek zabłąkanym ptakom, to już jest po wszystkim. Bałam się, że i tym razem będzie podobnie, więc wiadomo pies do domu, a ja dawaj rozglądać się, czy jakiegoś gniazda nie ma w pobliżu.

Drozd śpiewak, malec z mojego ogrodu / Fot. Mira GizaA on tylko stał sobie i patrzył, i patrzył... Gniazda nigdzie widać nie było, więc mu mówię: "No odleć no, ile można siedzieć? Pies cię zeżre albo jakiś przypadkowy kocur". On jednak, zupełnie się mną nie przejmował, więc obejrzałam go sobie dokładnie. W końcu uznałam, że nie mam wyjścia, bo przecież nie może tak stać w trawie w nieskończoność. Podniosłam biedaka z trawy i postawiłam wysoko na żerdkę w pergoli. Nie wydawał żadnych dźwięków tylko ciągle patrzył. Ogólnie dziwny jakiś był, ogona prawie nie miał, jakby mu ktoś go wyskubał. Na pleckach resztki puchu, blade stópki i te ślepia patrzące poważne, taki młody - stary. Za dużo to wtedy o obyczajach ptaków nie wiedziałam, więc popędziłam na jedno z internetowych ptasich for pytać co z nim zrobić. Post napisany czekał na wysłanie, gdy coś mnie podkusiło, żeby spojrzeć co tam u malucha i okazało się, że go już nie ma. Szaleństwo wypuszczonego w końcu do ogrodu beagla było niesamowite, węszył w miejscu, w którym wcześniej stał sobie mój gość, a później skakał na pustą (na szczęście) już żerdkę. Uff, odetchnęłam z ulgą, choć jedno ptasie życie udało mi się przed nim uchronić.

Dzięki jego wielkiemu spokojowi udało mi się z zachowaniem bezpieczeństwa zrobić pamiątkowe zdjęcie, stąd też była możliwa jego identyfikacja na ptasim forum. Tak, mój ogród wtedy, 13 lipca, odwiedził drozd śpiewak. Z czasem wyczytałam w książce D. Graszki - Petrykowskiego, że to w sumie okrutne ptaszki, które będąc miłośnikami ślimaków, z powodu słabego dzioba dość brutalnie się z nimi obchodzą.

Mam nadzieję, że tamten malec jest obecnie wśród drozdów, które wyśpiewują od tygodnia piękne trele pod moimi oknami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Miro, gniazda mogłaś nie zauważyć, gdyż budowane są przez drozdy nawet do 5 metrów nad ziemią. Jest to osobnik młody, gdyż przy stratach w lęgach, które przypadają na kwiecień-maj, są one powtarzane nawet do połowy lipca. A, co stwierdzenia, że są to okrutne ptaszki, nie masz racji. Prawo natury. Oszczędzaj bażanty. Gwiazdki zostawiam i pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy tekst. Szkoda, że nie ma skutecznego sposobu na uratowanie tych pożytecznych ptaków przed psami i kotami. Koty pownny myszy tropić i je skutecznie redukować. Nie wiedziałam, że psy również pożerają ptaszki:(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zdjęcie śliczne, a ta cieplutka opowieść o spotkaniu... :)
Pozwolił wziąć się ręką? - zadziwiająca ufność ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.